Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 15 min czytania

Wyprawa po śmierc

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Polska.Kraj w środkowej Europie.Jest w nim tysiące małych miasteczek...jednak moją uwagę przykuwa mała miejscowość położona w Wysoczyżnie Ciechanowskiej o nazwie Nasielsk.Nie będę charakteryzował owego miasta lecz skupię się dokładnie na czterech mieszkańcach tej miejscowości.Paweł Jarząbkowski,Andrzej Perzanowski,Jarosław Wieczorek i Damian Krasiński wszyscy czterej to podrożnicy,ktorzy za każdą podróż gotowi są zostawić w domu swoje żony i dzieci.Można by rzec że w tym co robią są wręcz fanatyczni...że tak po za tym nie interesuje ich nic na świecie a rodzina w porównaniu do wyprawy to tak jak porównanie dobrego filmu ze zwykłą tandetą... .W tym wszystkim jest oczywiście prawda,gdyż nie jednokrotnie zdarzało się tak iż mężczyźni pod osłoną nocy opuszczali swoje rodzinne domy tylko dlatego jak sami mówią: "taka okazja może się już nie powtórzyc".Każda wyprawa była czymś nowym...wspaniałym,coś co wzbudzało jednocześnie fascynację,ale zarazem i strach bo takie wycieczki to również duże niebezpieczeństwo.Mimo tego starają się robić to jak najlepiej.To ich życiowa pasja-coś więcej niż pasja.Wszyscy są dobrze ustawionymi w życiu ludżmi.Są także przyjaciółmi od najmłodszych lat.Sami każą siebie nazywać bracmi.Łączą ich więzy przyjaźni i podróżowanie po świecie.Wspólnie zwiedzili już tyle krajów,tyle lądów,tyle wysp o których przeciętny śmiertelnik może tylko pomarzyc.Nie wywyższają się z tym co robią,nie chcą żadnego rozgłosu w mediach ani wśród znajomych.O ich wyprawach wiedzą tylko najbliżsi...być może to jest błąd gdyż w chwili zagrożenia mogą tak na prawdę zdawać się na własne umiejętności w dziedzinie ratownictwa...Wszystkie eskapady opłacają z własnych funduszy.Mają własny sprzęt a także samolot,którym spełniają swoje marzenia.Zapomniałem dodać żę w skład tej jakże zgranej paczki wchodzi jeszcze Pan Daniel...pilot samolotu bez którego wypady te nie miałyby sensu.Pan Daniel był kiedyś pilotem Wojska Polskiego jednak z przyczyn zdrowotnych nie mógł już dalej pilotować samolotów.A samoloty to dla niego żywioł w którym czuje się najlepiej.Jest znajomym Pawła dlatego szybko przystał na propozycję objęcia sterów samolotu i podróżowania wspólnie z czterema przyjaciołmi.Ostatnim miejscem ich wyprawy była Antarktyda...kontynent jakże zimny i lodowaty.W skrajnie zimnych temperaturach i przy odpowiednim sprzęcie spędzili tam w sumie cztery dni.Tu liczy się przedewszystkim"postawienie stopy"i udokumentowanie że się tam było.Po za tym jest to wspaniała przygoda i niesamowity skok adrenaliny.Już nie jednokrotnie na swej drodze spotkali mnóstwo niebezpieczeństw. Nie jednokrotnie stawali "oko w oko"ze śmiercią.To wszystko związane jest z ich hobby...to wszystko wchodzi wlaśnie w skład podroży.Jak układanka ma swoje elementy,tak podróże także.Ryzykują przy tym swoje życie...rodziny całymi dniami nie śpią po nocach bo obawiają się że każda wyprawa może być juz tą ostatnią z której nie wrócą do domu...zostawiając samotne matki razem z dziecmi.Niektore wyprawy są planowane,niektóre nie.Słyszac to większość ludzi powiedziałaby że są nie odpowiedzialni.Niestety mieliby mylną opinię.Mężczyżni Ci są przykładnymi ojcami mężami ktorych nie jednokrotnie można pozazdrościc.A to że mają takie hobby to jedynie ich prywatna sprawa.Każdy ma prawo do takich zainteresowań jakie mu konkretnie odpowiadją.Jeden lubi zbierać znaczki...drugi lubi ekscytujące wyprawy...możnaby powiedzieć w tym momencie zamykając usta wszystkim krytykantom.Człowiek musi mieć jakieś pasje,zainteresowania inaczej jego życie nie ma sensu.Chociażby najmniejsze zbieranie papierków od cukierków sprawia że to co człowiek