Melodramat · 14 min czytania
Wywiad
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jak to się właściwie wszystko zaczęło? Bo widzi Pan, u nas w domu nigdy nie było idealnie. Ja i dwójka starszych ode mnie braci. Ojciec wściekał się zawsze na mnie, nie na nich. Ciągle słyszałam, że chłopaki sobie w życiu poradzą, że są zaradni, życiowi, mądrzy. Ja zawsze byłam tą ostatnią. Tylko Mama tak naprawdę mnie chyba kochała i dbała o mnie. Od Ojca nie raz dostałam pasem, za byle co, za nieodrobione lekcje, albo, że pobrudziłam stół. Bracia mogli skakać i się bawić, a ja harowałam w polu. Ojciec twierdził, że mnie tym uodparnia, że dzięki temu jestem silniejsza. Czasem wydawało mi się, że chce ze mnie zrobić trzeciego syna. Mama opowiadała mi czasem wieczorem, że Ojciec chciał swoją małą drużynę piłkarską. Kiedy dowiedział się, że się urodziłam wpadł w furię. Miał już dwóch chłopaków, których tak bardzo kochał i myślał, że będzie jeszcze jeden. A tu niespodzianka, urodziła się dziewczynka. Mama podobno ze szczęścia się popłakała, bo chciała mieć własną ukochaną córeczkę. Myślała, że Ojciec to tak tylko na początku, ale on nigdy się nie zmienił. Zawsze chciał ze mnie zrobić chłopaka. I chyba po części mu się to udało.
Kiedy zrozumiała Pani, że jest inna, kiedy przyznała przed samą sobą jaka jest naprawdę? Czasem mi się wydaje, że zawsze to wiedziałam. Gdzieś głęboko czułam, że nigdy nie będę taka sama jak moje koleżanki. Już jako dziecko, one bawiły się lalkami, a ja wolałam chodzić po drzewach. Ojciec wtedy chyba się cieszył, bo widział we mnie chłopaka. Wie Pan ja nigdy nie czułam się chłopakiem. Po prostu czasem wydawało mi się, że chciałabym nim być. Ale nie to, żebym nienawidziła siebie. Nie, nie. Ja po prostu chciałam przypodobać się Ojcu. Czasem miałam ochotę założyć sukienkę i bawić się lalkami, ale wtedy czułam, że on patrzy na mnie z jakąś dziwną nienawiścią. Wtedy wystarczyło, żebym coś przeskrobała i od razu dostawałam. A to, że jestem lesbijką dotarło do mnie dopiero na początku liceum, kiedy zauważyłam, że nie interesują mnie chłopcy, natomiast częściej przebywam w gronie dziewczyn. Do liceum chodziłam w mieście oddalonym od mojej wsi o jakieś 100km. Mieszkałam w internacie. W pokoju ze mną mieszkały jeszcze dwie dziewczyny. Anka i Wiola. Pamiętam dobrze, bo Wiola była pierwszą dziewczyną, która mi się spodobała. Była naprawdę śliczna. Czarne, proste długie włosy, duże zielone oczy i zawsze uśmiechnięte usta. Nawet sobie Pan nie wyobraża jak pięknie wyglądały te jej oczy. Czasem patrzyłam w nie i myślałam, że można w nich zatonąć. Była taka piękna. Ale w 3 klasie znalazła sobie chłopaka. Czasem przychodził do internatu, jak woźny nie zauważył, albo go nie było. Przychodził, siadali na łóżku i się całowali. Tyle razy myślałam jakby to było gdybym była na jego miejscu. Udawałam, że nie patrzę gapiąc się bezmyślnie w książkę, ale kontem oka widziałam jak jej chłopak dotykał ją po włosach i patrzył w te same oczy w które patrzyłam ja. Czasem ból rozdzierał mi serce, ale chciałam dla niej jak najlepiej i wiedziałam, że z nim będzie szczęśliwa.
