Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 10 min czytania

Wyprawa2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

John otarł pot, który nieustannie spływał mu z czoła. - Gorąco dziś jak diabli. – Powiedział. - Takiej pogody tu jeszcze nie było. – Potwierdził profesor. Szli do obozu. Mimo tego, że zbliżał się wieczór, upał nie ustępował. John nie czuł się najlepiej. Był rozdrażniony, smutny i niespokojny. Pracował tak ciężko, jak to tylko było możliwe. Nic to jednak nie dawało. Wątpił, czy powrót do domu cokolwiek by zmienił. Jego rodzice ciągle przebywali w pracy za granicą. Dostawał tylko pieniądze na konto i krótkie, pozbawione uczuć listy, brzmiące jak urywki z pamiętnika: ‘My”, „Ja”, „U nas” itp. Nigdy o nic nie pytali. - John, co sądzisz o naszych wykopaliskach? Czy nie są dziwne? – Próbował go zagadnąć profesor Johnson. - Są, to prawda. Nigdy jeszcze się z tym czymś nie zetknąłem. To nie wygląda wcale tak, jak powinno. To nie są żadne fragmenty jakichś budynków, ale podziemna kraina. – Stwierdził w zamyśleniu John. - Dobrze to porównałeś. Z każdą chwilą nabieram przekonania, że nie mamy tu czego szukać. Już i tak ponieśliśmy zbyt wielkie straty. Chciałem ci powiedzieć, pewnie w to po prostu nie uwierzysz, że bardzo się o ciebie martwię. Musisz wiedzieć, że została ci jeszcze Kate, a twoi rodzice na pewno cię kochają. Może nie zdają sobie sprawy z tego, że dają ci za mało miłości. Wiem - jako profesor może nie powinienem mieszać się w twoje sprawy, ale to wyjątkowa sytuacja. - Jakoś się pozbieram. Jeśli tylko nic więcej się nie stanie, dam sobie radę. – Zakończył John. Wyraźnie nie chciał rozmawiać o stanie, w jakim się znajdował. Doszli do obozu. Wszyscy rozeszli się do baraków. John otworzył drzwi. W środku panował zaduch i nieład. Nie było jednak Kate.

Profesor kończył pisanie raportu, gdy usłyszał nerwowe pukanie do drzwi. - Proszę wejść. – Powiedział. W drzwiach stał śmiertelnie blady John. Szeroko otwarte oczy były wypełnione przerażeniem. - John! Co się stało? - Kate... Kate zniknęła. – Wyszeptał chłopak. - Jak to, zniknęła. Przecież kazałeś jej siedzieć w obozie. Może poszła do innego baraku. Szukałeś jej wszędzie? - Tak! Wszędzie! Przeleciałem cały obóz! Byłem w każdym baraku! Zapadła cisza. - Panie profesorze! Musimy coś zrobić! Ja nie mogę jej stracić! Ja nie mogę wrócić bez niej! Jest... Jest ostatnią moją podporą! Nigdy... Nigdy nie mogłem liczyć na swoich rodziców! Ich tylko interesowały moje wyniki w szkole, a potem na uczelni. Odkąd byłem mały, zostawiali mnie z tymi idiotycznymi nianiami. Ostatnio właśnie jedynie Fred i Kate byli moimi najbliższymi przyjaciółmi! Co możemy zrobić?! - Hmm... Można podjąć krok ostateczny. Jest nim kontakt z najbliższym plemieniem. Znasz swahili na tyle, by się z nimi dogadać. Zabierzesz pieniądze i inne rzeczy, którymi możesz ich obdarować i wtedy spróbujesz namówić do współpracy. Może oni będą w stanie nakłonić swoich braci do ustępstwa wobec nas. – Mówił szybko profesor. - A jeśli nam odmówią albo będą walczyć między sobą? Mogą zupełnie zniszczyć obóz i pozabijać nas wszystkich. – Powiedział z wahaniem John. - Zaraz zaczniemy pakować sprzęt i wyruszymy do Nairobi. Tobie pozostawię najlepszy terenowy samochód, jaki mamy, część żywności, wody i paliwa. Poczekamy na was dwa dni. Do tego czasu wy albo tylko ty musicie się ze wszystkim uporać i dołączyć do nas. Będę czekał na lotnisku, na miejscu, z którego zabrał nas Jack. Mam tylko jedną prośbę – jeśli coś się nie powiedzie, nie rób głupstw. Miej odwagę, rozum i siłę – za jakiś czas będziesz z siebie dumny, że potrafiłeś zmierzyć się z życiem. Jeśli nie odbijesz Kate, pamiętaj, że wbrew temu, co myślisz, nie jesteś sam i masz jeszcze wiele rzeczy do odkrycia. – Mówił Johnson. - Dziękuję za wszystkie rady. – Powiedział John i martwy, ledwo dostrzegalny uśmiech rozjaśnił jego twarz. Po tej rozmowie w obozie zapanowało ogromne zamieszanie. Wszyscy niemal z euforią pakowali rzeczy osobiste i sprzęt. Profesor Johnson nigdy nie przypuszczał, że można z taką radością likwidować obóz. Nikogo nie obchodziło, jakie niezadowolenie przyniesie ich odwrót. Ale nawet z naukowego punktu widzenia ministerstwo nie miało racji. To, co zastali, tylko w części było czymś, co z ledwością można podciągnąć pod temat archeologii. Wszyscy byli bardziej rozmowni i szybko, jakby w popłochu, pakowali wszystko do samochodów. Wiedziano o zaginięciu Kate, ale powszechna ulga górowała nad poczuciem straty kolejnego członka wyprawy. Jedynie John w samotności pakował swój samochód. Kilku studentów przyszło i powiedziało kilka pocieszających słów, ale szybko oddalili się do swoich zajęć. Było już zupełnie ciemno, gdy wszystko spakowano. Nie chcąc spędzać kolejnej nocy w tym miejscu, zdecydowano wyruszyć natychmiast. - Do zobaczenia w Nairobi! – Krzyknął profesor, wsiadając do samochodu – I pamiętaj, o czym ci mówiłem! - Do zobaczenia! – Odkrzyknął chłopak. Wyprawa odjechała. John rozejrzał się dookoła. Był zupełnie sam. Teraz…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wyprawa2 — czytnik · opowiadania