Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 29 min czytania

Wyrównało się...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Spieszył się... A światła na skrzyżowaniach były wciąż czerwone... Spieszył się... A korki na ulicach były coraz większe... Spieszył się... A cały świat sprzysiągł się by nie zdążył... Spieszył się...

- Panie doktorze, co z Nią? - Odzyskała przytomność, to dobry znak... - Niech mnie Pan nie oszukuje... - Proszę Pana... Potrzebny jest cud - ... - Przykro mi... - Nie, Pan zrobił już wszystko. Panie doktorze, reszta w rękach Boga... - Musicie wierzyć...

Zielone ściany... Dlaczego na „Intensywnej Terapii” zawsze są zielone ściany?... U Niego w domu, też były zielone. Dla Niej Jego dom był jak „Intensywna Terapia” w każdej chwili życia... A teraz Jego nie było. Życia chyba też było coraz mniej. Tylko ściany były wciąż zielone... Zieleń kolorem nadziei... „Boże”- modliła się w duchu- „Nie opuszczaj mnie. Nie zabieraj. Nie teraz. Pozwól mi doczekać” Oddychała z trudem. Pewnie gdyby nie doskonała aparatura medyczna, już by jej tu nie było. Ucisk w klatce piersiowej byłby nie do zniesienia... Rurki z tlenem w nosie, elektrokardiograf podłączony, wyrażający równomiernym dźwiękiem, Jej życie...

Wybiegł na zewnątrz zbyt szybko. Po drodze potrącił jakąś pielęgniarkę niosącą na tacy leki... Kolorowe kapsułki rozsypały się po posadzce... Nawet nie przeprosił. Nie widział tego... Kiedy ostatni raz płakał? Nie pamiętał. Może na ślubie, kiedy ona wreszcie powiedziała „Tak”... Może, kiedy założyła mu na palec obrączkę... Może, kiedy usłyszał, „Co Bóg złączył, człowiek nie rozłączy”... Stanął przed budynkiem. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów, zapalił drżącymi dłońmi. Otarł palącą łzę wierzchem dłoni... ”Co Bóg złączył, człowiek nie rozłączy”- przebiegło mu przez myśl-„Boże, tylko Ty masz prawo, ale proszę, błagam nie dziś, nie teraz”...

Spieszył się... Daleko za sobą zostawił gorącą Italię... Spieszył się... Z minuty na minutę rzucił wszystko... Spieszył się... Bez zapowiedzi opuścił przyjaciół... Spieszył się...

Spojrzał w lustro. Nie mogła go zobaczyć w takim stanie. Zapuchnięte, czerwone oczy... Rozpacz malująca się w źrenicach... Opłukał twarz zimną wodą, przeczesał włosy palcami... Ponownie spojrzał na odbicie w szklanej tafli. „Co ja mam Jej powiedzieć?”- zapytał sam siebie. Poczuł się całkowicie bezsilny. Tylko raz w życiu tak się czuł. Wtedy, gdy w kilka miesięcy po ślubie, wykrzyczała mu pamiętne słowa...

- Nie kocham Cię. Nigdy Cię nie kochałam. - Jesteś moją żoną... Przecież nie musiałaś... - Musiałam. Przecież nie mogłam do końca życia być sama... - Nie rozumiem... - Nigdy nie będziesz NIM!!!

... Wtedy zrozumiał. NIM być nie mógł. A Ona kochała tylko Jego. Tamtego późnego wieczora zrozumiał. Choć czuł w piersi kamień, zrozumiał. I w końcu, pogodził się z tym. I wybaczył Jej. Wybaczył Jemu... Każdej nocy, kiedy brał Ją w ramiona, zastanawiał się czy Ona myśli o Nim. Bolało... Ale przecież była w jego objęciach. Zasypiał i budził się obok kobiety, która była dla niego wszystkim. Obok kobiety, którą kochał za wszystko i pomimo wszystko... Obok kobiety, która nigdy go nie kochała...

Zajrzał przez szybą do sali. Nie patrzyła na niego. Wzrok miała utkwiony w oknie. Nieznacznie poruszała ustami... Wargami, które codziennie czuł na swojej twarzy, gdy rano odwoził ją do pracy, kiedy czekała na niego popołudniu z kolacją... Wargami, które czuł na swoim ciele, w parne, wilgotne od Jej oddechu noce... Nieznacznie poruszała ustami. Pomyślał, że szepce modlitwę...

Usłyszała skrzypniecie drzwi i odwróciła głowę w ich stronę. Wszedł w zielonym fartuchu. Uśmiechnęła się do niego. „Mój mąż”- pomyślała- „Dzięki Ci Boże za niego”...

