Fantasy · 10 min czytania
Wygnanie prolog+ks1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Prolog
Jest noc. Głęboko w górach na szczycie zwanym Pieczęcią, zebrało się największe zgromadzenie magów od czasu spisania reguł ich istnienia. Na to zebranie przybyła rasa bogów zamieszkująca świat Valhalle. Wszyscy po to by dokonać sądu i wyroku nad istotą która była potężniejsza od największego boga, osoby, która dosięgła najpotężniejszej magii, przez co stała się niebezpieczna.
W Sali sądowej mógł paść tylko jeden wyrok „Winny” tak też się stało. Po trzech godzinach w Sali bocznej na wielkim ołtarzu leżał mężczyzna cały wytatuowany w runy i kręgi magii. Po chwil wokół niego zebrało się całe zgromadzenie, wszyscy magowie i bogowie w jednym miejscu w kręgu na około kogoś, kto wyglądał wręcz anemicznie. -Ty Linku Verenaże Inverse zostałeś skazany na zapieczętowanie w więzieniu najgorszym... Nie w niebycie, lecz w świecie o nazwie Ziemia, w którym magia została wyparta przez logikę i naukę.... Co ma oznaczać ten uśmiech!!!- Zirytował się przewodniczący zgromadzenia na widok delikatnego uśmiechu oskarżonego. -Czy wy myślicie, że zostanę tam zapieczętowany na długo? A raczej czy myślicie że robicie to z własnej woli NA PEWNO STOII ZA TYM MOJE PRZEZNACZENIE KTÓRE MNIE DOGONIŁO PO PRAWIE 100.000 LAT!!- w tym momencie Link wybuch śmiechem- nie da się mnie....-Przerwało mu nagłe poczucie pustki. -NA POTĘGE PIECZĘCI I NASZEGO ZGROMADZENIA JA ABRAHAM DAREN WYKLINAM CIE Z TEGO ŚWIATA I WSZSTKICH INNYCH ŻYJ W POGARDZIE NA ŚWIECIE KTÓRY WYKLUCZA TAKICH JAK TY.
Po tych słowach w górę uderzył piorun. Nikt ze zgromadzonych nie wiedział wówczas, że pobliska wioska wymarła gdyż potrzeba było wiele dusz do zapieczętowania takiej potęgi.
Wygnanie Księga I koniec
Część 22 / 2
Jak każda opowieść ta opowiada o wyjątkowych zdarzeniach ale nie opowiada o bohaterze który oddaje wszystko światu. Ta opowiada o kimś zupełnie innym... Trudno powiedzieć o kim ale zacznijmy. Niema nikogo pozostałem tylko ja...
-Panie wyspa tonie najdalej za trzy miesiące zniknie z powierzchni morza. Nic nie jest w stanie jej pomóc. Obudził się wulkan w centrum wyspy ten który umilkł 1000 lat temu. - Nie możemy opuścić ludzi. To nasza powinność ich bronić kapitanie. -Ale wyspy nikt nie uratuje ludzie tabunem gnają do portu na ostatni statek do Europy. -Nie. Jest jedna osoba. Mój dawny mistrz... Musimy odnaleźć Kruka inaczej nie uratujemy ani siebie ani wyspy. -Jak to nie uratujemy siebie!!! Możemy popłynąć na kontynent! Przecież dla nas też jest miejsce na statku. -Ty możesz płynąć ale ja nie. Ta wyspa jest ostatnim miejscem na którym mogę żyć. Na kontynencie bez magii nie przeżyje długo. -Czyś byś uwierzył hrabio w te pogłoski że nauka wypleniła magie!? Przecież to nie możliwe. -Nie czujesz że świat jest coraz bardziej pusty? Ja nie zamierzam dyskutować musimy znaleźć Kruka czy jak wolisz Razjela. -Co!? Tego starego pustelnika przecież on dawno zwariował i nie lubi towarzystwa innych ludzi. -ON NIE ZWARIOWAŁ!! Nie znasz go nawet w połowie tak dobrze jak ja. Poza tym to mój stary mentor, dzięki niemu jestem na tym stanowisku i mam ten tytuł. Powiedział mi że póki pamiętam jego prawdziwe imię zawsze mi pomoże. Więc idź siodłać konie a ja jeszcze musze coś załatwić.
Tak często wyglądały sprzeczki kapitana Doghana i jego przełożonego Hrabiego Garela. Ale wróćmy do akcji opowieści. Hrabia poszedł do swojego pokoju i stojąc przed wielkim gobelinem wspominał coś. Po pewnej chwili podszedł bliżej i zapukał w kawałek ściany pod gobelinem... -Jest ciągle tu jest!!- wykrzyczał po usłyszeniu pustego dźwięku. – Mater garssan Maroda!!!
Po tych słowach ze ściany wyrwał się kij. Był to kij magiczny gdyż Hrabia był tylko czarodziejem więc potrzebował czegoś w rodzaju łącznika z magią w jego przypadku był to ten właśnie kij, tak z nim zespolony że po mimo siedemdziesięciu lat w ścianie nawet nie nadgnił. Był o zdobiony w liczne runy a w jego głowice był wprawiony bursztyn z wtopionym kruczym piórem. -Na szczęście jeszcze tego nie zapomniałem. No może trochę...- Zapeszył się hrabia widząc lekko zmatowiony bursztyn i czując mniejszy przepływ mocy pomiędzy kijem a nim.(oznaczało to że magia w samym hrabim osłabła) -Oddaj konie i mieszek i bez numerów!!! -Ale drodzy panowie nie mogę tego oddać, ponieważ nie jest to moje.- odpowiedział uprzejmie Doghan. -To oznacza śmierć!! Po co nosisz broń idioto! -Ponieważ takie jest moje stanowisko. A polega ono na nie na zabijaniu opryszków ale czartów i innego plugastwa. -Dość tej twojej zapyziałej grzeczności. Zabić go!! Doghan nie zdążył albo nawet i nie próbował wyciągnąć broni do obrony. W każdym bądź razie tego uprzejmego idiotę „uratował” hrabia nadchodzący od strony warowni. -Co tu się dzieje?! Co w takim miejscu robią ludzie Węża?- zdziwił się Hrabia -Rabują ci dupę stary idioto!! -odpowiedział jeden z bandytów.
Przerywając na…