Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 8 min czytania

Wyrzut sumienia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wszystko było takie szare. Szare i smutne. Deszcz stukał o szyby, wiatr dudnił głośno i ponuro, jak strudzony daleką wędrówką starzec. Ciepły ogień w kominku miał w sobie coś magicznego, stanowił jakby wielki, płonący świat, do którego nie miało się wstępu. Toteż przenikliwy chłód izby stawał się bardziej nieznośny, gdy patrzyłam na ogień. Wesołe ogniki tańczyły mi przed oczami, a ja byłam jak na pogrzebie, jak w żałobie. Wzrok mój zatrzymał się na płomieniu i znieruchomiał, przyjemnie było tak patrzeć. Całe moje ciało zapadło w odrętwienie, nie miałam dość sił, aby ruszyć z miejsca. Jęki i westchnienia za oknem stawały się coraz głośniejsze i okropniejsze, czułam się tak, jakby lodowato zimny, mokry, upiorny starzec kładł mi swą zmęczoną dłoń na ramieniu. Ucisk był tak przytłaczający, że nawet ogniki posmutniały nagle i przestały tańczyć. Wzięłam do ręki świecę, która paliła się tylko siłą woli, a stanowiła jedynie martwy knot zawieszony na resztce wosku, i weszłam do przyległej izby. Znów straszne, stalowe oczy męczennika objęły mnie wzrokiem, przyspieszając bicie mego zatrwożonego serca. Stalowe oczy, wiatr i cisza jednocześnie, wszechobecna ciemność, samotność, wilk, który wyje ciemną nocą, złakniony ofiary. Okrutne, zimne, stalowe oczy, zniknijcie na zawsze! Lecz one spokojnie patrzyły na mnie, może nawet z odrobiną ironii. Ciche charczenie okazało się jedynie podmuchem silnego wiatru. Oczy w końcu zniknęły, nawet chciałam, by zniknęły, chciałam, by przestały mnie męczyć i zniknęły. Resztka świecy przykleiła się do drewnianego stolika, jej blask oświetlał małą, pomarszczoną twarz, cichy, jakby sztuczny oddech wydobywał się z maleńkich ust, ust które znały swój kres. Odwróciłam głowę, nie chciałam widzieć tych stalowych oczu, nie chciałam znów doświadczyć tego bezlitosnego spojrzenia, które przenikało mnie na wskroś i zmuszało do skruchy. - Nie znam litości. – usłyszałam swój bezdźwięczny, markotny głos człowieka, który już nie żyje Z ust starca wydobył się jakiś nieokreślony odgłos, podobny do odgłosu konającego zwierzęcia. Nadal stałam bez ruchu, wpatrzona w ciemność. „On mi już nie odpowie” pomyślałam i nie odwracając się usiadłam na brzegu łóżka. Brzydziłam się go dotknąć, starałam się skupić w sobie i wytrzymać te ostatnie minuty w spokoju. Wiatr jakby umyślnie próbował wytrącić mnie z równowagi ducha i zmusić do skruchy. Stalowe oczy patrzyły na mnie z taką uporczywością, że wyczuwałam je przez skórę, choć ich nie widziałam. - Nie znam litości. – powiedziało coś we mnie, coś co wydarło się z jakiejś maleńkiej szczeliny w mej duszy, zarezerwowanej wyłącznie dla diabła. Wiatr uspokajał się powoli, jakby dowiedział się nagle prawdy i zaprzestał prób zamęczenia mnie. Oddech starca zamierał powoli, po czym zamarł całkowicie, wraz z wiatrem, który najwyraźniej przybrał postać cichego żałobnika. Świeca również dochodziła swego kresu, tak, że po chwili ogarnęła mnie zupełna ciemność i jakby chłód zarazem. Ten słabnący oddech był tak jakoś ciepły i przyjazny, wiatr dotrzymywał towarzystwa, nawet świeca wydawała się mi w tamtej chwili dostojną panią, która przepadła na zawsze. Wstałam i po omacku zaczęłam szukać zapałek i zapasowej świecy. Brakowało mi tego oddechu, czułam się obca samej sobie i jakby pusta w środku. Gdy kolejna świeca zapłonęła żółtym światełkiem wróciłam do izby z kominkiem i usiadłam przy nim, by się ogrzać. Czyjeś słowa odbijały się echem w izbie, czyjeś rozpaczliwe, straszne słowa. - Dość! – krzyknęłam przeciągle i żałośnie, a me słowa powtórzyło kilkakrotnie echo, echo mej duszy - Zabiłaś go! Zabiłaś go! Zabiłaś go! – wołało coś z zewnątrz, albo nawet z wnętrza mnie samej - Nie… - mój głos zabrzmiał cicho i smętnie, odbił się od zimnych ścian, które powtórzyły go lodowato i okrutnie. Nie, nie, nigdy go nie zabiłam. „Nie znasz litości, Karmen. Powiedziałaś, że nie znasz litości!” Teraz wyraźnie słyszałam, że to przemawiam ja…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%