Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 14 min czytania

Wycieczka poza miasto

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mieszkam w tym mieście od urodzenia. Mam szesnaście lat i szczerze mówiąc jestem już zmęczony. Wszystko wokół mnie jest sztuczne, czasami nawet wydaje mi się, że ludzie, których mijam na ulicy to roboty, oczywiście to nie możliwe. Faktem jednak jest, że zamiast akwarium powiedzmy z rybkami mam hologram je udający. Tak samo wszystkie tak zwane zwierzęta domowe, tak na prawdę to roboty obszyte futrem z załadowanym programem naśladowczym i samouczącym. Normalnie ktoś w moim wieku nie powinien się tym interesować, ale ja zawsze byłem inny, nie siedzę dniami wpatrzony w ekran monitora, ani nie przemierzam wirtualnych światów, podpięty do jednostki centralnej. Kiedyś tak było, ale w końcu dotarło do mnie, że zabijanie kolejnej hordy potworów w kolejnej grze nie ma najmniejszego sensu, zwłaszcza, że wokół siebie zawsze widziałem krajobraz miejski, żadnych drzew czy roślinności...

Włóczę się ponurymi szarymi ulicami miasta, spędzam samotne godziny na zapomnianym przez wszystkich basenie, lub sali gdzie treningowej, kiedyś bywało tu całkiem tłoczno, tak przynajmniej wynika z nielicznych kaset ochrony, które ocalały. Moi znajomi patrzyli się na mnie dziwnie, ale nie obchodziło mnie to. Dusiłem się w tym mieście. Zawsze patrzyłem na zachód, z mojego okna można było czasem zobaczyć niezwykły widok. Kiedy dzień był bardzo pogodny i nie było dużo smogu, można było dojrzeć linię drzew na horyzoncie. Zawsze patrzyłem na nie z tęsknotą. Miasta nie można było opuścić, podobno na zewnątrz czeka nas wielkie niebezpieczeństwo. Rodzice straszą niegrzeczne dzieci światem zewnętrznym, ja nie należałem do tych grzecznych, ale za to nie miałem rodziców.

Tutaj nie czekało mnie nic, ludzie w mieście nie musieli nawet pracować, uczyli się, jeżeli chcieli, niektórzy mieszkańcy miasta ocierali się o analfabetyzm. Miasto zapewniało każdemu lokum i w miarę godne życie.

Dusiłem się tutaj i dlatego któregoś dnia postanowiłem dać nogę, uszyłem sobie plecak ze starych ubrań zapakowałem do niego wysoko odżywcze batoniki o długim terminie ważności, wymyślone z myślą o uzależnionych graczach, którzy właściwie nie wychodzili ze swoich nieprawdziwych światów. Ubranie technika wydawało się najbardziej wytrzymałe.

Przygotowania do ucieczki prowadziłem po kryjomu już od ładnych paru miesięcy. Ostatnio sprawa nabrała rumieńców, ponieważ dotarłem do archiwalnych materiałów, z których zrozumiałem tyle, że bez odpowiedniego przygotowania nie przeżyje nawet dwóch dni w spokoju i będę zmuszony wrócić, nawiasem mówiąc podwinąłem je ochronie miasta, co wcale nie jest takie łatwe, z danych wynikało, że ucieczki zdarzają się sporadycznie, jednak wszyscy szybko wracają z powrotem, zwykle z powodu doznanego szoku, ale czasem po prostu z głodu, lub w poszukiwaniu schronienia.

W końcu nadszedł ten dzień zarzuciłem na plecy plecak, po kilkunastu metrach wydał mi się dziwnie ciężki, ale trudno, nadchodził zmierzch, przemykałem niepostrzeżenie wąskimi uliczkami, które przeważnie służyły tylko robotom konserwującym i technikom nadzorującym ich prace, a że ostatnio samemu udało mi się uzyskać tą posadę nie musiałem się lękać robotów, kłopot stanowić mogli jedynie ludzie, ze swymi, ciekawskimi pytaniami, dlatego wolałem przejść niezauważony.

