Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 47 min czytania

Wywiad z Pogromcą Wampirów

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wywiad z Pogromcą Wampirów

Zapukał do drzwi dwukrotnie, potem przerwa i jeszcze dwa razy. Tak jak umawiali się telefonicznie. Pogromca wybrał miejsce i czas, tym razem obskurny motel w dzielnicy przemysłowej. Trzy godziny przed świtem. Dziennikarz czekał cierpliwie aż Pogromca zaprosi go do środka. Przestępował z nogi na nogę starając się opanować nerwy. Pytania które układał przez cały dzień, teraz zaczęły mieszać mu się w głowie. Większość tych najlepszych już uleciała wraz z resztkami rozsądku. Co on tutaj robi? Młody as wywiadu, jak nazywali go koledzy w redakcji. Wschodząca gwiazda dziennikarstwa, ugania się za materiałem godnym w najlepszym wypadku rynsztokowego brukowca. Pogromca wampirów, też coś! A jednak był tutaj. Te wszystkie rozmowy telefoniczne, które odbyli przez te kilka tygodni i wreszcie ich ostatnie spotkanie, kiedy zobaczyli siebie osobiście po raz pierwszy. Ten człowiek miał w sobie coś, jakąś niezwykła i mroczną historię. Był autentyczny. Wyraz jego zmęczonej twarzy i oczu był nie do pomylenia z jakąkolwiek podróbką. To odróżniało Pogromcę od wszystkich świrów opowiadających historie o duchach, albo maniaków, którzy rozmawiają z Bogiem. Pogromca był po prostu prawdziwy. Wreszcie drzwi otworzyły się. Od razu na oścież, żadnego przesłuchania czy paranoicznego spojrzenia znad łańcucha. Światło niewielkiej lampki nocnej, przebijało się przez fiołkowy abażur i wylewało się na zaciemniony korytarz. Dziennikarz stał ściskając torbę z notebookiem i chińskim żarciem na wynos. Pogromca stał w drzwiach ubrany w parę starych dżinsów i niemodny, rozciągnięty sweter. Ruchem ręki zaprosił Dziennikarza do środka, a sam podszedł do jedynego okna skromnego pokoju i zasłonił żaluzje. Dziennikarz usłyszał jak z każdym krokiem Pogromcy, trzaskają kości palców jego bosych stóp. Wszedł do środka i położył torbę na stole mieszczącym się pośrodku pokoju. - Zamknij drzwi. – polecił Pogromca nie odwracając się od okna. Dziennikarz wykonał polecenie i zdjął płaszcz. W pokoju było piekielnie gorąco. Dziennikarz bez słowa rozkładał swój sprzęt. Podłączył niewielką kamerkę do notebooka, którego uprzednio podpiął do gniazdka zasilania. Rozłożył papiery z notatkami i uruchomił swój szczęśliwy dyktafon. Nie chciał niczego przegapić. Fonia zawsze wydawała mu się chwytać więcej niż obraz. Zawodem dziennikarza były słowa. Video zbyt się rozdrabnia, słowa muszą konkurować z obrazami. Mimo wszystko postanowił nagrać cały wywiad również kamerą. - Nie zmieniłeś zdania Pogromco? – zapytał niepewnie, wciąż mocując się z poplątanymi kabelkami. – Mogę tak do ciebie mówić, Pogromco? To spodoba się czytelnikom. Mężczyzna odwrócił się i oparł o parapet okna. - Nazywaj mnie jak chcesz. Dziennikarz uśmiechnął się i przyłączył ostatni kabel. Wszystkie diody sygnalizowały gotowość sprzętu. Uruchomił program w laptopie. Rozgrzał dłonie i przeciągnął się na krześle. Był gotów. Tak gotów jak tylko można. W końcu robił to już dziesiątki razy. Mimo wszystko czuł wielkie podekscytowanie. Mrowienie w dłoniach i nadprodukcję śliny, zupełnie jakby miał zaraz odpakować świąteczny prezent. - Możemy zaczynać? – zapytał strzelając głośno palcami dłoni. Pogromca skinął głową i rozłożył