Fantasy · 9 min czytania
Wybrany
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Bestie na dole wyglądały, jakby przybyły z samego dna piekieł. Chciałby, żeby tak było. Wówczas można by wypędzić je do ich leża. Davin leżał na skraju urwiska i wpatrywał się w tłoczące się na dole potwory. Bał się choćby drgnąć, by nie zwrócić na siebie ich uwagi. W ciągu swojego trzydziestoletniego życia nigdy nie widział czegoś takiego. Był tak blisko, a mimo to nie został dostrzeżony. Być może ułatwiał to brązowy podróżny strój. Cały był brudny od pyłu unoszącego się z suchych traktów. Może sprawiało to, że zlewał się z tłem. Cokolwiek to było, ratowało mu życie. Kłębowisko w dole przywodziło mu na myśl gniazdo węży. Te stwory były jednak o wiele gorsze. Wielkie, jaszczurze cielska opierały się na trzech parach łap zakończonych monstrualnymi pazurami. Pokryte były czarnymi łuskami, które wręcz zdawały się pochłaniać światło. Przez cały grzbiet i boki ciągnęły się rzędy długich kolców. Czerwone oczy jarzyły się wewnętrznym blaskiem. Davin zastanawiał się, czy gdyby go dostrzegły, byłyby w stanie wdrapać się na urwisko. Kiedy patrzył na ich pazury, miał wrażenie, że tak. Na samą myśl oblewał go zimny pot. Stwory wyglądały jak istoty zaświatów, tymczasem przybyły z odległych pustynnych terenów Var'sai. Tam nie były niczym niezwykłym. Nie słyszał jednak nigdy, by dotarły kiedykolwiek do Środkowych Królestw. Tutejsi ludzie zupełnie nie wiedzieli, jak sobie z nimi radzić. Dlatego stwory te były bez problemu w stanie zrównać wioski z ziemią. Nikt nie wychodził z tego spotkania z życiem. Wyglądało na to, że istoty poruszają się w konkretnym celu, pozostawiając za sobą rozpacz i zgliszcza. Cel ich wędrówki pozostawał jednak tajemnicą. Davin zastanawiał się, czy w ogóle władcy zdawali sobie sprawę z zagrożenia. Do tej pory na ich drodze nie stanęła żadna armia. On sam, choć wiedział, że ludy Var'sai nazywali je dar'sav – Stworzenia Piekieł – nie miał pojęcia, jak z nimi walczyć. I czy to w ogóle możliwe. Bestie przeszły przez jego rodzinne miasteczko i zrównały je z ziemią. Mimo że długo poszukiwał ocalałych, wszystko wskazywało na to, że nikt nie przeżył. Davin mógł się jedynie cieszyć, że wszyscy członkowie jego rodziny się wyprowadzili i jedynie on nadal tkwił w miejscu swego dzieciństwa. Stracił przyjaciół i znajomych, ale nie rodzinę. Od tamtej pory poprzysiągł sobie, że powstrzyma stwory. Zacznie od poinformowania armii. I właśnie ten cel zaprowadził go tu, na skraj urwiska. Jakże głupi był wierząc, że uda mu się je wyprzedzić! Coś na skraju pola widzenia przykuło jego uwagę. Spojrzał w tamtym kierunku. Zobaczył unoszące się chmary pyłu. Kiedy wytężył wzrok, dostrzegł jeźdźców. Serce zabiło mu mocniej. Rashav, doborowa armia Istorii. Z niej słynął jego kraj, uznawana była za niepokonaną. Tylko czy z tymi potężnymi zwierzętami poradzą sobie równie dobrze jak z ludźmi? Dar'sav również zauważyły jeźdźców i leniwie obróciły się w ich kierunku. Czekały. Nic w ich zachowaniu nie wskazywało na jakikolwiek niepokój. To wydało mu się jeszcze bardziej przerażające. Serce zaczęło mu tłuc się w piersi w oczekiwaniu. Żołnierze zbliżyli się kłusem i ustawili w formacji klina. Kiedy wytężył wzrok, mógł dostrzec błyszczące zbroje wykonane ze stali z furham, twardszej a jednocześnie lżejszej od zwykłego stopu. Długie na pięć metrów kopie, atrybut rashav. Z jednej strony byli mocno opancerzeni, z drugiej jednak specjalnie dobrane materiały nie obciążały zanadto wierzchowców. Davin pomyślał, że jeżeli ktokolwiek ma szansę, to właśnie oni. Nie zauważył żadnego sygnału, a mimo to wojownicy ruszyli jednocześnie. Konie poderwały się do pełnego galopu, śmiercionośne kopie wycelowały w dar'sav. Odległość między stworzeniami a ludźmi szybko się zmniejszała. Kiedy oba szeregi się zwarły, Davinowi wydawało się, że czas stanął w miejscu. W niekończącej się chwili widział, jak konni wjeżdżają w bestie. Kopie zanurzyły się w cielskach. Choć w to nie wierzył, to naprawdę działało! Te, które zostały nadziane, padały w konwulsjach. Rashav puścili kopie i zawrócili wierzchowce. Ruszyli galopem z powrotem na miejsce startu, by uzbroić się w kolejne. Stwory…