Fantasy · 32 min czytania
Wylęgarnia ciał- Podziemie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Klatka. Tak Hessa w myślach nazywała loch w którym ją trzymali. Z trzech stron otoczony grubymi murami z kamiennych bloków o nieregularnej powierzchni. Ostatnią ścianę tworzyły grube, okrągłe pręty o szerokości około dziesięciu centymetrów. Rozstawione tak gęsto, że jej drobna dłoń ułożona w poziomie ledwie się między nimi przeciskała. Wzmocnione magią i chemikaliami były nie do zniszczenia czy chociażby wygięcia nawet dla niej. A jak się okazało, nie była tak słaba, jak wierzyła przez większość swojego dzieciństwa. Sufit był niski, wyprostowana niemal dotykała głową chropowatej powierzchni, a pomieszczenie samo w sobie było niewielkie. Ledwie kilku metrowe, aby mogła rozprostowywać mięśnie kiedy długo jej nie wyprowadzali. Była zwierzęciem, które za dobre sprawowanie mogło poczuć odrobinę swobody. Dziewczyna chciała wierzyć, że posiada więcej sprytu niż dzikie zwierzę, lecz przebywając tak długo w klatce nie była już pewna czego jest w niej więcej- bezmyślnej instynktowej woli przetrwania czy człowieczeństwa. Nie wiedziała ile czasu minęło, odkąd została porwana przez mężczyznę w czerni. Choć według niej nie było to zbyt dobre słowo. Ostatecznie była niechcianym dzieckiem ulicy, nie miała rodziny, nikt jej nie szukał, nikt nie tęsknił. Jak jej wcześniejsza egzystencja była pozbawiona celu, podobnie było i teraz. Skutecznie tłumiła w sobie chęć walki czy ucieczki, wolała bezosobową posłuszność wobec tych którzy ją więzili. Nie miała pojęcia czy minęły tygodnie, miesiące a nawet lata. Po zmianach jej ciała mogła się domyślać, że zapewne to ostatnie. Wiedziała jednak, że nieustannie coś jej podają. Coś dzięki czemu jej ciało rośnie i rozwija się szybciej. Momentami czuła się nienaturalnie w swoim ciele, za młoda na dorosłą postać, lecz bolesne lekcje szybko pozbawiły ją resztek dziecinności. Siedząc na brudnej posadzce i opierając się plecami o zimną ścianę wpatrywała się w niewielką przestrzeń przed sobą. Czuła w sobie pustkę, która pochłaniała wszystkie emocje. Poczucie beznadziejności ogarnęło ją już dawno i choć tak bardzo pragnęła się poddać, wola przeżycia była silniejsza. Wyprostowała skulone nogi przyglądając im się. Nienaturalnie blade, szczupłe i umięśnione pod wpływem ciągłych ćwiczeń. Ręce z kolei poobdzierane, pełne zadrapań i odcisków choć jej ciało potrafiło leczyć się same. Podejrzewała, że specjalnie ranią ją przesyconą magią ostrzem nie dopuszczając, aby choć przez chwilę była w pełni uleczona. Zastanawiała się przez chwilę czy w tych miejscach również zostaną blizny. Tak jak na jej twarzy. Mimowolnie dotknęła dłonią lewego policzka. Jak zawsze wyczuła pod palcami długie blizny ciągnące się od nasady nosa niemal do uszu. Trzy idealne cięcia, które jednak bardziej przypominały ślady po ogromnych zwierzęcych szponach. Potrząsnęła lekko głową odganiając koszmarne wspomnienia. Łańcuchy na jej rękach zabrzęczały cicho kiedy jej ręce opadły. Już dawno przestała zwracać uwagę na zimno, czy ciemność lecz do szaleństwa doprowadzała ją cisza. A ta ostatnio stała się jeszcze bardziej głucha. Początkowo nawet do jej celi, dochodziły upiorne odgłosy bestii. Ryki, wycie czy odgłosy walk między nimi w pierwszych tygodniach nie pozwalały jej spać. Całymi godzinami leżała skulona w najdalszym kącie celi nieustannie mając wrażenie, że lada chwila cała ich horda pojawi się przed grubymi prętami oddzielającymi ją od wąskiego korytarza. Nic takiego się jednak nie stało. Wtedy żałowała nawet, że Fiodor ją kazał tutaj zamknąć. Tęskniła wręcz za jego pracownią, w której zrobił tyle strasznych rzeczy z jej ciałem. Kiedy jednak dowiedział się wszystkiego, czego mógł podczas badań, odesłał ją tutaj. I kazał ćwiczyć.
