Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 4 min czytania

xx

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Obietnica pośmiertnego raju wydaje mi się mało atrakcyjna. Całe życie dźwigania przytwierdzonego w darze losu, pokornie, po cichu, realizacja planu kilkudziesięcioletniego: narodziny, coniedzielne konfesjonale plotki i wyrażanie szczerego żalu za to, że brak mi na co dzień cierpliwości do pokręconego społecznego porządku, mąż, który może okaże się w miarę znośny, kupka dzieci, bo przecież na to mój bezbłędny Ojciec raczył mnie stworzyć, po drodze jakaś praca żeby na starość urozmaicić sobie czas kombinowaniem jak dorobić na masło do chleba, kilka chwil zawodu z dzieci, które nie mają czasu na starcze zrzędzenie, no i koniec. No to chyba jestem dzieckiem adopcyjnym. Wypożyczonym na z góry wyznaczony okres, zapisany w Wielkiej Księdze Życia po to żebym mogła po pobycie w obozie przetrwania docenić łaskę mojego biologicznego Ojca, który w drodze wyjątku obdarzy mnie nieśmiertelnością, przezroczystą nijakością, pozbawi mnie daru wolnej woli i oduczy zakazanych przyjemności. Nauczy mnie tym wdzięczności, karą za to, że na ziemi nie umiałam dorównać jego doskonałości. No bo to przecież takie proste. A może to on nie dorósł do roli ojca, bo pomimo tego, że jest doskonały, nie potrafił przypilnować swoich dzieci i najlepszym rozwiązaniem było zrobić z ziemi wielki sierociniec. Czasami zastanawiam się jak to się stało, że powstała zazdrość. Przecież chaos panował tylko we wszechświecie. W niebie była idylla niewyobrażalna dla mnie, skażonego człowieka rasy białej, zagraconego przeżyciami nawet o milimetr nie zbliżonymi do tego, co tam było na porządku dziennym. No i skąd w tak idealnym, upstrzonym do granic wytrzymałości pięknem, miłością i harmonią…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
xx — czytnik · opowiadania