Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 15 min czytania

Wyrwane ze snu

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Sny, kiedy są złe to się budzisz Możesz w nich kochać lub mordować ludzi

Sen Pierwszy

Nagie ciała wzdłuż ścian. Wiszą na przywiązanych do nadgarstków jedwabnych szalach. Jakieś znajome te ciała, choć bez twarzy. W tle gra radio Złote Przeboje. Na końcu korytarza bar. Na nim Wściekłe psy. Trzy. Ciało ze ściany mówi do mnie. Zaraz, do mnie? Czy to ja jestem w tym śnie? Nieważne, ma lekki, kojący głos. Ale nie rozumiem, to chyba w suahili. Na lewo pokój. Wchodzę. Palarnia opium. Upalone ciała. Kiedy się zaciągają, krystalizują im się twarze. Na moment. Potem znowu widmowe zmazy. Na podłodze kałuże zeschłej krwi, porozjeżdżane chyba rowerem, bo pozostał ślad, jak od rowerowej opony. Szukam zapałek. W kieszeni mam tylko klucze. Zapalają się światła jak na dyskotece. Ciała zaczynają podrygiwać. Jakoś znajomo podrygują, choć bez twarzy są. Podnoszę wzrok. Opary opium gryzą w oczy. Biorę głęboki wdech i po chwili idę po suficie. Ciała wyciągają ręce. Klaszczą rytmicznie w takt moich nieśpiesznych kroków. Schodzę po ścianie. Widzę wyjście. Prowadzi na plażę. Plaża z potłuczonego szkła, woda śmierdzi ciepłym piwem. Burzy się na żółto. Słońce dymi i kopci. Zaczyna padać. Obraz się zamazuje. Stoję na moście. Nie widać początku ani końca. Most jest zwodzony. Ktoś robi zdjęcia. Jakaś parka siedzi przytulona na balustradzie. Nie, to nie balustrada, most zamienił się w betonowe molo. Tęcza tworzy się w kropelkach wody roztrzaskanych o falochron. Nadal błyska flesz. Mrużę oczy. Po molo chodzą modelki. Co dziwne do podkładu z muzyki klasycznej. Nie rozpoznaję utworu, ale to pewnie jakiś Chopin. Kolekcja jesienna, sądząc po strojach, więc pasowałby. Modelki wchodzą w lustro i nikną mi z oczu. Podchodzę do lustra. Nie ma żadnego odbicia. Dotykam go ręką. Nic. Zimna tafla szkła. Obchodzę je naokoło. Garderoba! Przebierają się. Nie krępuje ich moja obecność. Uśmiechają się przyjaźnie. Wracam na drugą stronę. Wybieg zamienił się w teatralną scenę. Stoję za kulisami. Nigdy nie byłem tak blisko. Publiczność siedzi w absolutnej ciszy i skupieniu.. Trzeszczenie desek, z których zbudowana jest scena wprawia mnie w otępienie. Po scenie wolnym krokiem przechadza się para. Ona piękna. On nie bardzo. Trącając mnie łokciem na scenę wbiega czarny charakter. To znaczy ubrany jest na czarno. Błyska ostrze noża. Taka tania sprężynówka z bazaru. Czarny charakter wbija sobie nóż w serce. Ironiczne uśmiechy wśród publiczności. Oklepane. Stare. Klasyczne. Dziadowskie? Mickiewicz? Czarny charakter kręci nożem według kierunku wskazówek zegara. Orkiestra gra marsz weselny. Ona patrzy z zainteresowaniem, on z przerażeniem. W końcu wyrywa sobie to serce i pakuje mu do gardła. Ubija rękojeścią noża. Podkłada mu nogę. Orkiestra zamilkła. Tylko harfista z furia targa jedną strunę. Rzut oka na publikę, pełna konsternacja na twarzach, ale nie dostrzegłem zniesmaczenia. Tym bardziej strachu. On leży i wstrząsają nim konwulsje. Ona czyści płaszcz z kropelek krwi. Czarny charakter ogląda dziurę w swojej klatce piersiowej. Obcina nożem zwisające żyły, wiąże je w kokardkę i rzuca na znieruchomiałe ciało na podłodze. Ściąga z niej płaszcz, przykrywa nim zwłoki. Ściąga z niej bluzkę i spódnicę, zapycha dziurę w swojej piersi. Ona stoi bez ruchu, mruga tylko oczami. Jest w białej bieliźnie, czarny charakter dotyka palcem jej brzucha i bielizna zmienia kolor na czerwony. Z niezadowoleniem kręci głową. Jeszcze raz. Tym razem różowa. Z furią zrywa z niej wszystko, ona chce się przytulić, ale ją odpycha. Niemy krzyk między nimi. On wyciąga z kieszeni śnieżnobiały materiał i owija ją nim. Od stóp do głów. Ciasno i dokładnie. Wygląda jak marmurowa rzeźba. Jakimś cudem uwalnia ręce. Chce go złapać za dłoń, pogłaskać po twarzy, ale on stoi już na krawędzi sceny. Ona skrępowana nie może zrobić kroku. Szepcze jakieś zaklęcia. Flesze. On rzuca się tyłem ze sceny. Ona pada na kolana. W tle włącza się automatyczna sekretarka. Ona rozplątuje się z materiału. Na rzucony w kąt zwój rzuca się projektant od modelek. Zaraz, zaraz, skąd on się tutaj wziął. Przecież bilety na premierę dawno wysprzedane. Ona naga czołga się po scenie. Nie wytrzymuje jej cierpienia, wchodzę na scenę. Okrywam kurtką i ściągam za kulisy. Ona przystaje i pyta mnie o imię. Odpowiadam. Dziewczyna szuka swojej torebki, otwiera ją wyjmuje jakiś notesik i zapisuje. Uśmiecha się radośnie. W powietrzu unosi się zapach siarki. W pierwszym rzędzie mdleje jakaś kobieta. Na scenę wracają czarny charakter z workiem na zwłoki w ręce i jej były, z resztkami serca na zębach. Chyba popsułem im przedstawienie. Ale on tylko obrzuca mnie pustym spojrzeniem i kieruje się w stronę omdlałej z rzędu przy scenie. Ona ciągnie mnie za rękę. Uciekamy. Za kulisami reżyser ćmi fajkę, wygląda na zadowolonego, kiwa z aprobatą głową. Biegniemy coraz szybciej, ona szepta mi na ucho, co będziemy robić. W oczach ma piekielne ognie. Już wiem, że porwałem diabła. No to do kotła. Polska mitologia, polskie baśnie. Siedzimy w kotle, pijemy drinki. Wykończeni. Ona mówi, że musi już iść. No to cześć. Kurtyna.

