Fantasy · 11 min czytania
Wylęgarnia ciał- Genesis
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Słońce chyliło się ku zachodowi. Ostatnie ciepłe promienie padały na ogromne, tętniące życiem miasto. Cienie wydłużały się, a szerokie brukowane ulice zaczynały pustoszeć. Gdzieś w oddali rozległ się donośny odgłos gongu- znak, że bramy wjazdowe zostały właśnie zamknięte. Nad zabudowaniami górował ogromny pałac z marmuru i złota. Gdzieniegdzie można było dostrzec niemal równie okazałe budowle należące do cesarskich urzędników i arystokracji. Posiadały one ogromne ogrody, szklane kopuły i własne sady. Całe to bogactwo i przepych kontrastowało z położonymi niżej częściami miasta. Skromne budowle rzemieślników i kupców tłoczyły się przy wąskich i zaśmieconych ulicach, które niemalże codziennie gościły setki tysięcy ludzi- mieszkańców, przybyszów i kapłanów. Jeszcze niżej, prawie przyciśnięte do zamulonej i brudnej rzeki Eul znajdowały się doki i najbiedniejsze dzielnice miasta. Ubóstwo, prostytucja i przestępczość rozkwitły tam bujnie, a życie naprawdę tętniło dopiero po zmroku. Właśnie tam, przez jedną zagraconą i wąską uliczke biegła mała dziewczynka. Była nieduża i bardzo chuda. Poszarpane chłopięce ubranie, bardziej wyglądające na znoszone szmaty zwisało na niej luźno. Nie ograniczały jednak jej ruchów i dziecko zwinnie lawirowało pomiędzy kolejnymi przeszkodami. Nie zmieniało to jednak faktu, że wygłodzona sierota była przerażona. Chmura brudnych włosów, pozlepianych w strąki zasłaniała twarz wykrzywioną strachem. Co kilka sekund mała odwracała lękliwie głowę, nie przestając jednak biec. - Stój ty mała gnido! Jak cię złapie to zmiażdżę ci to małe gardełko!- wrzeszczał głos za nią. Należał do rosłego i grubego mężczyzny. Jego łysa głowa była brudna, a świńskie oczka wpatrywały się w plecy uciekającego przed nim dziecka. Tuż za nim biegło dwoje jego kompanów, gotowych na każde jego skinienie. Hessa jęknęła cichutko. Serce w jej piersi biło oszalałe. Dziewczynka z trudem łapała oddech, od wysiłku paliły ją płuca, a nogi miękły i powoli odmawiały posłuszeństwa. Zwinnie przeskoczyła stertę sczerniałego drewna, ominęła śmierdzące kałuże wpatrując się w drogę przed sobą. „Jeszcze tylko trochę...” powiedziała do siebie w myślach próbując zmusić się do szybszego biegu. Wiedziała, że jej oprawcy są tuż tuż i zaraz ją dogonią. A gdy to się stanie, nie będzie już dla niej ratunku. Wzrokiem szukała końca uliczki, która w rzeczywistości była ślepym zaułkiem zagrodzonym wysokim kamiennym murem. Mała doskonale o tym wiedziała, jak i o tym jak szybko się na niego wspiąć i znaleźć po drugiej stronie- z dala od ścigających ją mężczyzn. Kiedy w oddali zobaczyła znajome ciemne zabudowania i obdarte ogrodzenie niemalże odetchnęła z ulgi. Zręcznie omijając przeszkody starała się zwiększyć dystans pomiędzy nią, a oprychami, którzy co rusz wpadali na zawalające uliczkę śmieci i odpadki. Hessa nagle spostrzegła dziwaczny kształt oparty o ścianę po lewej stronie. Gdy znalazła się bliżej zdała sobie sprawę, że to nieprzytomna kobieta w męskim, lecz wyzywającym ubraniu, która zdecydowanie nie powinna znajdować się w takim miejscu. Zaskoczona wpatrywała sią w nią, tym samym nie patrząc gdzie biegnie. Nagle poślizgnęła się, po czym upadła. Krzyknęła przy tym cicho, próbując znaleźć podparcie lecz bezskutecznie. Wylądowała twarzą w kałuży i choć starała się podnieść błyskawicznie, jej oprawcy byli szybsi. Mężczyzna o świńskich oczkach załapał ją za skołtunione włosy i brutalnie podniósł. - Mam cię, ty mała gówniaro! Okradać mnie?!- ryknął mężczyzna potrząsając dziewczynką w powietrzu niczym szmacianą lalką-... Zaraz udzielę ci takiej lekcji, że ta twoja brudna rączka nie sięgnie już po żadną sakiewkę!- mówiąc to zmienił uchwyt i złapał Hessę za gardło i przycisnął do ściany przyduszając ją. Mała bezsilnie kopała nogami o ścianę, a brudne i połamane paznokcie wbijała w trzymającą ją dłoń. Na jej oprawcy nie robiło to jednak najmniejszego wrażenia. Zamiast tego zaśmiał się rubasznie i odwrócił głowę stronę kompanów pokazując połamane i brązowe zęby. - Zeig szkoda ją tak szybko zabijać... Może chcesz się z nią trochę zabawić?- zwrócił się do otyłego mężczyzny, który zamiast koszuli nosił obszarpaną burą kamizelkę ani trochę nie ukrywającą obwisłego brzucha. Paskudna i zniekształcona licznymi bliznami twarz draba rozjaśniła się w koszmarnym uśmiechu. Zeig zaczął mocować się ze spodniami. Hessa wciąż lekko przyduszana z trudem łapała kolejne oddechy wciąż próbując się uwolnić. Wiedziała, że ten brzydki mężczyzna ją skrzywdzi i że będzie krzyczeć z bólu, tak jak wrzeszczały inne dziewczyny, którymi to robiono. Zbyt często widziała takie sceny w dokach aby teraz nie odczuwać dławiącej paniki. Mężczyźni rozmawiali między sobą, ciągle się śmiejąc i nie zwracali na nią uwagi. Ten o świńskich oczkach wciąż ją trzymał, lecz nie przyduszał już tak mocno. Nagle kątem oka dostrzegła jakiś ruch. Nieprzytomna kobieta! Dziewczynka nagle przypomniała sobie o jej istnieniu i z trudem odwróciła głowę. Długie włosy nieznajomej były zapewne ciemne- ciężko było to ocenić w panującym półmroku, gdyż słońce na dobre schowało się za horyzontem- i zasłaniały jej twarz. Długie i zgrabne nogi poruszyły się, z głowa z cichym jękiem uniosła się. Hessa zauważyła kilka pustych butelek wokół kobiety i maleńki promyczek nadziei zgasł równie szybko jak się pojawił. Nieznajoma musiała być pijana i dziewczynka wiedziała, że nie będzie w stanie obronić siebie, a co dopiero jej. Była pewna, że dręczący ją mężczyźni na pewno nie