ręce. - Świetnie. – Dziennikarz poprawił się w krześle i pochylił na klawiaturą. – Musze jeszcze tylko ustawić kamerę. Usiądziesz? - Na razie postoję tutaj. – odpowiedział Pogromca. – Wstałem przed chwilą. Chcę się wybudzić. - Może kawy? Mogę zaczekać. – Dziennikarz ustawiał kąt kamery tak by dobrze uchwycić opartego o parapet mężczyznę. - Nie wierzę w kawę. – odpowiedział krótko Pogromca. – Zaczynajmy. Dziennikarz rozpoczął. Otworzył dokument tekstowy i wklepał w klawiaturze nazwę przyszłego artykułu. Wywiad z Pogromcą Wampirów. Po chwili zastanowienia wykasował ja. Wydała mu się zbyt pretensjonalna. Później wymyśli coś lepszego. Pora zadać pierwsze pytanie. - Jak się nazywasz? – postanowił rozpocząć tradycyjnie. Temat może był niecodzienny jak dla niego, ale miał zamiar traktować wszystko profesjonalnie. – Imię, nazwisko. Zawód? – zażartował. - Moje imię i nazwisko nie powinno cię interesować. – odpowiedział. - Czytelnicy chcieliby… - Obaj wiemy, że nie czytelnicy cię obchodzą. Przyszedłeś tutaj z zupełnie innego powodu. Zadaj to najważniejsze pytanie. – Pogromca sięgnął do kieszeni po listek gumy do żucia. Dziennikarz był odrobinę zbity z tropu. W pierwszej chwili chciał przerwać nagranie, postanowił jednak pozwolić, by wywiad potoczył się własnym torem. Coś mu mówiło, że tak będzie najlepiej. Zresztą Pogromca miał rację. Chrzanić protokolarne pytania, to dobre do ankiety. Dziennikarz przeszedł od razu do sedna. - Czy wampiry istnieją? – zapytał z autentycznym zainteresowaniem. Odpowiedź rozstrzygnie wszystko. To jak odpowie Pogromca, zdefiniuje resztę wywiadu. Czy zająknie się? Czy będzie oszczędny w słowach? Patosowy? Wymijający? - Nie. - Jak to nie? – Dziennikarz był zaskoczony. Najbardziej zaskoczył samego siebie własnym zaskoczeniem. Wampiry nie istnieją? Co to ma znaczyć? Czy ten facet robi sobie z niego jaja? Pogromca tylko wzruszył ramionami. - Zapytałeś czy wampiry istnieją. Odpowiedziałem. - Przez telefon powiedziałeś, że istnieją. - Nigdy czegoś takiego nie mówiłem. - Chwileczkę! – Dziennikarz wyłączył kamerę. – Czy to jest jakiś kawał? Ściągasz mnie tutaj w środku nocy. Te wszystkie tajemnicze telefony… - Źle zadałeś pytanie. - Co? - Liczba mnoga. Wampiry nie istnieją. Jest tylko jeden. Liczba pojedyncza. Dziennikarz dopiero po chwili otrząsnął się z szoku. Szybko uruchomił nagranie od początku. Coś mu mówiło, że to będzie długi wywiad. Od razu podchwycił wątek. - Więc wampiry nie istnieją, ale twierdzisz, że jest jeden. Samotny osobnik tak? - Tak właśnie twierdzę. - A co z legendami? Większość opisuje sytuacje w których wampiry przemieniają grzeszników w podobne sobie potwory. - To prawda. W pewnym sensie to prawda. Powtarzam jednak. Wampir, nie wampiry. - Czyli jednak jest ich więcej niż jeden. - Daruj sobie te zagrywki. Słuchaj tego co mówię i staraj się zrozumieć zamiast kombinować jak tu wyłapać sprzeczność moich wypowiedzi. – Pogromca był opanowany. Żuł gumę z rękami w kieszeni. Dziennikarz miał zamiar powiedzieć coś na swoją obronę ale zrezygnował. Tak chcesz grać panie Van Helsing. Dobrze. - Czyli istnieje jeden wampir. Mimo wszystko, twierdzisz, że jesteś łowcą wampirów. Przez telefon mówiłeś, że uśmierciłeś ich, ile? Czterdzieści? - Powiedziałem, że czterdzieści razy pokonałem wampira. To prawda – przytaknął pogromca. Dziennikarz pokręcił głową z niedowierzaniem. Jak mógł