Fantasy · 6 min czytania
Wyznawcy - Prolog
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
WYZNAWCY
Prolog
Na miejscu kotary ukazał się młodzieniec, o niebieskich oczach. Miał poważny wyraz twarzy.
- Witaj, K'rstonie. - Odezwał się szaman, siedzący na wilczych skórach wewnątrz lepianki. - Co cię do mnie sprowadza?
- Kapłanie... - Chłopak lekko pochylił głowę na znak szacunku. - Uroczystości już dziś. Mam jeszcze trochę czasu. I wątpliwości.
- Słucham, więc. Co dręczy ósmego syna, siódmego wodza wioski? - Dodał z naciskiem.
Szaman z uwagą studiował emocje rysujące się na twarzy młodzieńca.
- Me wątpliwości - zaczął K'rston - dotyczą... Dotyczą czaru. Co się stanie, jeśli coś się nie uda? - Podniósł rękę, jakby chciał powstrzymać starca przed przerwaniem mu. - Wiem, iż się uda, lecz to jest silniejsze ode mnie.
Część 22 / 3
Zapadło milczenie. Obydwaj patrzyli na siebie, mocując się wzrokiem. Szaman wygrał.
- Od dawien dawna, - podjął swą opowieść - pełnię funkcje szamana w naszej wiosce. Znam, jako jedyny, pradawne zaklęcia. Magia jednak umarła, wraz z nadejściem Zrównania. Mam dar używania jej. Mimo to, aby czarować, muszę zabić coś, co żyje. Ale to już pewnie wiesz.
- Istoty, najbardziej pragnące żyć, takie jak... ludzie. - Kontynuował swą opowieść mag. - Od dawnych czasów łączyliśmy ludzi najbardziej żywotnych - naszych wodzów i nasze kobiety. Po dwudziestu jeden latach, dorosłeś. Ostatni czar rzucony był na wioskę sto lat temu. - Mimo wielkiego napięcia, starzec zachował spokój, czego nie można było powiedzieć o chłopaku. Siedział, z oczami wielkimi i świecącymi z podniecenia jak dwie gwiazdy na niebie.
- Teraz odpowiem, na twe pytanie. Jeśli czar się nie uda - wszyscy zginiemy. W cierpieniach!
K'rston wstał, podziękował za rozmowę i wyszedł. Snuł się po wiosce aż do wieczora.
Gdy nastała pełnia, wszystko było gotowe. Na placu w centrum wioski paliło się wielkie ognisko. W odległości czterech sążni od ogniska wbite były pochodnie.
W kręgu, po za K'rstonem i magiem znajdowało się Siedmiu Tancerzy Cienia. Ich zadaniem było ochranianie K'rstona, aż do dziś.
Część 33 / 3
Szaman stanął przed młodzieńcem. Gestem nakazał jednemu z Tancerzy przynieść sobie rytualny sztylet o falistym ostrzu.
- Jak głosi legenda - przemówił do zgromadzonych, spokojnym głosem starzec - ósmy syn, siódmego wodza, wybawi już na zawsze wioskę od cierpienia!
Pośród zebranych przeszedł szmer cichych, krótkich rozmów.
Szaman, szeptem słyszalnym tylko dla K'rstona, zaczął inwokację zaklęcia. Ręka z nożem, migotała chłopcu przed oczami. Jego źrenice rozszerzyły się, do granic wytrzymałości. Przez strach.
Na czoło starca wystąpiły kropelki potu.
Krwawa rana pojawiła się na szyi chłopca, jakby z nikąd. Mag zachowywał się, dokładnie tak, jak przed chwilą. Z tą jednak różnicą, iż i jego oczy rozszerzył strach.
Widział to tylko jeden z Tancerzy. Ostatnią myślą K'rstona było pytanie, dlaczego? Dlaczego szaman poderżnął mu gardło, a nie wbił mu noża w serce, jak głosi obyczaj? I czego on się tak boi, przecież