Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 6 min czytania

"Wybraniec cz.1"

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Sir Randon długo wędrował po leśnych rozdrożach. Słońce mocno grzało jego złotą zbroje sprawiając że upał nie dawał mu spokoju. Po chwili zatrzymał konia i postanowił odpocząć w cieniu pewnego, starego dębu. Ogromne drzewo zasłaniało wystarczająco dużo słońca aby on i jego rumak mogli się skryć. Odpiął swój napierśnik, po czym zrzucił naramienniki i usiadł wśród korzeni dębu. Odsapnął poprawiając swoją szpiczastą brodę i wąsy. Pot z twarzy zlewał mu się na koszule strumieniami. Jego koń też był wyczerpany z podróży. -Spragniony jesteś?- zapytał ze śmiechem sir Randon. -Przyniosę zaraz coś do picia- odpowiedział rycerz. Wziął w rękę napierśnik i ruszył w głąb lasu. Szedł po konarach drzew dopóki nie wpadł w bagno. Wiedział że zaraz znajdzie wodę. Przedarł się przez błoto brudząc sobie nogi po kolana. Im dalej szedł, coraz bardziej zbliżał się do skalnego wąwozu. Bluszcz i pnącza zwisały po starych, brudnych skałach. Wszędzie było pełno mułu i błota. Złapał się ręką ściany gdy poczuł że robi się coraz głębiej. Zasłonięty był do bioder. Wziął głęboki oddech i postanowił zawrócić. Gdy wyszedł z wąwozu zaczęło mu się robić słabo. Szybciej się pocił, kręciło mu się w głowie. Złapał mocno wystający konar i opar się mocno o niego. Zrobiło mu się ciemno przed oczami. Zaczął się krztusić. Coś zatrzymało mu się w przełyku. Próbował wypchać to na zewnątrz więc włożył palec do gardła. Po chwili zwymiotował żywą żabę. Przerażony odsunął się od niej łapiąc się kolejnego drzewa. Nagle zrobiło się ciemniej. Czuł że zaraz wypluje kolejną żabę. Spojrzał przed siebie aby uciec w stronę brzegu. Zamiast ujrzeć drzewa, widział ciemność, a wśród niej staruchę. Stara kobieta ubrana w futrzaną narzutę i starą suknie. Na głowie miała kilka gałęzi wczepione w siwe, brudne, włosy. Uśmiechała się szyderczo, wyglądała jakby zaraz miała wybuchnąć śmiechem. Zrobiła to gdy Randon wypluł kolejną żabę. Nagle machnęła ręką i rycerzowi zrobiło się całkiem ciemno. Nagle obudził się w starej, chacie zrobionej drewna i liści. Wyglądem bardziej przypominała szałas. Lecz najgorszy był w niej smród. Wydobywał się on z kotła w którym jakby gotował się nieboszczyk. -Lubisz zupę z trupa?- Spytała wiedźma mieszając chochlą wywar. Po chwili wzięła kilka szarych liści i wrzuciła je do gara. -Co ty mi zrobiłaś wiedźmo?!- Krzyczał sir Randon. - Wiedźma to najgorsze określenie. Jestem uzdrowicielką, ty jesteś chory więc muszę cię wyleczyć- odpowiedziała spokojnie. - Ja nie jestem chory, rzuciłaś na mnie klątwę!- Krzyknął rycerz. - Muszę cię zaskoczyć waćpan że tak potężnych zaklęć nie znam. Uczono mnie wiele ciekawych szeptów, epidemia biegunki, susza, czy atak szarańczy. Ale nie znam takich które potrafią człowieka uśmiercić. Rycerz pełen strachu spojrzał na starą kobietę wystającą zza kotła. - Choroba cię niszczy panie. Mogę ci pomóc ale za przysługę.- Rzekła starucha. - Cholera. Czego chcesz? Zapytał Randon. - Wywar z kości który gotuje pozwoli ci…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
"Wybraniec cz.1" — czytnik · opowiadania