Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 13 min czytania

"Wyszedłem z mroku do światła"

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ludzkie życie jest bardzo trudne i zawiłe. Rzadko kiedy cokolwiek układa się po naszej myśli. Nasze plany i marzenia nie często się spełniają. Jako dzieci wierzymy, że nasze życie ułoży się tak jak tego pragniemy. Potem jednak coraz bardziej zbliżamy się ku dorosłości i spadają na nas liczne rozczarowania. Świat nie jest już taki piękny i kolorowy, jakim widzieliśmy go jako dzieci. Powoli, lecz skutecznie ludzie i wszystkie nasze niepowodzenia zabijają w nas wszystkie marzenia. Cała radość i szczęście znika z naszego życia. To właśnie spotkało mnie. Mnie i wielu innych moich rówieśników, którym nikt nie zechciał pomóc. Cierpimy i będziemy cierpieć za to, jak wygląda teraz świat. Za całą nienawiść i zło jakie w nim istnieje. Nie jesteśmy już dziećmi, lecz dorosłymi również nie. Patrzymy na świat inaczej. Jestem narkomanem i już zawsze nim będę. Przeszedłem długą i bezsensowną drogę aby z zagubionego nastolatka stać się wrakiem człowieka, który znalazł się na samym dnie. Posłuchajcie więc mojej historii, zapewne podobnej do setki innych. To opowieść mojego życia, które zmarnowałem. Będę jednak walczył do samego końca. Dopóty, dopóki będę mógł.

I

Początki zawsze były dla mnie trudne. I tym razem nie wiem od czego zacząć. Powinienem zapewne od początku. Ale jak pośród tylu bolesnych wspomnień znaleźć moment kiedy to wszystko się zaczęło? Czy istnieje jakikolwiek początek? Urodziłem się osiemnaście lat temu, w roku 1991 między schyłkiem wieku, a początkiem nowego tysiąclecia. Dwa lata później na świat przyszła moja młodsza siostra. Patrząc wstecz mogę powiedzieć, że praktycznie nie miałem dzieciństwa. Niczego mi nie brakowało, miałem najdroższe zabawki, markowe ciuchy... nigdy jednak nie miałem tak naprawdę rodziców. Kiedy tylko podrosłem na tyle aby móc samodzielnie funkcjonować zostałem pozostawiony samemu sobie. Nie licząc oczywiście tych wszystkich opiekunek które pojawiały się i znikały. Nigdy nie oglądałem z rodziną filmów familijnych w niedzielne popołudnia, nigdy nikt nie otulał mnie do snu i nie siedział przy mnie kiedy miałem złe sny. Nigdy nikogo takiego nie było. Czytając to, możecie pomyśleć że przesadzam. Uznacie mnie zapewne za użalającego się nad sobą nieudacznika. Proszę bardzo, obiecałem sobie jednak, że jeżeli uda mi się kiedykolwiek spisać to wszystko to będzie to szczera prawda. Moi rodziciele rzadko przebywali w domu, ze mną i z moją młodszą siostrą. Byli zajęci własną karierą. Nie twierdzę, że byli złymi rodzicami. Chcieli dać nam wszystko to co najlepsze. Nie da się jednak zastąpić miłość pieniędzmi, bo one wszak szczęścia nie dają. Jako kilku letni chłopiec nie zadawałem sobie jeszcze sprawy z tego jak bardzo mi ich brakuje. Potrzeba rozmowy z nimi, powiedzenia im o wszystkich moich kłopotach pojawiło się potem. Wtedy jednak było już za późno. Uzależniłem się od narkotyków, a nasze więzi rodzinne praktycznie nie istniały. Nasze relacje składały się głownie z pytań „co w szkole” i moich krótkich odpowiedzi. Do czasu zanim rozpocząłem naukę w liceum jakoś sobie radziłem. Wciąż się sobie jednak dziwię. Jak mogłem być tak głupi i dać się wciągnąć w coś takiego? Zawsze uważałem się za osobę bystrą i rozsądną. Los jednak sprawił mi okrutny żart. Byłem wzorowym uczniem, może nie koniecznie z zachowania ale oceny miałem dobre. Korepetycje i presja rodziców mogą wiele zdziałać. Pierwsze dragi dostałem od kumpla. Tak chyba zaczyna się najczęściej, słowami „Masz! Spróbuj, niezły odlot”. No więc spróbowałem. I niestety bardzo mi się to spodobało. Mogę chyba powiedzieć, że uzależniłem się od pierwszego razu. Prawie jak miłość od pierwszego wejrzenia, a raczej wciągnięcia. Tyle, że to miała być miłość która mnie zniszczy. To jak czułem się po dragach wprawiło mnie w zachwyt. Czułem się jak pan świata, którego nic nie może powstrzymać. Wszystko przychodziło mi z taką łatwością, a jednocześnie byłem na wszystko taki obojętny. Pierwszy raz wziąłem wiosną, a latem byłem już rasowym narkomanem wciągającym "twarde" prochy. Nie próbowałem się nawet kontrolować. Poszedłem na całość. W końcu raz się żyje, prawda? Pod koniec roku szkolnego nie mogłem się już obyć bez działki, ale tego nikt nie zauważył. Maskowałem się doskonale. Zawsze miałem przy sobie działkę aby nie być na głodzie, pilnowałem aby nikt nie zauważyłem białego proszku który nosiłem w plecaku. A co najważniejsze nikt nie był na tyle blisko mnie aby mógł dostrzec cokolwiek. Rodzice byli zajęci pracą. Z siostrą w ogóle nie gadałem, a z znajomymi ze szkoły utrzymywałem słaby kontakt. Byłem sam. Nie nawiązywałem również znajomości z innymi ćpunami, jak niektórzy. Bo po co? Aby widywano mnie wśród nich i zaczęto coś podejrzewać? Nie zamierzałem na to pozwolić. Życie na prochach za bardzo mi sie podobało abym mógł przestać. Bo i po co? Przez większość swojego życia nie widziałem sensu własnego istnienia. Żyłem jakby na uboczu wśród ludzi ale i tak bardzo samotny. A teraz znalazłem swojego przyjaciela, który jest zawsze obok mnie. Zawsze tłumi to co złe i sprawia, że czuję się jak Bóg. Dlaczego miałbym przestać?

Lato minęło bez problemów. Nikt mnie nie nakrył, mimo że ślady prochów pozostawiły ślad na moim wyglądzie. Wychudła twarz i sińce pod oczami. Tego nie przewidziałem. Nie spodziewałem się tego tak szybko. Przecież tak wyglądał wieloletni narkoman, wrak człowieka. A ja brałem dopiero kilka miesięcy. Stwierdziłem, że muszę przystopować. Wrócić do czegoś lżejszego. Wtedy jednak wróciłem do szkoły, narastające wymagania rodziców, nauczycieli i znajomych nie pozwoliły mi zmniejszyć dawek. Musiałem przecież panować nad sytuacją, musiałem się wyrabiać z nauką musiałem być najlepszy. To był chyba początek mojego szybkiego końca. Za mocno się wciągnąłem. Ale wmawiałem sobie, że nie jest jeszcze tak źle. Może i nie potrafię przestać, ale jeszcze nie zabijam ani nie kradnę dla prochów. Powtarzałem to sobie w kółko, do znudzenia aż sam w to uwierzyłem. Niewiele mi brakowało aby opaść na dno. Ale miałem racje nigdy nie musiałem kraść aby mieć na prochy. Dostawałem tyle gotówki od…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
"Wyszedłem z mroku do światła" — czytnik · opowiadania