Sen Drugi

Sen drugi był pozornie banalny. W głównej roli, moja jedyna prawdziwa i największa słabość. Właściwie to moje przekleństwo, bo wszystkie inne pojawiają się i znikają, są ulotne, a tej wybaczam wszystko i wszystko oddałbym, żeby poznać Jej myśli. Mimo, że w śnie było pięknie, to nierealność sytuacji sprawia, ze stał się koszmarem. Słodycz jej ust o mało nie wpędziła mnie w cukrzycę. Jej niewinność i spięcie sprawiało, że powietrze falowało jak podczas czterdziestostopniowych upałów. Po chwili nie przeszkadzało nam już nic. Pojawiali się koło nas ludzie, ale byliśmy już dwoma astralnymi ciałami, a jedno właśnie uczyło się przyjemności. Jej włosy muskają moje oczy. Patrzę na Jej opalone ciało i czuję w nozdrzach jego zapach. Kręci mi się w głowie. W kieliszkach absynt. Jest nienasycona. Zasycha nam w gardłach. Delikatnie przygryzam jej kark. Drży. Zapomniałem już jak mogą smakować takie szaleńcze pocałunki. Nagle wtula się i płacze. Wkładam dłonie w Jej włosy i przyciągam głowę do siebie. Całuję w oczy. Potem robimy sobie zdjęcia. Siedzimy na łóżku oparci plecami, zapatrzeni w próżnię wokół nas. Następne, stykając się nosami i patrząc się w próżnię w naszych oczach. Całuję Ją w policzek. Całuje mnie w usta. Całuję Jej włosy. Kręci mi się w głowie. Może od absyntu, ale raczej od tych pocałunków. Jej usta nabierają takich kolorów, że zapominam o zawrotach. Nic nie mówimy, bo nie potrzeba. Po co zepsuć taką chwilę, przecież tyle na nią czekałem. Nagle gdzieś tam głęboko uświadamiam sobie, że to tylko sen. Zrywam się nagle i...

Budzę się wściekły. Nerwowo szukam telefonu. Nieodebrane połączenie. Od Niej.

Sen Trzeci

Poranne gazety krzyczą. Nie, nie o skandalicznym przedstawieniu. Afera w rządzie. Ktoś wykorzystał kogoś protekcję, aby ktoś przyjmując łapówkę pomógł komuś. To tak w skrócie. Zastanawiam się, czy wczorajszy wieczór, a przede wszystkim noc to prawda, czy tylko schizofreniczna iluzja. Wrócić do tamtego świata? Dobrze. Pstryk... Chyba jakieś święto dzisiaj przypada. Kościelne dzwony biją jak oszalałe w całym mieście. Błąd. To tylko samo południe. Zastanawiam się przez chwilę, ile jeszcze takich wycieczek może znieść mój organizm. Nie pamiętam, żeby w moich alternatywnych…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%