Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 24 min czytania

Wygnańcy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział I Od dwóch godzin w całej Ombili panowała cicha, spokojna noc. Także w wiosce North, w której wszyscy mieszkańcy dawno spali. W zwykłych okolicznościach jeszcze nie jeden mężczyzna siedziałby w jakiejś gospodzie pijąc wino i rozprawiając o różnych sprawach. Na przykład o niedawnej kradzieży dwóch świń Fortyna. Jednak tej nocy wszyscy spali gdyż nazajutrz odbywało się święto pokoju i doroczne obchody w stolicy , na które wszyscy chcieli się wybrać. Aby tam zdążyć dojść należało bardzo wcześnie wstać. Jednakże poza wioską w pobliskim lesie paliło się ognisko przy którym siedział brodaty długowłosy mężczyzna. Mógł mieć najwyżej trzydzieści lat. Jadł kawałek pieczonego prosiaka i popijał go winem z butelki, a robił to szybko jakby czegoś się obawiał. Spoglądał co jakiś czas w otaczające go zarośla, których nagle wyskoczył ogromny rudy kot trzymający w pysku chrust. Podszedł pod palenisko i wrzucił do niego znalezione drzewo, a następnie odwrócił się w stronę mężczyzny. - Zjadłeś resztki prosiaka- warkną wściekle kot- Mówiłeś, że poczekasz Buranie. Oszukałeś mnie! -To ty tu jesteś oszustem Uryku nie ja- odparł i otarł ręką twarz.-Z tego co pamiętam było dwa prosiaki, a ty zjadłeś jednego sam a drugim raczyłeś się łaskawie podzielić i to samymi resztkami. Gdyby nie mój podstęp pewnie nic by mi się nie dostało. I kto tu jest nieuczciwy? - Nie musiałem się z tobą dzielić- rzekł zdenerwowany- Przecież to ja ukradłem je tamtemu staruchowi! Nadal mnie bolą plecy po jego kiju. - Nie zapominaj, że masz u mnie dług wdzięczności do spłacenia- zagrzmiał Buran Kot tylko na to prychną, odwrócił się do niego plecami i ułożył na ziemi. - Znów się obraziłeś?- spytał po dłuższej chwili. -Tak szlachetnego zwierzęcia nie można nazywać oszustem- odpowiedział urażony. Buran wybuch śmiechem. - Ty szlachetny? To tak jakbym powiedział, że jesteś myszom nie kotem. Ty krętaczu! Uryk naburmuszył się jeszcze bardziej. -Nie życzę sobie żebyś tak o mnie mówił. W moich żyłach płynie krew samego przywódcy wielkich kotów. A w twoich zapewne jakichś opryszków. Uśmiech spełzł z twarzy Burana. Uryk rzucił mu ukradkowe spojrzenie. Żałował tego co powiedział . Buran Thor nigdy nie znał swoich prawdziwych rodziców. Został podrzucony pod drzwi pewnej staruszki, która wychowywała go przez pięć lat jednak zachorowała i tuż przed śmiercią oddała go mieszkającej po sąsiedzku chłopskiej rodzinie. Tam przebył siedem ciężkich la. Źle traktowany uciekł z domu swych opiekunów. Od tej pory żył i zajmował się sobą sam. Jednak w wieku czternastu lat spotkał pewnego tajemniczego mężczyznę zwanego Arzala który go przygarną i nauczony sztuki akamanta . Buran przebywał z nim przez dziesięć lat. Służył mu we wszystkim dopóki nie przejrzał, że jego idealny, nieomylny mistrz jest podłym draniem, który wykorzystuje go do swych mrocznych celów. Od tej pory robił wszystko by pokrzyżować jego plany, a tym samym odkupić swe winy. -Ciekawe dlaczego jeszcze nie przybyła?