***
Kilka miesięcy wcześniej
Przez trzy dni była zamknięta w ciemnej celi bez jedzenia czy wody. Kiedy już godziła się z tym, że przyjdzie jej umierać długą i samotną śmiercią ktoś po nią przyszedł. Najpierw usłyszała ciche kroki, a potem gęstą ciemność rozjaśniło wątłe zielonkawe światło. Hessa zasłoniła chudym ramieniem oczy, które raził nawet tak nikły blask. -Wsstawaj- powiedział cichy i nieco chropowaty głos. Hessa przez chwilę leżała nieruchomo, po czym podpierając się na skostniałych z zimna rękach zaczęła wstawać. Grube łańcuchy łączące jej dłonie, i te nieco cieńsze u nóg utrudniały jej ruch. Niepewnie przyglądała się okrągłemu, zielonkawemu płomykowi lewitującemu nad głową mężczyzny. -Sszybciej- popędził obcy. Dziewczyna zmusiła się do większego wysiłku, po samej postawie nieznajomego czując, że jest on niebezpieczny. Jego nieruchoma sylwetka okryta ciemnymi zwojami materiału i grubym kapturem wzbudzała w niej strach. -Podejdź- niepewnie zaczęła iść w stronę mężczyzny tłumiąc w sobie chęć ucieczki w najdalszy kąt lochu. „Posłuszeństwo” powiedziała sobie w myślach. Wychowując się na ulicy nie raz dostała lekcję pokory, a co ważniejsze doskonale wiedziała, że wobec silniejszych od siebie lepiej okazywać uległość jeżeli chciało się przeżyć. Kiedy już znalazła się przed żelaznymi prętami zdobyła się na odwagę i drżącym głosem zadała pytanie. -Kim… jesteś?- głośno przełknęła ślinę, a im dłużej mężczyzna nie odpowiadał tym większa stawała się gula strachu dławiąca jej gardło. Miała wrażenie, że mierzy wzrokiem jej drobną postać. Nagle uniósł rękę i ledwo dostrzegalnie poruszył palcami. Na wskutek tego ruchu pręty dzielące ją od wolności wygięły się tworząc przejście. Hessa chciała coś powiedzieć, lecz wtedy obcy ponownie wykonał kilka gestów dłońmi, a jej ciało uniosło się, przeleciało przez stworzony otwór i z ogromną siłą uderzyło w przeciwległą ścianę. Siła rzutu ogłuszyła ją, nie była zdolna złapać oddechu przez żebra wbite w płuca. Poczuła w ustach krew, a ból wibrował w niemal każdym kawałku jej chudego ciała. Zaczęła się dławić przed oczami widząc tylko ciemność. W tym czasie jednak jej żebra zaczynały się już łączyć i nastawiać, a poranione ciało oraz pozostałe kości zrastać. „Coraz szybciej się uleczam” pomyślała wciąż na wpół przytomna, kiedy odzyskiwała zdolność widzenia. -Psssy takie jak ty nie mają prawa mówić…- podszedł i mocno kopnął ją w brzuch. Tym razem Hessa jęknęła i zwinęła się w kłębek-…nie macie prawa myssleć. Wy nawet nie macie prawa żyć. Jessstescie tylko pokarmem- dopiero teraz, kiedy stał tak blisko dziewczynka zdała sobie sprawę z odmienności obcego. Jego ciało było zbyt wysokie jak na człowieka, a sylwetka ukryta pod peleryną nawet w przybliżeniu nie przypominała ludzkiej. Jego mowa także była dziwna, w specyficzny sposób przeciągał spółgłoskę „s”. -Wsstawaj- powiedział już z wyraźnym gniewem, a Hessa mimo bólu i krępujących ją wciąż łańcuchów zerwała się z ziemi. Nie chciała dać kolejnych powodów do ataku obcemu. Ten jednak złapał ja za ramię i pchnął przed