Aktualności · 6 min czytania
Wyrywając cebulki
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Już drugi miesiąc ciężko pracował. Zwykle wyrzucali go po tygodniu, najdalej po dwóch, a tu proszę, już dwa miesiące i nic. Uwzięli się, czy co... Nie płacili za wiele ale dorabiał sobie jeszcze gdzie popadło. A to pomagał przy przeprowadzce, zrzucał węgiel do piwnicy, albo robił zakupy w zamian za obiad. Zawsze wpadało parę dodatkowych groszy... Niewielka pensja nie wystarczała do życia na poziomie. Piętnastego wziął wypłatę, wypił z kolegami na do widzenia i ruszył do domu. Ostatnie kilkadziesiąt metrów musiał przejść koło gęstych zarośli. W poprzednim tygodniu, na innym osiedlu właśnie w podobnym miejscu, napadnięto kobietę. Nic się nie stało, tak wrzeszczała, że zbiegli się ludzie spod pobliskiego sklepu, złapali gościa i zatłukli butelkami piwa. Chyba „Żywcem”. Nie chciał przeżyć/nie-przeżyć czegoś takiego, więc szedł powoli, oglądając się na boki. W końcu puścił się biegiem, nie czekając, aż ktoś w krzakach się poruszy i wyskoczy nagle na drogę. Spocony dobiegł do klatki ale nie wszedł do środka. Stanął z opuszczoną głową, ciężko oddychając... Postał chwilę, podniósł głowę, obejrzał się w prawo, w lewo, do góry i sprawdził okna. Nikogo. Żaden sąsiad nie liczył przelatujących przed blokiem ptaków, nikt nikogo nie wołał na kolację, nawet pies na pierwszym piętrze nie wylegiwał się na poduszce....Obrócił się na pięcie i ruszył w kierunku ogródków działkowych. Jedna z altanek należała do niego. Nigdy nie interesował się uprawianiem czegokolwiek. Nawet teraz co chwilę jakiś sąsiad klął na niego i mówił, że jest zakałą działkowców. Nie przejmował się tym, bo co to kogo obchodzi. Kochał za to hodować. Kiedyś miał królika ale gdy dorósł, matka zrobiła z niego obiad. Znienawidził ją za to. Później znalazł na ulicy psa – kundla. Przyprowadził do domu, wykąpał i nakarmił. Codziennie rano, przed szkołą wyprowadzał na spacer. Do południa pies zostawał sam w domu. Kiedyś ojciec wrócił wcześniej z delegacji i pies nie chciał go wpuścić. Bronił domu. Ojciec skopał go na śmierć i wyrzucił przez okno na chodnik. Leżał tam a dookoła stały dzieci i gapiły się na stygnącą krew. Znienawidził ojca jeszcze bardziej niż matkę. Po kilku latach kupił sobie rybki ale najmłodszy brat wlał do akwarium gorący krochmal i rybki zdechły. Jego nie znienawidził, bo był mały. Wybił mu tylko dwa zęby. Po jednym za każdą rybkę. Wtedy obiecał sobie, że dopiero zacznie coś hodować, gdy zacznie żyć sam. Żadnej rodziny, gości, znajomych, sąsiadów, kolegów i koleżanek.... Gdy stwierdził, że już czas, wyjął walizkę, z którą jeździł na kolonie,…