tak dać się zrobić w konia. Ten facet to kolejny szajbus. Będzie karmić go półsłówkami i stosował pokrętną logikę aż w końcu wyjdzie na to, że wampirem jest każdy, albo, że to rząd jest wampirem, a on czterdzieści razy nie zapłacił podatku. - Widzę, że coś ci nie idzie z tymi pytaniami. – zaczął Pogromca. – To zrozumiałe. Masz w głowie stek bzdur i opierasz na nim swoją wiedzę. Zaraz zapytasz mnie o kołki i czosnek. Mam rację? Dziennikarz spojrzał na swojego rozmówcę. Pogromca kontynuował. - Zapomnij o tym wszystkim. O trumnach, krzyżach, święconej wodzie, dziewicach i nietoperzach. Prościej będzie jeśli najpierw to ja zadam tobie kilka pytań. Tak żebyśmy obaj wiedzieli na czym stoimy. Zgoda? Dziennikarz milczał. Nie wiedział, czy spakować się i wyjść życząc jednocześnie facetowi pomyślnych łowów, czy też zostać, i być może. Być może! Zgarnąć całkiem niezły materiał. Za trzy godziny świt. Spać już raczej nie pójdzie. Rozłożył ręce i przytaknął z uśmiechem. - Pytaj. - Opisz mi, jak według ciebie wygląda wampir. – zaczął Pogromca bez chwili zastanowienia. - Cóż. Przystojny facet, albo atrakcyjna kobieta. Dobrze ubrani. Czarujący, tajemniczy. Uwodzicielska i drapieżna. Europejski akcent. Pogromca pokiwał głową. - A motywy? Kim jest wampir dla ciebie? - Bo ja wiem? – Dziennikarz wzruszył ramionami. – Jakiś szatański demon. Pije krew śmiertelników by przetrwać i być nieśmiertelnym. Dobrze strzelam? - Zaliczyłeś parę trafień. Jak na razie przedstawiłeś typowy dla kultury masowej wizerunek gogusia o wężowych oczkach i apetycie na nastoletnie cipki. Marzenie każdej licealnej kozy z marginesu koleżeńskiego. W pewnym sensie jest to dosyć trafione. Wampir będzie się starał wyglądać jak najatrakcyjniej. Wilk w owczej skórze i tak dalej. Dziennikarz zaśmiał się słysząc porównanie Pogromcy. - Naprawdę jest tylko jeden? - Tak. Od zawsze jeden i ten sam. - Jak w takim razie wyjaśnisz podania o wampirach sięgające setki lat wstecz, a pojawiające się niemal równocześnie w dwóch przeciwległych zakątkach świata. Czy wampir potrafi się teleportować? – Dziennikarz zapytał z odrobiną drwiny. - W pewnym sensie tak. Jest to raczej bilokacja, nie teleportacja. Jak ojciec Pio. - Bilokacja? Czyli, że co? Wampir może być w dwóch miejscach jednocześnie? - Więcej niż w dwóch. W tylu miejscach w ilu zapragnie. Dziennikarz pokręcił głową. - Przyznasz, że to brzmi dość niewiarygodnie. Nawet jak na rozmowę o nieumarłym krwiopijcy. Chcesz mi powiedzieć, że taki wampir może być dosłownie w setce miejsc jednocześnie? Na całym świecie. - Tak mi się wydaje. – Pogromca wyjął jedną dłoń z kieszeni by podrapać się po nosie. - Wydaje? Skąd w ogóle wiedza na ten temat? Skoro legendy to bujdy na resorach, gdzie zdobywasz wiedzę? - Z doświadczenia głównie. Nie wszystkie legendy to bujdy. Jest kilka źródeł, które są bliższe prawdy, ale osobiście nie znam żadnego, które opisałoby wampira ze stuprocentową dokładnością. Dziennikarz był autentycznie zainteresowany. Nie przypuszczał, że temat wciągnie go tak bardzo. Teraz rozumiał swój niepokój i przeczucia. Ten człowiek naprawdę chce opowiedzieć jakąś ciężką historię. Coś prawdziwego. Żywą opowieść z mocnym kręgosłupem i bijącym sercem. Zapalił papierosa. Był gotowy na więcej. - W porządku. Wampir może być w kilku miejscach jednocześnie. Jak więc możesz z nim walczyć? Skoro te wszystkie techniki