siebie. -Idź- dziewczynka posłusznie ruszyła starając się nie myśleć o tym, że dłoń mężczyzny były pokryta czymś w rodzaju łusek, a nie skórą. Paznokcie natomiast długością i ostrością przypominały raczej szpony. Myśl o rzuceniu się w przód i podjęcia próby ucieczki gościła w jej umyśle ledwie chwilę. Zaraz ją jednak odrzuciła wiedząc, że nie pobiegła by daleko z łańcuchami krępującymi każdy ruch, a jej strażnik bez wątpienia szybko by ją dogonił. Poza tym nie wiedziała dokąd miałaby uciekać. Pozwoliła się więc prowadzić przez ciemne i długie tunele, starając się zapamiętać liczbę kolejnych zakrętów. Nie wiedziała właściwie jak długo szli, miała jednak wrażenie, że poruszali się w poziomie, że nie schodzili niżej, ani wyżej. Zastanawiała się, czego od niej chcą tym razem. Przez długą chwilę obawiała, że po prostu rzucą ją na pożarcie bestiom, lecz im dalej szli tym cichsze stawały się ich ryki. Kiedy zdawało jej się, że ta wędrówka się nie skończy, a ona w końcu upadnie zmęczona ciężarem łańcuchów w oddali zobaczyła światło. Najpierw maleńkie, potem coraz większe. Gdy znaleźli się już całkiem blisko dostrzegła, że korytarz kończył się niedużym okrągłym pomieszczeniem o wysokim suficie pod którym lewitowało kilka zielonych płomieni. Pod przeciwległa ścianą stało natomiast kilka niskich postaci, którzy tak jak jej strażnik odziani byli w czerń. Z pewnym przestrachem ale i ulgą dostrzegła również Fiodora, niskiego łysego mężczyznę w białym lekarskim kitlu. Gdy ją dostrzegł, jak zawsze obdarzył ją nieco dziwnym i nie szczerym uśmiechem. -No w końcu, już myślałem że nie dotrzecie- wesoło klasnął dłońmi. Hessa zatrzymała się mniej więcej na środku pomieszczenia, kątem oka obserwując stojącą metr za nią dużą postać. Bała się cokolwiek powiedzieć. -Co…- zaczęła drżącym głosem, lecz zraz głośno przełknęła głośno śliną starając się nad nim zapanować- co ja tu robię? Ułamek sekundy później silny cios w plecy powalił ją na nierówne podłoże miażdżąc nos i ponownie łamiąc kości. Stęknęła tylko próbując nie zakrztusić się własną krwią. Z trudem uświadomiła sobie, że znowu zaatakował ją dziwaczny sługa i że stoi on nad nią szykując się do ponownego uderzenia. -Wolno ssię uczyssz ssmiertelniczko. Pokarm nie mówi- z jego gardła wydobył się jeszcze dziwaczny syk, jakie wydawały węże. -Ojoj. Nie ładnie, obniżasz jej szanse. Mistrz byłby wielce niepocieszony gdyby…- Hessa podniosła twarz z coraz większą łatwością łapiąc kolejne oddechy. Nie podnosząc się z ziemi starała się zrozumieć jak najwięcej z rozmowy jej oprawców mimo szumu w jej obitej głowie. -…wiążemy z nią pewne nadzieje- zakończył Fiodor, po czym jej wysoki i nieludzki strażnik złapał ją za poły resztek ubrania, po czym uniósł, jakby nic nie ważyła. -Posłuchaj mnie uważnie- zwrócił się do niej łysy człowieczek, jego głos stał się dziwnie poważny, a oczy błyszczały niezdrowo- masz tylko jedną szansę. Zabijesz pięć młodych, karłowatych bestii lub sama staniesz się ich pokarmem. Wrócimy po ciebie dopiero, gdy wszystkie będą martwe- uwolnił jej ciało z