Co było potem? Co się stało z Wiolą? I co wydarzyło się później w Pani życiu? Potem nadeszła 4 klasa liceum - maturalna. Oczywiście wszystkie dziewczyny gadały w kółko o studniówce, o sukienkach, o makijażu i fryzurach. Zaczęłam się tym interesować, słuchałam co mówią o kolorach, o fasonach i materiałach. Pomyślałam sobie, że to odpowiedni moment, żeby wyrwać się ze spodni, z „tatusiowego” ubranka, które miało mnie do niego przybliżyć. Postanowiłam się wyzwolić, poczuć się wreszcie kobietą. Na studniówce wyglądałam pięknie. Kupiłam sobie bardzo skromną, ale piękną czarną sukienkę. Odkładałam na nią większość pieniędzy, które Mama dawała mi w ukryciu przed Ojcem na słodycze, i na różne drobiazgi. W końcu sobie ją kupiłam. Byłam zachwycona. Koleżanki z internatu uczesały mnie w koka, umalowały paznokcie, oczy i usta. Kiedy spojrzałam w lustro zobaczyłam wreszcie siebie. Nie ukrytą pod męskimi ubraniami zakompleksioną dziewczynkę, ale ponętną, dorosła kobietę. To właśnie wtedy poczułam, że tak właśnie chce wyglądać. Co do Wioli, to pamiętam, że była ze swoim chłopakiem - z tym co się wcześniej całowali w internacie. Widziałam ich jak tańczyli. Wyglądali naprawdę pięknie. Teraz się z nią często widuje. Nawet można powiedzieć, że się zaprzyjaźniłyśmy. Ma dwoje dzieci, jest już dawno po ślubie, oczywiście z tym chłopakiem. Niedawno przyszła do mnie. Siedziała u mnie pół nocy, piłyśmy wino i gadałyśmy. Wyznała mi, że ma romans. To jej życie. Wiem, że nie mogę się wtrącać. Jedyne co mogę to czasem udzielić jej rady. Ale ona i tak przeżyje je tak jak będzie chciała. Ale pytał mnie Pan co było potem, po liceum. No więc widzi Pan kiedy tak zobaczyłam swoje odbicie w lustrze przed studniówką postanowiłam też, że nigdy nie wrócę na wieś do domu. Musiałam solidnie przysiąść nad książkami, żeby dobrze zdać maturę i dostać się na studia. Tamten okres wspominam jako koszmar. Ciągle książki, sprawdziany, potem stres przed maturą, stres przed wynikami, stres przed egzaminami i znowu wynikami, aż w końcu zobaczyłam swoje nazwisko na liście przyjętych na Uniwersytet Jagielloński, kierunek Psychologia. Może Pan to sobie wyobrazić? Wiejska dziewuszka na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ja sama nie mogłam w to uwierzyć. Kiedy już to dotarło do mnie pobiegłam do budki zadzwonić do Mamy. Była taka szczęśliwa. Nie pytałam o Ojca, bo wiedziałam, że dla niego to obojętne czy będę studiować czy nie. Ale ja wiedziałam, że to moja jedyna szansa, którą muszę wykorzystać. No i wie Pan, studia, nowi ludzie, nowe miasto, bo musiałam się przeprowadzić do Krakowa. To wszystko było oszałamiające. Początkowo miałam wrażenie, że żyje w bajce. Na ulicach widziałam modnie ubrane dziewczyny. Ja mimo, ze nosiłam spódnice i buty na obcasach nie czułam się tak piękna jak one, bo moje ubrania były już niemodne. Dostałam pierwsze stypendium. Od razu pobiegłam do sklepu i kupiłam nowe ciuchy. Kiedy przyszłam na uczelnie tak wystrojona czułam na sobie spojrzenia innych. Wtedy chyba po raz pierwszy zaczęli się mną interesować chłopcy, a raczej mężczyźni. Przyznam się szczerze, że nigdy nie miałam z nimi żadnych kontaktów. W klasie w liceum było ich kilku, ale to byli zwykli znajomi, którym mówiłam „cześć” i szłam dalej. Na uczelni wszystko się zmieniło. Poznałam kilku chłopaków z roku i bardzo się z nimi zaprzyjaźniłam. Jeden z nich Robert zaczął się we mnie podkochiwać. Po kilku miesiącach znajomości wyznał mi miłość. Kiedy to usłyszałam - uciekłam. Byłam przerażona, bo nigdy nie znalazłam się wcześniej w takiej sytuacji. Potem wytłumaczyłam mu, że nie mogę z nim być, bo nie czuję tego co on. Zaproponowałam, żebyśmy nadal się przyjaźnili. Zgodził się.
Kiedy przeżyła Pani swoją pierwszą miłość? Pierwszą i ostatnią. To było na trzecim roku studiów. Weronika była w innej grupie. Nigdy…