z filmów i legend są jak mówisz stekiem bzdur, jak pokonuje się czterdzieści razy kogoś kto posiada zdolność tej całej bilokacji? Pogromca wciągnął głośno powietrze do płuc, wypinając szeroką klatkę piersiową. Wypuścił je z sykiem który przeszedł gwałtownie w kolejne ziewnięcie. - Wampir – zaczął po chwili. – to coś w rodzaju esencji życiowej. Nie istnieje jako osoba ani nawet cielesne stworzenie. To bezcielesna energia obdarzona pewnego rodzaju świadomością, której głębi nie jestem do końca pewny. Wiem natomiast, że jego istota jest wymierna i skończona. Nieśmiertelna, ale nie niezniszczalna. Dziennikarz zatrzymał nagrywanie. - Zaczekaj, bo już ja zaczynam się gubić, a to nie jest dobry znak. Nie chcę niczego przeinaczyć, więc będziesz mi to musiał objaśnić poza protokołem bo czytelnik nic z tego nie zrozumie. Jak wygląda ten wampir? - W naturalnej postaci? Nie mam pojęcia. Podejrzewam, że nie ma takowej. Jest bezcielesny. Z braku lepszego określenia nazwę go duchem. - Duchem? Masz na myśli Złego Ducha? Pogromca zaśmiał się i odkleił od parapetu. Podszedł do stolika i odsunął dla siebie krzesło. - Zapomnij też o tym. Wampir nie ma nic wspólnego z żadną religią. Podejrzewam, że może wykorzystywać wierzenia ludzi do maskowania swojego istnienia i wywoływania strachu, ale to nie Diabeł jeśli o to ci chodzi. - Skąd ta pewność? - Po prostu uwierz mi na słowo. Nazwałem go duchem dla uproszczenia. To nie jest żadna tam zabłąkana dusza. To coś dużo starszego od pojęcia duszy. Wydaje mi się, że było na ziemi na długo przed pierwszymi przodkami człowieka. - Ale skąd możesz to wiedzieć? – dopytywał dziennikarz. Pogromca zignorował go. Wyciągnął się na krześle i opowiadał dalej. - Wampir nie posiada własnego ciała, ale jest uzależniony od ludzkich nosicieli. Jak taki pasożyt. Nie chce lub nie może objawiać się w swojej prawdziwej postaci. Może natomiast zdominować ludzka powłokę i wykorzystywać ją. - Co ty chcesz powiedzieć? Coś jak opętanie? - Trzymasz się tej kościelnej nomenklatury. – pokręcił głową Pogromca. – Dobrze. Niech będzie, że to opętanie. - Jeśli to nie opętanie to co? – zapytał z oskarżającym tonem Dziennikarz. Pogromca uniósł ręce na znak rezygnacji. - Nazywaj to jak ci wygodnie. To nie ma znaczenia. Jeżeli tylko pomoże ci to zrozumieć o czym mówię. Ważne jest to, że niezależnie od tego ilu ludzi uda mu się zdominować, wampir jest we wszystkich jednocześnie i w każdym z osobna. Rozumiesz? Dziennikarz zaczynał nadążać. Przytaknął i naniósł nowe notatki do pliku tekstowego w notebooku. Pogromca mówił dalej. - To coś jest jak owadzia królowa. Zdominowani ludzie to tylko trutnie, choć to też nie całkiem trafione porównanie. Wielu zdominowanych z którymi miałem styczność, posiadało indywidualną osobowość. Przypuszczam jednak, że ich naturalne zachowania są w rzeczywistości udawane. Wampir który raz zdominuje człowieka, posiada nieograniczony dostęp do jego jaźni. Zna jego wspomnienia, przyzwyczajenia, plany na przyszłość. Wszystko. - Czyli mówiąc, że pokonałeś wampira czterdzieści razy, masz na myśli… - pozwolił Pogromcy samemu podjąć wątek. - Tak. Wykończyłem czterdziestu nosicieli. – powiedział to tak swobodnie i pewnie jakby chwalił się co najwyżej złowieniem czterdziestu okazałych ryb. Tymczasem, dla dziennikarza stało się oczywiste, że ten człowiek nie chodzi przecież na ryby. Jeśli ten