krępujących ją łańcuchów, a ona nie była zdolna się poruszyć. Nie wiedziała co się dzieje, wszystko toczyło się zbyt szybko. W jednej chwili wisiała w powietrzu, brutalnie trzymana, a w drugiej spadała w dół czarnej jamy. Ze zdziwieniem i szokiem zdała sobie sprawę, że w dłoniach trzyma nieduży, prosty nóż. Zacisnęła powieki, pragnąc aby czas na chwilę się zatrzymał. Zderzenie z podłożem pozbawiło ją tchu. Wokół rozbryzgały się odłamki kamieni i inne dziwne przedmioty, których Hessa w pierwszej chwili nie potrafiła zidentyfikować. Przez chwilę leżała nieruchomo, z zamkniętymi oczami, nasłuchując i szukając ognisku bólu własnego ciała. „BESTIE” myśl ta niczym piorun pojawiła się w jej umyśle. Gwałtownie uniosła powieki. Nie zobaczyła jednak nic oprócz ciemności. Na odległość metra, może dwóch była w stanie dostrzec nikłe kontury ściany obok, dalej jednak widziała tylko gęstą ciemność. Z zaskoczeniem stwierdziła, że instynktownie w locie zwinęła się w kłębek, chroniąc głowę i klatkę piersiową. Kilka ran i złamań kończyło się właśnie goić. Tuż obok dostrzegła otrzymany nóż. Uniosła się nieco, przysiadając na pietach. Chwyciła lichą broń i mocno zacisnęła na niej palce. Z przerażeniem zdała sobie sprawę, że wszędzie wokół niej leżą kości. Różnej wielkości, zarówno ludzkie jak i zwierzęce. Serce zabiło jej mocniej, gdy gdzieś przed nią mignęła jej biała plama. Wstrzymała oddech, instynktownie czując, że coś ją obserwuje i właśnie szykuje się do ataku. Bardziej wyczuła niż usłyszała, że cios nastąpi z góry. Kilka maleńkich kamyczków posypało się ze ściany tuż obok niej, a ona sekundę później odturlała się od ściany. Ledwo zdążyła uciec od długich szponów bestii. Była nieduża, większa jednak od niej samej. Hessa z obrzydzeniem uświadomiła sobie, że pożeracz stojący przed nią był niegdyś chudą dziewczynką o długich włosach, które teraz przypominały splątane włochate macki czy narośl. Przemiana nie przyjęła się i potwór zachował w większości ludzkie kształty za wyjątkiem wydłużonego pyska i długich ostrych zębów. Najkoszmarniejsze wrażenie robił jej powyginany kręgosłup, którego zmiany musiały zatrzymać się w połowie, zmuszając bestię do poruszania się wyłącznie na czterech kończynach. Karłowata istota kłapnęła paszczą w jej stronę, uginając grzbiet i szykując się do ponownego skoku. Hessa drążącą ręką wyciągnęła przed siebie nóż i machnęła nim kilka razy chcą utrzymać przeciwniczkę na dystans. Stała na ugiętych nogach zerkając na boki, próbując opanować ogarniającą ją panikę. Była sama, gdzieś głęboko pod ziemią wraz z pięcioma krwiożerczymi bestiami. Nie widziała drogi ucieczki, ani tym bardziej sposobu zabicia stworów. Szybko spojrzała do tyłu. Nikogo za sobą nie zobaczyła, ale nie pocieszyło jej to- mrok wokół niej mógł ukryć wiele istot. Nie wiedziała, co ma robić dalej. Atakować, czy raczej się bronić? A co jeżeli zjawią się inne? Jak na zawołanie trzy inne bestie rzuciły się na nią. Powaliły ją na ziemie wbijając ostre zęby w jej wątłe ciało. Nie zdołała zdusić w sobie okrzyku bólu. Jedną, na