Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 11 min czytania

Wyprawa

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

To musiała być niedziela, tak na pewno. Tylko w niedziele nie mam wyrzutów sumienia, że spędzam czas zupełnie bezczynnie. Mogę odpocząć od trucia się codziennymi narkotykami. Każdy z nas jest wyrafinowanym narkomanem. Karmiącym się swoimi złudzeniami, marzeniami, uczuciami i wszystkim czym tyko się da. Miłość, przyjaźń, nienawiść, ból, przyjemność. Wszystko to pozwala nam żyć a jednocześnie nas zabija. Wtedy też taki byłem. Nie zdziwiłbym się gdyby wydział ds. walki z narkotykami rozkazał zniszczenie wszystkich mózgów jako fabryk tego cholerstwa.

Pamiętam, że w mieście było wtedy wesołe miasteczko, mała, płatna namiastka raju na ziemi. Setki narkomanów przyszło oderwać się na chwilę od rzeczywistości. Wśród nich byłem oczywiście ja. Przechodziłem obok atrakcji, którą jakiś niewyżyty literacko pracownik lunaparku nazwał kolejką śmierci szalonego doktora, o ile dobrze pamiętam to szaleni doktorzy zajmują się dręczeniem studentów a nie projektowaniem kolejek śmierci. Wtedy poszedł do mnie pan Jerzy Kacperski, wiek 45 lat pracownik biurowy niższego szczebla, żona, troje dzieci, które maja go w dupie. Tylko dzieci, żona znienawidziła go już 15 lat temu. Ubrany w brązowy garnitur w kratkę, który mógłby być ozdobą każdego lumpeksu albo transportu z pomocą dla powodzian. Wręczył mi dziwną ulotkę "Chcesz żyć wiecznie? Przyjdź koniecznie! Ulica Klonowa 45, niedziela 13.45"

Jakość rymu zdobiącego treść tej reklamy, sprawiła, że na ułamek sekundy straciłem poczucie czasu i miejsca. Wtedy doznałem olśnienia, przecież niedziela jest dzisiaj. Zawsze byłem dumny z siebie kiedy udało mi się wydobyć ze swojego centralnego układu nerwowego jakąś użyteczną informację. Z tego przypływu dobrego humoru, naszła mnie ochota, żeby wybrać się na to niby spotkanie. W końcu kogo nie skusiłaby perspektywa wiecznego życia. Drogę umilałem sobie przydeptywaniem ludziom butów, co w przedszkolu było znane jako skrobanie marchewek. Zadziwiające było to, że każda przydepnięta osoba przepraszała mnie. Oczywiście od razu odpowiadałem, że się nie gniewam. W końcu znalazłem się przed zaniedbaną kamienicą, wcisnąłem guzik domofonu, ktoś otworzył drzwi i już po chwili wspinałem się po drewnianych schodach. Celem mojej wędrówki okazał się być trochę zniszczony pokój z elementami wyposażenia pochodzącymi z epoki wczesnego Gierka. Rozlatujące się meble i obleśne tapety, jakiś nadgorliwy robotnik wytapetował nawet drzwi. Od wejścia czuć było lekko mistyczny zapach komuny, mimo to w największym pokoju zebrała się grupka ok. 12 osób. Przed nimi stał wysoki, łysiejący człowiek w klapkach, który z lekko przymrużonymi oczami i wyrazem niebotycznego skupienia na twarzy wygłaszał jakąś skomplikowaną mowę.

„Einstein twierdził, że przestrzeń nie jest tylko naczyniem dla materii, w którym zachodzą wszystkie procesy, ale która nie ma z materią nic wspólnego. Według niego materia i przestrzeń a właściwie czasoprzestrzeń wzajemnie na siebie oddziałują. Tak, że materia zmienia upływ czasu, który nie jest czymś przypominającym rzekę płynącą swobodnie w jednym tylko kierunku. A co jeśli istnieje gdzieś miejsce gdzie czas się zatrzymał?”

Widać było, że mimo niebotycznego rozciągnięcia swojej percepcji zrozumienie treści komunikatu -przekraczało zdolności intelektualne większości zebranych, z resztą ja też miałem z tym pewne trudności. Na szczęście w tym momencie mówca nie chcąc być dłużej jedyną osobą, która wie o co chodzi zrezygnował z naukowego języka. Po wielu latach badań udało nam się znaleźć takie miejsce, w którym czas stoi w miejscu. Znajduje się ono na orbicie Merkurego. Mogą być państwo pierwszymi osobami, które tam polecą.

Hm wydawało mi się, że lotów w kosmos zaprzestano 10 lat temu po tym jak Ameryka przystąpiła do traktatu pekińskiego zabraniającego wydawania jakichkolwiek pieniędzy na badania kosmiczne do czasu rozwiązania problemów ziemskich. Ktoś mądry widocznie uznał, że jeśli nie radzimy sobie sami ze sobą, ciągle toczymy wojny i są ludzie, którzy cierpią głód to lepiej będzie na razie chronić wszechświat przed ludźmi. Szkoda, że nikt na to nie wpadł przed odkryciem Ameryki.

Już dawno chciałem się wyrwać z tego miejsca, dlaczego by nie teraz. Niestety nie zdawałem sobie sprawy z mojej naiwności. Moje pierwsze podejrzenia wzbudził fakt, że rakieta, która dyskretnie zdradzała, że może nie być szczytowym osiągnięciem współczesnej techniki, miała wystartować, ze starego radzieckiego kosmodromu Bajkonur. A mówiąc bardziej szczegółowo, niepokojące było w nim to, że nie był używany od wielu lat, a elementy jego wyposażenia służą okolicznym mieszkańcom jako materiał do budowy nowych domostw. Dziwne było też to, że przywieziono nas tam bez żadnego przygotowania w ośrodku kosmicznym . W tych warunkach właściwie nic dziwnego, że coś poszło nie tak. Ciężko stwierdzić co to było. Nie było też łatwo znaleźć cokolwiek co poszłoby zgodnie z planem. W efekcie nasz pojazd, zamiast trafić dokładnie w pewien punkt na orbicie Merkurego trafił dokładnie w środek jakiejś wielkiej gównianej

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wyprawa — czytnik · opowiadania