- Dobrze, że jesteś - Ciii, nie powinnaś za dużo mówić. Oszczędzaj siły. - Nie martw się... Zresztą, na co mam je oszczędzać? - Jak to, na co? Jak tylko Cię wypuszczą, jedziemy na Mazury. Zapomniałaś? - Ty jedziesz... - No, co Ty, bez Ciebie Mazury nie są takie same... - Adam... Ja wiem, że to koniec... - Mała, jaki koniec? O czym Ty mówisz? Chyba jeszcze nie całkiem wyszłaś z narkozy... - Adam, ja wiem, że już stąd nie wyjdę... Takie rzeczy się czuje... Ale ty pojedziesz na Mazury... I kiedy staniesz na pomoście, poczujesz, że jestem obok... W każdej fali jeziora... W każdym powiewie wiatru...

Nogi się pod nim ugięły. Padł na kolana przy łóżku. Ukrył twarz w dłoniach. Wstrząsnął nim szloch... A przecież obiecał sobie, że przy Niej będzie się trzymał... Ale Ona wiedziała... Poczuł delikatne dotknięcie Jej dłoni w swoich włosach. Uniósł wzrok. Ich spojrzenia skrzyżowały się. W oczach żony dostrzegł spokój...

Spieszył się... Huragan myśli nie pozwalał mu się skupić na drodze... Spieszył się... Zatrzymał samochód, wysiadł, spojrzał w niebo usłane setkami gwiazd... Spieszył się... „Boże, pozwól mi zdążyć”- wyszeptał... Spieszył się...

Pielęgniarka kazała mu opuścić salę. Nie wolno było Jej przemęczać... Obiecał, że jeszcze wróci. Obiecała, że zaczeka... Ale czy właśnie na niego? Usiadł na korytarzu. Już nie zadawał retorycznych pytań, już nie miał siły... Czuł, że wszystko znika. Zaczął pojmować, że to już koniec...

Kiedy wiele lat temu zapytał, czy zostanie jego żoną, dostrzegł w Jej oczach najpierw zaskoczenie, później zmieszanie, niepewność... W końcu powiedziała „Tak”. Tamtą chwilę wspomina jako początek nowego życia. Zdawało mu się, że zna Ją lepiej niż siebie. Że jest Jej najlepszym przyjacielem, że nic nie zmąci ich szczęścia... Była budowa domu- takiego, jaki sobie wymarzyła, ślub, wesele z setką gości, podróż poślubna na Mazury... Nawet proza życia, z Nią była piękna. Praca, obowiązki, kradzione weekendy nad jeziorami. Jej uśmiechy, Jej łzy, każde Jej słowo, każdy Jej oddech, był dla niego powiewem wiosny... Najważniejsza... Zrobiłby dla Niej wszystko... Później Jej wyznanie: „ Nie kocham Cię. (...) Nigdy nie będziesz NIM!!!”... Poczucie pustki, rysa na szkle... Nie chciał Jej wybaczyć. Nie chciał Jej znać. Spakował się tego samego dnia. Płakała, kiedy wychodził. Pojechał na Mazury. Nie odbierał telefonów, całymi dniami chodził bez sensu po lasach... Czuł się oszukany, okłamany... Czuł się sam... Pamięta jak stał tamtego wieczoru na pomoście. Był zdecydowany. Wtedy już wiedział, że wróci, złoży pozew. Nie będzie męczył dłużej ani Jej, ani siebie... A później wyjedzie, zapomni. Poczuł dotkniecie na ramieniu. Odwrócił się. Stała taka bezbronna, skruszona... Pomyślał: „A później wyjadę, zapomnę i nigdy nie przestanę Jej kochać”... Stali na pomoście, fale rozbijały się o brzeg. Milczeli. Nie wiedział jak go znalazła, nie chciał wiedzieć, po co go znalazła. Czy miała już w kieszeni pozew i chciała mu rzucić nim w twarz? Czy przyjechała by swoimi tłumaczeniami zadać mu jeszcze większy ból? Zauważył, że drży. Augustowskie noce, wcale nie były tak gorące jak w piosence...