- powiedział Uryk zmieniając temat. -To do niej podobne- mrukną- Wkrótce się zjawi. Czekali jeszcze długo nim pojawił się ich gość, a gdy to się stało towarzyszył temu ogromny podmuch wiatru i cudowny zapach jaśminu. Przed Urykiem i Buranem stanęła piękna kobieta o długich niebieskich włosach i białej długiej szacie. - Witajcie przyjaciele- powiedziała słodkim głosem. - W końcu jesteś Elkier- rzekł Buran- Ciekawiło mnie jaka tym razem postać przyjmiesz. Wildze, że wybrałaś wygląd nimfy, ale nie bardzo to do ciebie pasuje. Wole cię gdy przyjmujesz postać twardej z charakterem kobiety , nie takiej słodkiej idiotki. Uryk zaśmiał się, a Elkier wykrzywiła swe śliczne usteczka. -Wybacz, że pytam, ale zawsze mnie ciekawiło jak wyglądasz naprawdę . Czy mogłabyś pokazać nam swoja prawdziwa twarz? -Nie sadze żebyś to przeżył- odparła tajemniczo. -Ale…- zaczął, lecz przerwał mu Buran -Nie po to tu jesteśmy. -Tak racja- przyznała Elkier- Chodzi jak zwykle o twojego mistrza- powiedziała i usiadła przy ognisku. -Od dawna nim nie jest- burkną -Jednakże nadal jesteś powiązany więzami, które sprawiają, że czujesz się odpowiedzialny za jego czyny i starasz się nim zapobiec. -Możliwe- uciął- Dowiedziałaś się gdzie tym razem uderzy? -Nie było to trudne- odpowiedziała- Złapałam jednego z członków jego bractwa białych kruków. To był jakiś słabeusz od razu wszystka wyśpiewał. Przy okazji kazał ci przekazać, że całe bractwo na ciebie poluje i wkrótce otrzymasz to na co zasłużyłeś. Ale wracając do zamiarów Arzala. Planuje najpierw zdobyć kryształ wody czyli nie jak się spodziewaliśmy. Przedtem miał zamiar udać się po kryształ ognia. Nie wiem czego zmienił plany. Macie jakiś pomysł? - A skąd mam wiedzieć co siedzi w głowie tego mistrza zła od siedmiu boleści? – mrukną Uryk i polizał swa łapę. Buran milczał zastanawiając się nad przyczyną . - Kryształ wody znajduje się w stolicy Ombili. Prawda?- spytał po chwili -Tak wszyscy to wiedzą – odparła Elkier-Ten kraj jest pełen głupców. Żeby rozgłaszać o tak potężnej rzeczy. To jest najmniej chroniony kryształ ze wszystkich. Od początku mnie zastanawiało dlaczego od razu go nie wykradł. Jeśli teraz uda mu się kradzież będzie miał już dwa kryształy i pozostanie tylko cztery. - Nie pozwolimy mu na to – powiedział dobitnie Buran. - Już wiem jaki jest powód!- wykrzykną nagle Uryk- Jutro są huczne obchody w stolicy z okazji święta pokoju i Arzal wraz ze swoja bandą chcą się dobrze zabawić , a że maja napięty grafik i już więcej nie mogą odwiedzić stolicy to postanowili upiecz dwie pieczenie za jednym razem- rzekł– Chciałbym zobaczyć jak Arzal tańczy!- dodał tarzając się ze śmiechu. -Bardzo zabawne- powiedziała z ironią Elkier rzucając mu zgorszone spojrzenie. - On ma racje! To przez uroczystości w stolicy- przyznał Buran -No nie mów, że popierasz jego głupią teorie- zawołała oburzona. -Nie. Ale jutro jest święto pokoju podczas, którego zawieszone są wszystkie wrogie działania wobec siebie.Złodziej nie kradnie, zabójca nie zabija i tym podobne brednie. Jutro jest najbardziej odpowiedni moment do ataku. Kryształ jest wtedy najsłabiej chroniony. -Jak zapobiegniemy kradzieży? – spytał już nie śmiejący się Uryk -Mnie w to nie mieszajcie- odrzekła Elkier-Ja tylko pomagam zbierać informacje. Reszta należy do was. -To teraz będzie ta chwila, w której nas opuścisz?- spytał Buran. -Dokładnie .- powiedziała i wstała. To samo zrobił Buran, a następnie chwycił ją za rękę i spytał: -Czy spojrzałaś ostatnim czasy w źródełko? Jej błękitne oczy utkwił w jego twardym spojrzeniu. - Tak- odpowiedziała -A widziałaś mą twarz? - Tak -Co tam było?- spytał już nieco zdenerwowany jej krótkimi odpowiedziami. -Twoje losy splotą się z dwójką młodzieńców. Przyniesie ci to radości jak i utrapienia-odparła i rozpłynęła się w powietrzu. -Takie już są te kobiety- rzekł Uryk -Strasznie tajemnicze. A właściwie czy ona jest kobietą? Buran rzucił mu piorunujące spojrzenie.