robi jest dla niego czymś ważnym.Czymś takim co sprawia mu radość w jakże ciężkich czasach.Bo czasy w których toczy Sie ta opowieść to rok 2001.Czyli XXI wiek.Wiek w którym ludzie gonią tylko za pieniędzmi i zapewnienie sobie jak najlepszej kariery.Nie każdy ma swoje zainteresowania bo po prostu nie ma na nie czasu.Głównym zainteresowaniem człowieka stał się "stan posiadania",a wartość ludzką ceni się...w nominale.Nie ważne jest jaki jesteś tylko ile posiadasz...Stwierdzenie chore,ale taki jest wlaśnie ten świat.Dlatego szanujmy tych którzy w tym"wyścigu szczórow" mają w sobie tyle entuzjazmu do swoich pasji.Odbiegłem trochę od opowieści,jednak sądzę że krótka charakterystyka obecnego świata w jakiejś części odnajduje powiązanie z całym moim opowiadaniem i na pewno nie przeszkodzi w dalszym czytaniu mojemu czytelnikowi.Jednak jakby się tak zdarzyło to za ten wątek najserdeczniej przepraszam.Wracając do głównych bohaterów powiedzieć jeszcze o nich można że takie wyjazdy jakie oni organizują pozwalają sprawdzić ile tak na prawdę człowiek potrafi zrobić w sytuacjach ekstremalnych,bo właśnie z takimi mamy tutaj do czynienia.Powstaje wlaśnie wtedy kilka pytań,mianowicie:"czy wytrzymam","czy mimo słabości ludzkiej uda mi się przetrwać w ciężkich chwilach".Stwierdzenia to znaczy pytania może są trochę dziwne,jednak dla podróżników są one tak na prawdę podstawą do tego że to co robią ma jeszcze sens.Inaczej mogliby siedzieć w domu w ogóle z niego nie wychodząc...Jak każdy człowiek są też normalni,tylko wlaśnie wielu osobom nie podoba się to co robią.Byc może powód jest jeden-zazdrośc.I pojęcia które wtedy spotykamy to najczęściej takie"że nie mają co robić z pieniędzmi,tylko wydają je na jakieś tam wycieczki".Każdy ma prawo z uczciwie zarobionymi pieniędzmi zrobić co tylko mu się podoba-taka jest odpowiedź podrożnikow.Z każdej wyprawy wracają z uśmiechami na twarzy niczym dziecko które właśnie dostało od mamy...lizaka.Tak możemy porównac.Może nie dosłownie ale jednak w przenośni możemy.Każdy uczestnik zabiera na każdą wyprawę jakiś przedmiot który przynosi mu szczęście.Jednak trzeba stwierdzic,że to co się ma wydarzyć lub stać nie ma znaczenia od jakiegoś tam amuletu tylko od tego co sprawuje władzę w niebie...od Boga.Od Najwyższego.Więc mówienie tutaj to jest mój talizman szczęścia nie ma chyba sensu.Ale dobra każdy cos ma że według niego dany przedmiot przynosi mu szczęście.Ponoc na maturze szczęście przynosi czerwona bielizna...a ja myślę że jednak należy się dobrze nauczyc.Znów trochę odbiegłem od opowieści ale zaraz z powrotem do niej wracam.Podrożnicy planowali od dłuższego czasu największą wyprawę swojego życia...może odległość nie jest powalająca za to miejsce tak.Ich największym marzeniem było dotrzeć do południowej części Afryki dokładnie do jej wybrzeży.Niby nic w tym wielkiego,ale nigdy dotąd tam jeszcze nie byli.Teraz wlaśnie nadarzyła się okazja gdyż na wyprawę tą pieniądze zbierali całym rokiem.Ta wyprawa chodziła za nimi od początku kiedy to zaczęli swoją przygodę z podróżami tak na prawdę w owej wyprawie nie trzeba większych umiejętności.Najważniejsze jest to aby tylko odwiedzić to miejsce,dokładnie je zwiedzić i wracać do domu.wszystko wydaje się takie proste...ale jak okaże się później wcale takie nie będzie...Przed wyprawą oddano samolot do gruntownego przeglądu.Oddano go nie do tego mechanika co dotychczas do innego bo wlaśnie tamten miał wolne...Czyżby to tylko przypadek?A może jednak znak...zły znak?Tego dowiemy się w dalszej części opowieści.Zawsze samolot naprawiał mechanik który był dla grupy podróżników zaufanym człowiekim,który zawsze doskonale wywiązywał się ze swoich obowiązków…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wyprawa po śmierc — czytnik · opowiadania