- Chodź stąd, bo się przeziębisz. - Dokąd mam iść? - Napijemy się herbaty w pensjonacie, rozgrzejesz się a rano odwiozę Cię na stację. - Ty nie wracasz? - Dokąd? - Do domu... - Ja nie mam domu... - Adam... - Proszę, daruj mi swoje łzy. Daruj mi tłumaczenia. Daruj sobie kompromitacje. Sama powiedziałaś, że NIM nigdy nie będę... - Adam... - Muszę się nad tym zastanowić, ale nie martw się- jak wrócę dam Ci rozwód. Nie będziesz musiała mnie dłużej znosić. Udawać, uśmiechać się... Ja wiem, że dla Ciebie, to musiało być męczące... - Adam... Ja wiem, że cię zraniłam, że nie dałam i pewnie nigdy nie dam ci tego wszystkiego, na co zasługujesz... Że cię oszukałam, że zraniłam... Adam... Ja nie mogę, ja nie dam rady... - Czego oczekujesz? - Niczego. Nie mam prawa niczego oczekiwać, niczego żądać... Ale... - Słucham? - Nie zostawiaj mnie. Nie opuszczaj mnie... - ... - Nie wolno mi o nic Cię prosić, ale... Bez ciebie nie dam rady. Bez ciebie nie podołam... Nie zostawiaj mnie...

Kiedy wziął Ją w ramiona? Nie pamięta. Kiedy uwierzył w Jej słowa? Nie wie. Ale wiedział wtedy, wiedział teraz, na szpitalnym korytarzu, że wszystko przetrzyma, że już nigdy Jej nie zostawi...

Pamiętała dokładnie ten wieczór, kiedy wykrzyczała mu, że go nie kocha. Pamiętała, jego wzrok, jego szybkie pakowanie walizek. Pamiętała ciszę, jaka zapanowała w mieszkaniu, po jego wyjściu. Pamiętała spokój, który ją wtedy opanował. Poczucie wolności. Pamiętała tez tą noc, kiedy owe poczucie wolności przerodziło się w lęk... Pamiętała, siedem godzin w pociągu na Mazury. Każda myśl z tamtej drogi wracała do Niej ze zdwojona świadomością... Pamiętała chwilę, gdy ujrzała go na pomoście. Każde jego słowo, wypowiadane nieznanym jej, lodowatym tonem. Wzrok, który mroził Jej serce... „Czy takie wspomnienia zawsze wracają przed śmiercią?”- zastanowiła się- „Dlaczego nie wraca nic dobrego?”... A przecież tyle dobrego wydarzyło się w ich życiu... I nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przyszły i te wspomnienia i te obrazy... Pamiętała jak Ją nagle objął i przygarnął do siebie. Jak całował Jej włosy, jak powtarzał, że już nigdy Jej nie zostawi... Pamiętała jak wrócili do pensjonatu. Jak kochali się poprzez śmiech i łzy... Wiedziała, że go zraniła, wiedziała, że popełniła błąd... Już nigdy go nie okłamała...

Adam... Wyszła za mąż za niego, bo wiedziała, że u mężczyzny, którego kochała, nie ma szans. A Adam był jej przyjacielem, kumplem, kochankiem na długie samotne noce... Mogła się z nim wygłupiać, mogła z nim iść na piwo, na mecz, na zakupy... Mogła mu się wypłakać, wygadać, mogła się z nim śmiać... Wyszła za Adam, bo dawał jej to, czego nie mogła dostać od tamtego mężczyzny. Od tego człowieka, którego mieszkanie z zielonymi ścianami, było dla niej jak „Intensywna Terapia”... Wyszła za Adama licząc, że zapomni, że nie będzie sama, że tak będzie jej łatwiej... Nie przewidziała jednego... Adam ją kochał...

Wrócili z Mazur. Pomogła mu rozpakować rzeczy, zrobiła kolację... Kiedy mąż zasnął w Jej ramionach, wstała z łóżka. Odszukała białą kopertę na dnie szuflady. Otworzyła ją i podarła na części pozew napisany kilka dni wcześniej... Patrząc na uśpione oblicze Adama, zrozumiała, że mąż nigdy nie będzie NIM, ale zawsze będzie kimś wyjątkowym, kimś, kogo nie może zostawić, kimś kto ją kocha... W szafce biurka odszukała tamto zdjęcie. Jedyne zdjęcie z NIM... Dotknęła wargami fotografii. Poszła do kuchni, zapaliła gaz... Poczuła tylko jedną łzę na twarzy, kiedy najdroższe oblicze znikało w płomieniach... Wtedy widziała Go po raz ostatni... Wróciła do sypialni, wsunęła się pod kołdrę... Adam otworzył oczy...

- Coś się stało? - Nie, nie chciałam cię obudzić... - Płakałaś? - Nie, Adam... Przepraszam... - Ciii... Już dobrze, nie płacz, jestem tutaj... Zawsze będę... - Obejmij mnie...