facet naprawdę wierzy w to co robi, a wygląda na słownego, to gdzieś na świecie pozostawił czterdzieści trupów. Ten wywiad mógł okazać się czymś znacznie więcej niż przypuszczał. Słuchał dalej z zainteresowaniem. Przezornie oszacował jednak odległość dzielącą go od drzwi pokoju. - Wiem co ci chodzi po głowie. – uśmiechnął się Pogromca. - Tak? – Dziennikarz starał się sprawiać wrażenie wyluzowanego. Gość musiał spostrzec jakąś zmianę na jego twarzy wywołaną wzmianką o „wykończeniu” czterdziestu ludzi. Dziennikarz uświadomił sobie właśnie, że gaz pieprzowy zostawił w kieszeni wiszącego na wieszaku płaszcza. - Pewnie zastanawiasz się nad losem nosicieli. Nie będę udawał. Fakty w oczach ludzi nie mających pojęcia o istnieniu wampira wyglądają tak, że zamordowałem czterdzieści osób w ciągu jedenastu lat. Dziennikarz mimowolnie odsunął się od Pogromcy. Chciał wstać ale bał się wykonać tak gwałtowny ruch. Ten facet może być albo niegroźnym świrem, albo bardzo chorym, klinicznie spierdolonym świrem, który może zaraz udusić go kablem od kamery komputerowej. Pogromca nie zdradzał jednak żadnych oznak agresywnego zachowania. Ton jego głosu nie zmienił się ani trochę, a oczy wciąż wyrażały pustkę. Szczerą i pozbawioną emocji, również negatywnych, pustkę. - Strzelałem do nich, biłem, dusiłem, topiłem i podpalałem. Wysadzałem, głodziłem i rozjeżdżałem. Trzy miesiące temu zrzuciłem jednego z dachu parkingu samochodowego. - To był ostatni? – zapytał dziennikarz pewnym siebie głosem. Pomyślał, że tylko pokerowa twarz może mu pomóc. Jeśli zacznie panikować, sprawy mogą przybrać niekorzystny obrót. Ten człowiek z początku fascynował go. Teraz zaczynał go przerażać. - Nie. – odpowiedział po chwili milczenia Pogromca. – Ostatniego pozbyłem się tydzień przed moim pierwszym telefonem do twojej gazety. Dziennikarz szybko oszacował odstęp czasu. - To musiało być jakiś miesiąc temu. - Opowiedzieć ci o tym? – zapytał z uśmiechem człowieka, który ma ujawnić wielce skrywaną tajemnicę. - Jasne. To może wszystko mi rozjaśnić. Mogę włączyć kamerę? - Pieprzyć kamerę. Siedź cicho i słuchaj. – wstał i podszedł ponownie do okna. – To było dokładnie w tym pokoju. Siedziałem o tam na tym łóżku kiedy… * * * Z zamyślenia wyrwało go pukanie do drzwi. Dwa razy i jeszcze dwa po krótkiej przerwie. Wiedział, że to ona. Tylko ona mogła znać ich „tajny” znak sygnał. Nie zdziwił się kiedy otworzyła drzwi i weszła do środka jak do własnego mieszkania. Zapach jej perfum szturmem przebił się przez nieruchome powietrze dusznego pokoju. Pogromca nie pamiętał nazwy tych perfum, choć pewnie pytał o nią ze sto razy. Ten zapach był dla niego jak zapowiedź rozkoszy. Aromat wyprzedzał kobietę, zapowiadając jej nadejście niczym herold, głosząc jej autentyczność i chwałę. Siedział na łóżku odwrócony plecami do drzwi. Nie odwrócił się nawet gdy weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi, mocno przekręcając klucz w zamku i zatrzaskując łańcuch. Miętolił w dłoni niewielką poduszkę. Odłożyła torebkę na stół i przeciągnęła jedno z krzeseł pod okno, szurając drewnianymi nogami o stary dywan. Był wieczór, około dziewiętnastej. Otworzyła okno, wpuszczając do cichego pokoju zgiełk miasta. Z kieszeni kurtki wydobyła elegancką papierośnicę i zapalniczkę. Usiadła odrzucając długie włosy za siebie i zapaliła papierosa. - Całkiem nieźle sobie radzisz. – wypuściła