Dotarłem do miejsca, którego szukałem - kanału wentylacyjnego, korzystając z tego, że miałem uprawnienia technika otworzyłem kratę. Odważnie wkroczyłem do środka, po chwili ogarnęła mnie ciemność, nie miałem jak wziąć ze sobą światła - wszystko było pełne elektroniki, a ja najbardziej ze wszystkiego chciałem mieć na swoim karku patrol ochrony. Po kilkunastu minutach ostrożnego marszu z rękami opartymi o ściany, zobaczyłem przed sobą blade światło ostatnich promieni słonecznych. Okazało się jednak, że odgradzała mnie od nich druga krata, która jednak nie chciała się otworzyć, tym razem byłem jednak na to przygotowany, sprawdziłem to przejście już wcześniej, tak, tak to już kolejna próba ucieczki, na plus mogę sobie zapisać to, że straż jak na razie nie miała o moich ekspedycjach pojęcia, niestety, co i róż podczas ucieczki napotykałem różne problemy, które nie pozwalały mi kontynuować mojej wędrówki, mam nadzieję, że to już ostatnia taka przeszkoda.Tym razem miałem pilnik własnej roboty. Praca szła ciężko, ale w końcu udało mi się zrobić odpowiednio duży otwór. Okazało się, że korytarz wentylacyjny kończy się kilkanaście metrów nad ziemią. Stanowiło to drobny problem, którego znowu nie przewidziałem. Jednak ściana nie stała pod kątem prostym i można było się po niej zsunąć, tak też zrobiłem i mocno obiłem sobie tyłek - jadąc, wydaje mi się, że kąt był jednak odrobinę zbyt ostry by bezpiecznie wylądować, ale na szczęście wylądowałem w kałuży jakiejś śmierdzącej mazi, błoto - tak to się chyba nazywa, nie jestem pewien, bo moje dane o świecie zewnętrznym są w strzępach. Wstałem i ruszyłem w kierunku lasu…Był niesamowity, wszystko było naturalne, prawdziwe liście, prawdziwe owady i ten niesamowity zapach… Zagłębiałem się w las coraz głębiej, nie miałem jakiegoś szczególnego planu. Byłem oszołomiony otaczającym mnie światem, plecak ciążył mi coraz bardziej, a powieki same się zamykały. Usiadłem pod najbliższym drzewem łowiąc w uszy tajemnicze odgłosy, którymi tętnił las. Zanim się zorientowałem usnąłem jak zabity - musiałem być bardzo zmęczony, ale wcześniej tego nie zauważyłem.

Rano przegryzłem jedną z porcji żywnościowych i ruszyłem w dalszą drogę. Nagle za drzewami spostrzegłem jakiś ruch. Ostrożnie podszedłem starając się nie zdradzić swojej obecności i chyba mi się to udało. Zobaczyłem dwie osoby jedna z nich nosiła na twarzy wielką maskę i prowadziła drugą wyraźnie zmizerniałą i przerażoną, rozpoznałem go - chłopak, który zaginął dwa dni temu, wszyscy myśleli, że zaginął w systemie kanalizacyjnym, a tym czasem no proszę wylądował tutaj. Wyglądało na to, że zamaskowana postać odprowadza go w stronę miasta. Ostrożnie podążyłem za nimi, oniemiałem nic lepszego do roboty, a podświadomie czułem, że na pewno coś ciekawego z tego wyniknie, nawet nie wiedziałem jak, ktoś jeszcze podążał za tą parą, ale nie byłem w tedy tego świadom. Po jakimś półtora godzinnym marszu dotarliśmy na miejsce, stanęli przed bramą miasta, nie wiedziałem wcześniej, że miasto miało w ogóle jakąś bramę, była ogromna, lecz nie posiadała żadnych zdobień - czysta stal. Zamaskowana postać pchnęła go w jej kierunku i chłopiec z radością pobiegł w stronę miasta, po chwili zajęli się nim mechaniczni strażnicy, okryli go kocem podali kawę i wprowadzili do środka. Czyli tak można wrócić, ale ja nie chcę tam wracać, na pewno nie teraz. Zastanawiałem się natomiast, co zrobi zamaskowany człowiek (strażnicy go po prostu zignorowali), w miedzy czasie zdążyłem zorientować się, że jest to dziewczyna odziana w dwuczęściowy strój z jakiejś nieznanej tkaniny, miała nagie ramiona i nogi a także bose stopy. Jej skóra była ciemniejsza i w…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wycieczka poza miasto — czytnik · opowiadania