wpół swobodną ręką w której trzymała nóż zaatakowała pożeracza, który ogromna paszczą pochłonął jej ramię i pół ręki. Machnęła ostrzem właściwie na oślep, lecz charkliwy pisk i uwolnienie jej drugiej ręki podpowiedziało jej, że trafiła. Bestia załapała się łapami z pysk, a Hessa uderzyła ją z całej siły ręką odwróconą do zewnątrz. Druga siedziała na jej splątanych nogach, z kłami wbitymi w jej uda, po których gęsto płynęła krew. Za nią dostrzegła parę innych najwyraźniej walczących o jej nóż, który musiała upuścić podczas ostatniego ataku. Zanim zdarzyła zareagować z wielkim hukiem tuż obok niej zeskoczyła największa ze wszystkich bestii. Przypominała raczej nabrzmiałą ropuchę. Z czegoś, co kiedyś było ustami został tylko wielki otwór, który nie zasłaniał niczym powyginanych do przodu, nawet jak na pożeraczy nienaturalnie długich, zaostrzonych zębów. Zamachnął się wielką łapą na swojego pobratymca wbitego w jej nogi, najwyraźniej chcąc go z niej zrzucić. Cios był jednak na tyle silny, że oboje, ona i bestia szarpiąca jej ciało z niesamowitą prędkością zostali odrzuceni kilka metrów dalej. Hessa wylądowała samotnie w ciemnej, cuchnącej brei sięgającej jej niemal do pasa. W pierwszym momencie zanurzyła się cała, zaraz jednak z paniką wynurzyła się plując obrzydliwą substancją. Trwało to jednak moment, zaraz się uciszyła pilnie nasłuchując. Gdzieś po swojej lewej, w gęstej ciemności słyszała ryki walczących bestii oraz głośne odgłosy mlaskania. Zgadywała, że ta którą zraniła, jest właśnie rozszarpywana przez inne. „Cztery, w takim razie jeszcze cztery…” powiedziała do siebie w myślach. Spojrzała w lewo i zamarła. Tuż obok niej, może z dwa metry dalej stała jedna z bestii, ta która zraniła ją w nogi. Średniego rozmiaru, właściwie nie do określenia czy przed mutacją była chłopcem czy dziewczyną. Tam gdzie kiedyś były oczy, widniał tylko gruby, brzydki zrogowaciały naskórek. Najwidoczniej ten stwór był całkowicie ślepy. Zamiast nosa miał tylko dwa podłużne i wąskie otwory. Kręcił głową na wszystkie strony najwyraźniej węsząc. Dziewczyna najciszej jak mogła zaczęła się bardzo powoli zanurzać w cuchnącą breję. Była w niej cała, miała ją na twarzy, we włosach, dostała się pod ubranie, lecz Hessa nie zamierzała narzekać. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że ratuje jej ona życie. Zamaskowała jej zapach, tak inny od ich smrodu tym samym przestała być tak łatwym celem. Pożeracz obok niej zawarczał cicho najwyraźniej nie wyczuwając jej, po czym zniknął gdzieś w ciemności. Odetchnęła chwilowo z ulgą, lecz wiedziała że nie ma dużo czasu. Nie miała pewności, czy jednak nie zostanie zwęszona. Ponad to… mogła mieć szansę na pokonanie jednego stwora, ale już nie czterech. Myślała gorączkowo, szukając sposobu działania. Jej nóż przepadł. Nie łudziła się co do tego. Nie zamierzała pchać się prosto w gromadę wygłodniałych istot, po kawałek zapewne tępego metalu. Musiała bronić się gołymi rękami. Nimi musiała je zabić. „Tak zabić. Zabij albo zostań pożartą…”przypomniały jej się słowa Fiodora, a całe…