Inne · 8 min czytania
Wytarte zapiski
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
WYTARTE ZAPISKI
-Można tu kupić papierosy na sztuki ? Zapytałem od niechcenia. Miałem nieodpartą chęć sięgnięcia po to małe coś co niekiedy przynosi chociaż minimalne poczucie ulgi, złudne owszem ale jakże poetyckie. Wydmuchiwany dym a wraz z nim nasze życie, radości i zmartwienia. Jak to powiedział Hłasko czy też jego przyjaciel „Życie możemy spisać na bibułce papierosa – rodzimy się, cierpimy i umieramy , tak to chyba wygląda” . W największym uproszczeniu, ale czasami trudno się z tym nie zgodzić.
-Nie, w ogóle nie sprzedajemy papierosów . Odpowiedział młody barman z długimi włosami ściągniętymi w kuca. Na imię miał, nie pamiętam jakie nosił imię.
Byłem ostatnim, o przepraszam o prócz mnie na stole w głębi sali z przybitą głową kimał jakiś koleś, przypuszczam że to był koleś, miałem wrażenie że wcześniej był bardziej żwawy chodząc po lokalu, choć równie dobrze mogła by to być płeć piękniejsza, w każdym razie twarz była zasnuta przez gąszcz długich włosów. Barman potwierdził moje przypuszczenia, to był jego znajomy. Zamroczenie alkoholowe, patrzę i nie rozumiem, nie dociera do mnie sens sytuacji, barman którego godności tu nie podałem podaje mi szal, czy ja miałem szal kiedy wchodziłem do tego przybytku? Dobrze jest zima, na zewnątrz przejmujący chłód ale nie przypominam sobie żebym nosił szal zwłaszcza że ten szal był inny- delikatny, miły w dotyku. Zadał mi pytanie- dokładnie nie przytoczę nie jestem zdolny do tego tak jak wtedy nie byłem zdolny do ocenienia tego że należał do Niej. Zatopiony w nim czułem ten zapach, cholera jasna nie kojarzę, nie pamiętam nie odpowiem twierdząco na zadane pytanie, i tak pozostała wątpliwość w moim pijackim łbie.
Brukowane uliczki posiadają swój klimat, a tej nocy czułem to jak nigdy, chłód panujący był nie istotnym szczegółem, padające płatki śniegu dopełniały plastyczność sceny. Czy tylko po wódzie ma się takie perspektywy ? Spojrzałem w stronę lewą, prawą, nikogo nie ma mogę wracać. - Nie ma jej ? Zapytał barman. - Nie ma. Pozostał smutek.
Napój chmielowy raz, vódeczka raz, vódeczka raz, wściekły pies raz , wściekły pies raz … Czy coś pominąłem, czy mogłem coś przeoczyć. Teraz to wszystko słowa, tylko słowa a może aż słowa które mogę przekazać jakąś cząstkę prawdy o życiu. Górnolotnie powiedziane, chciało by się ot tak – tworzyć a nie tylko wykonywać czynności. Rozmawiać a nie tylko gadać, czuć że się żyje. Wiedziałem jak wygląda moje życie, może tego do końca nie dopuszczałem do swojej świadomości ale przeczuwałem. Ładnie mi to rozrysowałaś, piramida- streszczenie naszej sytuacji, tutaj są inni, my jesteśmy tu –na podstawie. Optymizm wprost bił od szkicu. Uświadamianie sobie własnej sytuacji- sadomasochizm ,tamtego wieczoru nawet podwójny. Wbrew logice znajdowałem w tym oczyszczenie, stałaś się moim katharsis.
-Nie ma Boga.
Część 22 / 2
- Nie wiem czy jest, pewnie nie, ale nie zamykam sobie wyjścia awaryjnego. Zgoda w kwestii można by powiedzieć podstawowej a w związku z tym otwartość na kolejne tematy.
- Jestem antyspołeczny.
-Ty nie jesteś antyspołeczny, ty sobie wybierasz ludzi do rozmowy (zwykle ludzie nie filtrują towarzyszy rozmowy, pierdolą z każdym i o wszystkim dopowiedziałby pan B)
-Pan B wygląda na takiego którego to wszystko wali że jest ponad wszystko i wszystkich.
- Jest i to w nim lubię.
Przecież tej rozmowy mogło w ogóle nie być, mogłem zostać potrącony tak dla żartu, z przypadku , na przejściu dla pieszych, leżeć z otępiałym wzrokiem, nic już nie czuć, o niczym nie myśleć, być tylko workiem kości przypominającym przez jakiś czas jeszcze człowieka. Śmieszne, banalne jak na śmierć ale z drugiej strony czy to tak nie wygląda, gdybym dla dramatyzmu sytuacji słuchał w tej właśnie chwili marszu pogrzebowego, takim by mnie znaleźli- interesująca perspektywa. Ciekawe czego słuchają samobójcy pikując w dół z jedenastej kondygnacji. O czym ja w ogóle pieprzę. Tego wieczoru siostra snu nie zaprosiła mnie do tańca, i oby tak pozostało…