Fantasy · 5 min czytania
Wybraniec - część 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Nie... - wyszeptała kobieta. Jej mąż stał przed nią w otoczeniu 3 zabójców. Właściwie to przed nią stał tylko jego tułów, bo głowa spoczywała u stóp jednego z oprawców. - Ja naprawdę nie mam żadnych pieniędzy! - wykrzyknęła rozpaczliwie i instynktownie zasłoniła własnym ciałem syna. - Tym gorzej dla ciebie... - powiedział lodowato przywódca bandy i szybkim ruchem wbił w nią nóż idealnie trafiając w żołądek. Grymas bólu wykrzywił jej twarz. Powoli osunęła się na ziemię odsłaniając ukochanego syna, który stał za nią i nie do końca wierzył w to co widział. Dzisiaj skończył dziesięć lat i nieco inaczej wyobrażał sobie te urodziny.
**********
Alan lubił swoją pracę - była dochodowa i raczej niezbyt niebezpieczna, no chyba że napadani ludzie mieli przy sobie jakąś broń, co jednak nie zdarzało się zbyt często. Jeśli ktoś był na tyle nieostrożny, że po zmroku zapuszczał się w wąskie uliczki Asesinador, zamiast chodzić tak zwanymi "bezpiecznymi szlakami", czyli ulicami pilnie strzeżonymi przez straż, to wielce prawdopodobnym było, że spotka go śmierć. W tym momencie wraz z kompanami - Jordim i Gregorym (który był przywódcą grupy) - próbowali okraść jakichś ludzi - małżeństwo z dzieckiem, ale najwyraźniej nie mieli oni przy sobie niczego wartościowego. Gregory zabił dorosłych, nie było potrzeby zostawiać potencjalnych świadków. Alan widział, jak jego kompan zbliża się do blondwłosego dziecka. I wtedy dostrzegł na budynku przed sobą jakiś cień. Cokolwiek to było, błyskawicznie przeleciało pomiędzy nim a Jordim. W mgnieniu oka świat zrobił się czarno-biały. Czarno-biały i nieruchomy, zupełnie jakby czas stanął w miejscu. Na tym ponurym tle wyróżniała się postać starego, wesołego grubaska ubranego w czerwono-biały strój: czerwono-biały płaszcz, czerwono-białe spodnie i czerwono-białą czapkę z pomponem. - Ciekawe, jak wyglądają jego majtki - pomyślał Alan. Najbardziej intrygujące było to, że nieoczekiwany gość trzymał w ręku kosę. Starą, wyszczerbioną kosę. - Przykro mi, każdemu to się zdarza. - uśmiechnął