Inne · 6 min czytania
Wyznanie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dawniej było inaczej. Inne miałam sny. Nie wypełniałam ich pustką, nieuzasadnionym lękiem przed nienazwanym, nieczułością. A teraz budząc się codziennie rano niczego tak nie pragnę jak przestać istnieć. Czym jest nasze życie, jeżeli nie pustą egzystencjom? Dziś rano obudziłam się wcześniej niż zawsze, nie dobiegł mnie przepiękny odgłos śpiewu żurawi, promienie słońca nie padły na mą bladą twarz. Nie usłyszałam dźwięków budzącego się do życia świata, lecz cicha melodia istnienia, która drgała gdzieś pomiędzy jawą a snem rozbudziła we mnie na nowo tęsknotę wiecznie nieugaszoną. Tą tęsknotą będę dzisiaj żyć, tak jak żyłam wczoraj i przed miesiącem. Wiem, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że wiecznie tak być nie może, że przyjdzie dzień, gdy powiem „nie!” i ruszę w drogę. Chcę odnaleźć to, za czym tak bardzo tęsknię, chcę poznać smak życia innego niż to, jakie wiodę teraz. Zbyt wiele chcę mając za mało siły? Być może najdroższy, lecz twe słowa już do mnie nie docierają. Czy nie widzisz, że nie jesteś w stanie wpłynąć już na me życie? I cóż wskórasz słowem pełnym nienawiści? Już nie możesz mnie ranić. Już nie. Przegrałeś najważniejszą z bitew i chociaż wcześniejsze zwycięstwa odnosiłeś jedno po drugim – przegrałeś. Pogódź się z tym. Odejdź stąd i nigdy nie wracaj, bo nie ma tu dla ciebie miejsca. O tak, dużo mnie nauczyłeś. Czerpałam z twej podłości pełnymi garściami, by któregoś dnia wykorzystać ją przeciw tobie. I tak się stało. Nienajgorszy z ciebie nauczyciel, ale popełniłeś błąd. Dobrze wiesz, że gdybyś zrobił to chwilę wcześniej mógłbyś mnie pokonać, mogłabym ci ulec. Zagrałabym z tobą dla przyjemności, by czerpać z dręczenia ciebie czystą rozkosz. O tak mistrzu, twój uczeń cię przewyższa. Pnie się wciąż do góry, po schodach usłanych martwymi ciałami niewinnych, po stopniach wciąż mokrych purpurą krwi. Miłości przybądź, wyzywam cię na pojedynek. Uważasz się za niezwyciężoną, więc chodź pokaż, na co cię stać. Objaw się tej, która nigdy w ciebie nie wierzyła. Cała wieczność przede mną, będę czekać. Lecz wiedz, że ciebie czas osłabia, podczas, gdy mnie umacnia. Nienawidzę tej wieczności i nienawiścią do niej będę silna. „Nie, nie” rzeknę „zabierz ode mnie te sny”. Wieczność potępieniem naznaczona roztacza przede mną swe atłasowe ramiona. Blade me ciało płonie w płomieniach nienawiści, którą sama staranie pielęgnowałam w zacisznym półmroku mej duszy. Oh! Ma dusza skazana została na potępienie wieczną niewolą. Zamknięta w lochu z własnych urojeń i czarnych myśli, przywiązana brutalnie do swego życia łańcuchami istnienia, które wpijają się w me ciało, pozostawiając jedynie blizny. DOŚĆ! Błagam, odejdź. Zabierz ze sobą ten skrawek życia, którym starannie wypełniłeś pustkę mego serca. Zabierz ze sobą każde wspomnienie. Zabierz wszystko, co mogłoby mi ciebie przypominać. Pozostaw mi jedynie cichą pustkę mego pokoju, cztery…