Od tamtej nocy, od powrotu z Mazur, powrotu do siebie, już nigdy nie wrócili do sprawy. Już nigdy nie wspomnieli o Nim. Już nigdy nie zawiodła męża... Nie dała mu do zrozumienia, że gdzieś tam, jest ktoś znacznie ważniejszy, ktoś o kim nie umiała zapomnieć... Od tamtego wieczora, najważniejszy był Adam... I choć tamten mężczyzna wracał w Jej myślach, snach, wspomnieniach, to nie dała mężowi tego odczuć... Aż do wczoraj...

Spieszył się... Po raz pierwszy w życiu nie umiał stawiać pytań... Spieszył się... Po raz pierwszy w życiu nie umiał odnaleźć odpowiedzi... Spieszył się... A niebo zapalało się świtem... Spieszył się...

Ponownie zajrzał do sali. Nie widział Jej twarzy, była skierowana do okna. Nie wiedział czy śpi, ale była spokojna, elektrokardiograf pracował miarowo... Mógł iść zapalić. Teraz już nie biegł przez korytarz, już nie czuł piekących łez. Po tym jak dojrzał spokój w Jej oczach, sam się uspokoił... Nie czuł już przygnębienia, żalu... Niczego już nie czuł... Pustka...

Kilka dni temu powiedział Jej, że uda mu się dostać wolne tak jak planował. Zarezerwował pokój na Mazurach... Ten sam pokój... Mogli wyjechać za dwa tygodnie. Cieszyła się jak dziecko. W pracy oboje mieli „kocioł”, należał się im kilkudniowy wypoczynek, zbliżała się rocznica ich ślubu... Była pełnia lata, wiedział że teraz Mazury są takie zielone... Zieleń- kolor nadziei, ileż razy ta nadzieja uratowała ich związek?...

Siedział w biurze, kiedy zadzwonił telefon. Numer był nieznany. Podniósł z niechęcią głowę znad papierów i odebrał. Rozmówca najpierw wypytał go o imię i nazwisko, a gdy potwierdził, że rozmawia z właściwą osobą, przekazał te słowa, które odebrały mu spokój... „Pana żona miała wypadek.”... Na początku pomyślał, że to głupi żart, później, że zły sen... A później już nie myślał... Zostawił papiery, otwarte biuro, pojechał do szpitala...

Nikt nie umiał mu udzielić żadnej informacji... Kazali mu czekać... Najdłuższy kwadrans w jego życiu... W końcu pojawił się lekarz. Ten sam, który do niego dzwonił...

- Panie doktorze, co z moją żoną? - Za kilka minut będziemy operować. - Ale jak Ona się czuje? Co Jej jest? - Proszę Pana, żona jest przytomna. Proszę się uspokoić. - Niech mnie Pan nie uspokaja... Ja muszę wiedzieć, co jej jest... - Proszę Pana, ja nie mogę na ten moment za wiele powiedzieć, ale... - Niech Pan mówi... - Jest źle... Bardzo źle... Mnóstwo obrażeń wewnętrznych... - Boże... - Chce Pan coś na uspokojenie? - Chcę Ją zobaczyć...

Nie było widać, że jest ofiarą wypadku. Na twarzy miała kilka zadrapań, była blada, ale spodziewał się gorszego widoku... Dopiero, gdy doszedł bliżej, zauważył krew w burzy rudych loków... Poczuł skurcz w żołądku... Otworzyła oczy...

- Adam... - Ciii, nic nie mów. Jestem obok. Będzie dobrze... Boli Cię? - Nie... - Zabiorą Cię na operacje i wszystko będzie dobrze... - Adam... Mogę cię o coś prosić? - O co zechcesz Mała... - Zadzwoń do NIEGO. Znajdź Go...

Pielęgniarka, która weszła kazała mu opuścić salę... Nic nie rozumiał... Minęło klika chwil, nim wywieźli Ją z sali. Pomimo protestów lekarza, chwycił Jej dłoń. Patrzyła na niego z wyrazem, którego nie znał... Rozpaczliwie, przepraszająco...

- Znajdź Go. Ja Go muszę zobaczyć. Numer jest w moim telefonie...

To były ostatnie słowa, jakie od Niej usłyszał, nim lekarz zagrodził mu drogę i zniknęła za drzwiami sali operacyjnej...

W szpitalnym depozycie wydano mu Jej torebkę. Otworzył ją, znalazł komórkę, numer do Niego... Zawahał się. Wyszedł przed…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wyrównało się... — czytnik · opowiadania