Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

psychologia · 7 min czytania

Wyjątkowo ciepły styczeń.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Temperatura sięgała tego roku - w styczniu, ok. 10 – 12 stopni Celsjusza. Anomalia niby, ale w Teksasie spadł śnieg. Zima była mokra, ciepła i szara. Była i jakby nie miała się skończyć, ciągłe powtarzanie: Jutro, najpóźniej w środę spadnie śnieg. Opady śniegu przewidywane na przyszły tydzień…, miesiąc…, rok, tysiąclecie. Koty wariowały, a w mojej wannie od grudnia stało wiadro z cisem przeznaczonym na stroik, którego nie zrobiłem. A co najciekawsze cis zaczął puszczać – pąki? Nowe gałązki. Natury nie da się oszukać – A jednak! W ten czas byłem w swoim mieście, na swojej ulicy, w swoim mieszkaniu bardziej Kamieńską niż sobą. „Być to bardzo boli” a ja niestety byłem wtedy. To taki moment w życiu, kiedy wszyscy mówią ci abyś wyszedł zrobił coś ze sobą, a jedyne coś, które przychodzi ci na myśl to samobójstwo z tym ze nie masz odwagi. „To twój problem” – tak mówią księża w konfesjonale tutaj na Śląsku. Co prawda to nie ich wina, że stali się tym czym są, to nie ich wina, że są nieżyciowi, że Cyrulka ich nauczyła tego odzewu. To nie jej wina, że jest nieżyciowa tak jak oni. To ich problem! Zarzucano mi wielokrotnie, że jestem jak moja Matka – szczery, konsekwentny, no i oczywiście, co najgorsze odważny wygłaszaniu swojego zdania jak ona. Może jestem jak ona z tą różnicą, że mam penisa a nie waginę. Zresztą… Na pewnej amerykańskiej stronie internetowej były testy psychologiczne online. Po podliczeniu zdobytych punktów dostałem moja diagnozę – socjopatia. Miło. Mój pies zaczął domagać się spaceru ziajaniem a ja po prostu ubrałem buty i nałożyłem moją ulubioną – jedyną – bluzę. Moje podwórko było zbudowane z dwóch bloków i rzędu garaży. Całość tworzyła trójkąt z trzema wyjściami – dwoma na wierzchołkach i jednym w boku. Mój pies – socjopatia jak ja zapewne. Boi się huków, parasoli i koni. Jako iż dzieci jeszcze nie wykorzystały arsenału swoich petard noworocznych – mój pies po randce z fizjologią wrócił do domu. A ja zamknąłem ją w domu, zamknąłem też i wszystko inne, co w nim było i udałem się na spacer. W głownie dudnił mi jeszcze głos mojej koleżanki, którą też bolało istnieje, ale z innego powodu. Bardziej żeńskiego powodu. Swoje kroki skierowałem w stronę parku – nie tego miejskiego – tego, który słynie z zaniedbania, braku ławek i niebezpiecznych „spacerowiczów”. Nie dbałem o swoje bezpieczeństwo. Sam nie umiałem targnąć się na swoje życie, więc miałem nadzieje ze ktoś mnie zbawi. Jednym celnym ciosem. Nie rozczarowałbym swojego oprawcy miałem coś przy sobie jakieś 200 zł. Ten ktoś wiedział jak rozwiązać „Mój problem” myślałem o swojej „internetowej” socjopatii. Znajdowałem dowody na to, że zaprawdę jestem socjopatą jak i dowody na to, że nim nie jestem… Z jednej strony rozumiałem i widziałem słuszność „niektórych” norm społecznych. Z drugiej dusiłem się w większej grupie ludzi, którzy grali swoje role przed tą marną publiką mojego miasta. Niebo wyglądało tak jakby pękło przed chwilą – jak jakby ktoś zaczaił się nad nim i z cicha jednym ruchem – płynnym ruchem przeciął je na dwie części. W parku nie było ani widać ani słychać moich wybawicieli, moich oprawców. A ja straciłem już humor na szukanie łatwej śmierci. Zawróciłem w stronę wyjścia, które prowadziło do ogródków działkowych a przez nie na autostradę. Nie chciałem się rzucić po samochód. Uprzedzaj zapłaciłbym komuś, aby mnie pod takowy wepchnął. Ale oczywiście nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wyjątkowo ciepły styczeń. — czytnik · opowiadania