Nazajutrz Buran wraz Urykiem wyruszyli do Rosseheart jeszcze przed świtem tak, aby nie spotkać jakichś ludzi, którzy tak jak oni podążali w tamte strony. Droga z North do stolicy państwa Ombili trwała kilka godzin. Prowadziła ona przez lasy i kilka wiosek. -Nie rozumiem dlaczego tak bardzo unikasz ludzi? -burkną kot. gdy szli przez piaszczystą ścieżkę co go denerwowało. Dzisiejszego dnia był bardzo rozzłoszczony, a powodem tego był pusty żołądek i niewyspanie. Trzeba wiedzieć, że Uryk nie kochał nic na świecie bardziej niż jedzenie i spanie. Buran roześmiał się. - Oni raczej nie lubią mnie- odparł- Chyba nie zapomniałeś kim jestem. Co? -Przypomnij mi bo nie pamiętam po tych stu razach kiedy to słyszałem- warknął -Dla ludzi nadal jestem okrutnym sługą Arzala, któremu w głowie jedynie zabijanie i niszczenie wszystkiego dookoła -rzekł-Nawet po tylu latach-dodał i westchną. Uryk rzucił mu zirytowane spojrzenie. -Wiesz dlaczego cię unikają? Bo to ty ich unikasz, nie oni. Powinieneś być bardziej otwarty na świat i przestać sobie wmawiać, że wszyscy cię nienawidzą - A ty nie powinieneś wtrącać się w nie swoje sprawy-powiedział wściekły -Nie pora na zaprzyjaźnianie się z ludźmi. Teraz trzeba za wszelka cenę powstrzymać Arzala. -Tak, tak- przyznał kot- Z nim jest wiecznie jakaś robota. To były ostatnie słowa jakie zostały wypowiedziane podczas tej podroży. Pięć godzin wędrówki odbyło się w milczeniu. Uryk był zły na Burana i na odwrót. Dopiero gdy znaleźli się półgodziny drogi do Rosseheart Buran przemówił. - Tu zaczekamy. -powiedział. A znajdowali się w lesie Wielkiego mistrza Dorana.- Tą droga raczej nikt nie podąża do miasta.. W tym lesie czyha wiele niebezpieczeństw. Ludzie obawiają się o swe życie wolą dłuższa drogę i bezpieczniejszą. -Teraz mi mówisz, że tu jest niebezpiecznie!? -wrzasnął- Nie mogliśmy iść tą drugą drogą? - Nie, nie mogliśmy bo za bardzo rzucalibyśmy się w oczy- odparł spokojnie Buran- Zresztą w tym lesie nie jest znowu tak strasznie. Od dawna wszystkie stwory stąd się wyniosły. Zostały tylko zwierzęta. - Zwierzęta? To się dobrze składa bo jestem okropnie głodny-rzekł zapominając, że przed chwilą chciał stąd uciekać. - Zaczekaj- zawołał Buran kiedy kot zaczął oddalać się. Musimy ustalić plan. Kot odwrócił łeb w jego stronę, Na jego twarzy malowało się rozbawienie. - I tak nie postąpimy według niego- rzekł- Zawsze są jakieś komplikacje przez,które nasz plan nie wypali. Układanie planu jest bezcelowe w naszym przypadku. Buran spochmurniał -Musimy coś ustalić.Przynajmniej dla mojego lepszego samopoczucia.-rzekł Uryk westchną. -Niech ci już będzie -mrukną-Tylko szybko. -Dobra.. Wkroczymy do miasta, kiedy święto się zacznie,wtedy w mieszamy się w tłum i zbliżymy do budynku, w którym znajduje się kryształ, a potem zabierzemy kryształ i go ukryjemy. -To jest twój cały plan? - spytał zdziwiony - Prosty co nie ? - To żaden plan- warkną-Znów improwizujemy. -Resztę planu dowiesz się gdy dotrzemy do stolicy-odparł -Wymyślisz resztę gdy dojdzie już do walki. Prawda? -Takie plany są najlepsze. -Twój mistrz nie poparł by takiej lekkomyślności Buran wzruszył ramionami. -Nie obchodzi mnie co Arzal mógłby o mnie pomyśleć- mruknął.-Lepiej idź teraz coś upolować bo potem znów będziesz miał zły humor. Tylko wróć szybko Nie trzeba było mu powtarzać dwa razy. Po chwili zniknął za gęstymi krzakami. Buran pozostał sam. Usiadłszy i oprawszy się o drzewo zaczął rozmyślać nad słowami Elkier. Według niej miał spotkać na drodze młodzieńców, którzy mieli odmienić jego życie. Jemu to jednak nie bardzo pasowało. Nie miał czasu na jakieś dzieciaki. tylko by mu przeszkadzały, a przecież on ma bardzo ważną misje do wykonania. Nie mógł sobie na to pozwolić. Postanowił, że jeśli kiedykolwiek stanie na jego drodze dwóch chłopców ominie ich szerokim łukiem.

*

Tymczasem Uryk zaczaił się w krzakach na tłustego ptaka. Na sama myśl jaki to będzie smakowity kąsek z jego pyska poleciała ślinka ,którą zlizał ogromnym jęzorem. Jednak, gdy zaczął się przymierzać do skoku na swoją ofiarę, coś zaszeleściło z pobliskich zarosili. Ptak oglądną się nerwowo i szybko odleciał.Uryk pomyślał,że oszaleje ze złości, ale nie miał czasu na użalanie się nad sobą, gdyż jego wzrok uchwycił ośmioro odzianych w czarne płaszcze ludzi. Kot zmrużył swe zielone oczy, które uchwyciły znajomą twarz. Był to Szedar Crinus, sługa Arzala. Uryk bardzo dobrze go pamiętał, gdyż ostatnim razem walczył z nim i pozostawił mu bliznę na twarzy, co ku zdziwieniu kota bardzo rozzłościło Szedara. Kiedy pokonani słudzy Arzala wycofywali się Crinus wrzeszczał, że następnym razem obedrze go ze skóry, a futro powiesi nad kominkiem. Na myśl o tym po ciele Uryka przeszły ciarki. ,,Może zapomniał"- pomyślał z nadzieją-,, To było tak dawno temu...Przecież nie zrobiłem mu tak wielkiej rany"- stwierdził w myślach i spojrzał na twarz Szedara. Biała szpetna blizna przechodziła przez czoło aż po podbródek. -,,Ech, nie jest tak źle. Pewnie nawet nie zauważa. Lepiej teraz…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wygnańcy — czytnik · opowiadania