dym i uśmiechnęła się serdecznie do Pogromcy. – Brakuje tutaj trochę kobiecej ręki, ale jak na ciebie to wciąż całkiem dobre warunki. – żartowała swobodnie, prezentując równe ząbki. - To, że tutaj jesteś jest dowodem na to jak dobrze mi idzie. – Pogromca wpatrywał się w swoje bose stopy. – Musi być nieźle posrany skoro przysyła ciebie. - Dlaczego musisz wszystko zepsuć? – zrobiła urażona minkę, jak mała dziewczynka. – Przyszłam bo się o ciebie martwię. Myśl sobie co chcesz, ale mnie naprawdę na tobie zależy. Pogromca spojrzał na nią. Na jej piękne brązowe oczy tak kontrastujące z jasną karnacją. Była piękna. Jak zwykle kojarzyła mu się z wiosną. Nawet teraz, po tylu latach wciąż była piękna. Każdy facet poleciałby na nią bez oglądania się za siebie. Minęło jedenaście lat, a ona nie postarzała się nawet o dzień. - Powiedz mu, że… - Sam mu sobie powiedz! – wykrzyknęła urażona podskakując na równe nogi. – Nie jestem niczyim posłańcem do cholery! Przyszłam tutaj bo martwię się o ciebie. O to, jak idziesz pod prąd, a woda sięga ci już uszu. Ciągle nie chcesz zawrócić. On mówi mi to wszystko, dręczy mnie tym. Chcę ci pomóc, a ty cały czas traktujesz mnie jak zdrajczynię! Pogromca zaczekał aż się uspokoi. Serce go bolało kiedy patrzył na jej twarz. Na te oczy rozpaczliwie walczące z wzbierającą falą łez. Wiedziała jak go urobić. Grała swoją rolę doskonale. Odetchnął wspominając sobie inne czasy i inne, podobne sytuacje. - Pod prąd mówisz? – uśmiechnął się. – Ja widzę to zupełnie inaczej. - Oczywiście. – wyrzuciła. – Dla ciebie zawsze wszystko wyglądało inaczej. Nigdy nie godziłeś się z porażką. Nawet kiedy stałą przed tobą i patrzyła ci w oczy. Oszukujesz siebie. - Porażką? To ma mnie wyprowadzić z równowagi czy przekonać do rezygnacji? Jeżeli przysłał cię tutaj żeby wynegocjować jakiś rodzaj rozejmu, to wiedz, że kiepsko ci idzie. Ostrzegam, że jeśli mnie wkurwisz to będzie jeszcze gorzej. – dodał żartobliwie. Chciała wejść mu w słowo, ale zrezygnowała. Potrząsnęła głową z niezadowoleniem i zgasiła papierosa na parapecie. Schowała papierośnicę do kieszeni i podeszła do niego. Kiedy stała w nogach łóżka, Pogromca szybkim ruchem odrzucił poduszkę i wycelował w nią lufę pistoletu. Zatrzymała się gwałtownie udając zaskoczenie. - Wyjmij to co masz w kieszeni i powoli połóż na stole. – Pogromca wiedział, że do zachodu słońca wampir nie przejmie kontroli. Dziewczyna nie może liczyć na jego pomoc, jest tak szybka jak każdy człowiek. Mimo wszystko wolał nie ryzykować. Z początku chciała udawać. Przeciągać ten teatrzyk, ale szybko stwierdziła, że nie tędy droga. Pogromca nie nabierze się na tanie sztuczki. Posłusznie wysunęła dłoń z kieszeni i odłożyła miniaturowy damski pistolet na blat. - Zdejmij kurtkę. Powoli. – polecił Pogromca wciąż mierząc do niej. Uśmiechnęła się i przygryzła wargi w udawanym grymasie frasunku. Jak psotne dziecko tupnęła i zrzuciła z siebie kurtkę na ziemię, odsłaniając biel ramion i dekolt ukoronowany wiszącym na rzemyku ogromnym szmaragdem. Pogromca wiedział, że dostała go od niego. - Ładny wisior. – poklepał materac obok siebie dłonią. – Możesz usiąść jeśli chcesz. - Pewnie, że chcę. Po to tutaj przyszłam. Chcę z tobą rozmawiać. Tak dawno nie rozmawialiśmy. Usiadła powoli. Bardzo blisko. Czuł jej zapach ze zdwojoną siłą. Podwinęła prawą nogę i usiadła na jej zagięciu, tak by