Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Wojna · 9 min czytania

Wypad

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Był rok 2011. Odwoziłem mojego 16 letniego syna na przystanek. Żona została w domu. Miałem w ręce papierosa. I nagle na horyzoncie, bez huku, pojawił się wielki grzyb atomowy. - O w mordę!- zawołał mój syn. Od razu zawróciłem i w lusterku zobaczyłem drugi wybuch. - To jakaś pieprzona wojna atomowa!- szepnął Michał, mój synek. Dodałem gazu. Nagle natknąłem się na blokadę wojska. Nie mięli polskich mundurów. Otworzyli ogień. Usłyszałem głośne sapnięcie Michała gdy pocisk rozerwał jego głowę. Z niedowierzaniem spojrzałem na resztki głowy mojego ukochanego synka. Wtedy zapadła ciemność. --------------------------------- Obudziłem się. Leżałem na cholernie twardym łóżku. Wokół mnie sam metal. Podniosłem się z wysiłkiem. Z przerażeniem zauważyłem, że nie widze na jedno oko. Wrzasnąłem i zacząłem płakać. Nagle metalowe drzwi otwarły się. Wszedł jakiś żołnierz. - Wreszcie się pan obudził. - Jak to wreszcie?- zapytałem ździwiony. - Leżał pan w śpiączce 4 lata i 8 dni. Nagle sobie przypomniałem. Strzały. Żołnierze w innych mundurach. - Gdzie mój syn?- musiałem spytaĆ. - Obok pana we wraku samochodu było ciało...to chyba był pana syn. Przykro mi. - Kto mi go zastrzelił? Kto zrzucił bomby na Polskę? - Rosjanie. Rozpętali 3 wojnę światową. Zrzucili ładunki nuklearne na całą Europę. NATO się rozpado. Terroryści zaatakowali Stany Zjednoczone. Tak na prawdę, światem rządzi teraz Rosja... - Rządzą tym, co zostało ze świata- szepnąłem. - Dokładnie. - Jak jest na zewnątrz? - Promieniowanie prawie minęło, ale ludzie nie mieszkają tam. Ci co ocaleli są tutaj. - Tutaj, czyli gdzie? - W Schronie. - Ilu ich jest? - Zaraz...chyba ośmiu. No i trzech żołnierzy. - Co z moim okiem? - Miał pan szczęście. Pocisk trafił pana w głowę i o dziwo utknął w pańskim oku. Oko za życie... - Rozumiem, że już kula nie tkwi w mojej czaszce? - Wyjęliśmy ją razem w okiem. Nie dało się inaczej. Założyliśmy panu łatkę, żeby nie było widać tego braku. - Proszę mnie zostawić. Żołnierz posłusznie odszedł. Nie mogłem skupić myśli. Pomyślałem, czy istnieją inne schrony. Co z moją żoną. Może się ukryła? Postanowiłem. Wyrwę się stąd. Ucieknę i poszukam życia. W tej metalowej puszcze nie mogę żyć. Zasnąłem. Obudziłem się. Mój zegarek na ręce działał i wskazywał 9:23. Wstałem z wysiłkiem i podszedłem do drzwi. Zero przełączników, nic. Obok był interkom. Nacisnąłem przycisk i krzyknąłem: - Chcę do kibla! Cisza. - Chcę do kibla i to zaraz! Cisza. - Mam szczać na podłogę!? - Zaraz do pana ktoś przyjdzie. Po 2 minutach drzwi otwarły się. Do pokoju wszedł żołnierz. - Zaprowadzisz mnie do...- nie dokończyłem. Oberwałem kolbą karabinu w głowę i zapadła ciemność. Obudziłem się, przywiązany do mojego łóżka pasami. Nade mną stało dwóch ludzi. Patrzyli się na mnie. Ten wzrok był pełen ciekawości. - Co jest panowie? Czemu mnie bijecie, przywiązujecie do łóżka?- zapytałem. Spojrzeli na siebie, potem na mnie. Wyszli. Wrócili za 5 minut. Mięli jakieś strzykawki. Zacząłem krzyczeć i wyrywać się. Jeden chwycił mnie za głowę, drugi wbił igłę w moją szyję. Zemdlałem. Obudziło mnie światło. Otwarłem zdrowe oko i zobaczyłem czyste niebo. Wstałem i uświadomiłem sobie, że jestem na zewnątrz. Wokół mnie były same szkielety budynków. Powietrze było czyste. Byłem ubrany w jeansy i znoszoną, szarą bluzę z dresu. Przejechałem ręką po szyi. Po lewej stronie miałem małą ranę. Sięgnąłem do kieszeni. Moja ręka trafiła na kawałek papieru. Rozwinąłem go i zacząłem czytać. "Jako iż sprawiał pan za dużo problemów, musięliśmy pana wyeksmitować. Powodzenia." Wyeksmitować? O co chodzi? Zdziwiony i wściekły cisnąłem kartką. Nie wiedziałem gdzie jestem. Ruszyłem przed siebie. Co mam robić? Gdzie mam iść? Potknąłem się o coś. Spojrzałem w dół i krzyknąłem. Patrzył się na mnie szkielet. Wokół było ich mnóstwo. Wydawało mi się, że wszystkie patrzą się na mnie z wyrzutem. "Czemu ty żyjesz, a my nie?" Znajdę ten schron jeszcze raz. I pogadam sobie z nimi na poważnie. Spojrzałem na zegarek. 18:55. Zaraz się ściemni i będę w dupie. Muszę gdzieś zostać na noc. Jenak żaden z budynków nie miał dachu. Wszedłem do pozostałości restauracji. Poszukam piwnicy, albo jakiejś skrytki, cokolwiek. Zauważyłem

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wypad — czytnik · opowiadania