patrzeć mu prosto w oczy. Przygryzała wargę w kąciku ust, tak jak zwykła to robić zawsze kiedy skupiała się nad czymś. Pogromca wolał się nie zastanawiać na ile ten nawyk należał do niej, a na ile do potwora, który zmienił ją w to coś. Przez chwilę milczeli. Klaksony samochodów i głośne rozmowy przechodniów z ulicy, wypełniały pokój. - Musisz być tym wszystkim zmęczony. – przemówiła wreszcie. – Jak długo jeszcze będziesz toczył tę nierówną walkę? - Tak długo jak będzie trzeba. Nie przesadzałbym zresztą z tą nierównością. Zagoniłem sukinsyna do narożnika, skoro przysyła tutaj ciebie z maślanymi oczami i pistoletem w kieszeni. - Źle nas zrozumiałeś. Nie przysłał mnie żeby się ciebie pozbyć. Myśl sobie co chcesz, ale on ciebie szanuje. Pogromca parsknął. - Szanuje mnie? Nie, no to rewelacyjnie. Mogę umrzeć szczęśliwy. - On nie rozumie twojego uporu, ale docenia determinację. Chce dać ci szansę na rozejm. Jeśli zaniechasz swojej krucjaty, pozwoli ci żyć, i już nigdy nie będzie wchodził ci w drogę. Tak jakby nigdy go nie było. Pokiwał głową i odchrząknął. - Tak jakby nigdy go nie było? – powtórzył wolno cedząc słowa. – Wiesz. Nie jestem rycerzem poszukującym z Arturiańskich legend. Nie mszczę śmierci niewinnych i nie występuję przeciwko siłom ciemności jako obrońca prawdy. Nie uważam siebie nawet za choćby przyzwoitego człowieka. Ale kiedy ktoś odbiera mi to co najdroższe, cóż. – przerwał by podjąć po chwili zastanowienia. – Nie. Nie będzie ok. Nie będzie rozejmu. - Błagam. Wykorzystaj jego wspaniałomyślność. To cud, że udawało ci się tak długo… - Wspaniałomyślność? – przerwał jej unosząc głos. – Skurwiel nie ma już dokąd uciekać. Ostatnio zaczął już wykorzystywać dzieci licząc na to, że zlituje się nad nimi, i wiesz co? Nie ma we mnie litości. Nie dla ponadczasowego potwora z ludzkich koszmarów, zmieniającego niewinne dzieci w krwiożercze kukiełki. Monstrum o śladowej inteligencji i krokodylim sumieniu, któremu się wydaje, że nie ma bata nad sobą. Przeliczył się i teraz ima się najtańszych sztuczek w ostatnim akcie desperacji. Zapukał do niewłaściwych drzwi odbierając mi ciebie… Dziewczyna wybuchła sardonicznym śmiechem. - A więc to wciąż ta sama historia. Mścisz się bo postanowiłam cie zostawić? Bo odeszłam od ciebie, pijaka i brutala z wyrokami? Opowiadasz o niewinnych dzieciach i sumieniu, a kim ty byłeś jedenaście lat temu? I kim nadal jesteś, pod tą warstewką ostatniego sprawiedliwego? - Jeżeli myśli, że takim pieprzeniem wyprowadzi mnie z równowagi, lub co śmieszniejsze, zmusi do rezygnacji, to się po raz kolejny grubo przejedzie. Kochałaś mnie, dopóki to coś nie zatruło ci serca. Cały czas się śmiała. Zasłaniała piękny uśmiech ręką, ale nie mogła powstrzymać roznoszącego jej ciało chichotu. - Ty żałosny tępaku. Niszczysz swoje życie w imię jednostronnego uczucia. Nie kochałam cię nigdy skurwielu. Nie można kochać bezdusznego, zapijaczonego warchoła. Z początku wydawałeś się intrygujący. Męski i niezależny. Prawie jak James Dean, ale wszystko się zmieniło, kiedy uderzyłeś mnie po raz pierwszy. - Byłem pijany… - Zawsze byłeś pijany! – odsunęła się od niego i wstała z łóżka. Szybkim, nerwowym krokiem podeszła do torebki by wyciągnąć kolejnego papierosa. - Nie masz pojęcia jaką ulgę poczułam

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wywiad z Pogromcą Wampirów — czytnik · opowiadania