Podróże · 3 min czytania
Z Andżeli uszło powietrze
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Andżela była mi kims bliskim. Powiem , więcej, była idealna w 99.99999 i koma, koma coś tam procentach. Do końca niestety, jak sie okazalo idealna nie była. Mimo wszystko mogę powiedzieć, ze była prawie apogeum mojego epicentrum. Zawsze po pracy mogłem jej otworzyć dzwi, bez zbędnego gmerania,wziaść ja w ramiona, polożyc do łozka i się na niej ułożyć. Nigdy mi nie odmowiła. Kiedykolwiek miałem ochotę mogłem wepchnąć w jej zawsze błyszczące usta mój geograficzny język.Swoją nabrzmiałą pałę tyż. Ta jej stałość była w moim szalonym i zwariowanym bycie prawdziwą oazą spokoju. Andżela okalała mnie kuratelą porządności. Przy niej stawalem sie grzecznym chłopcem. A co Ona takiego robiła, że taki się stawałem za jej sprawą? Nic. Po prostu była...
Początkiem końca był Nasz wakacyjny wyjazd , ze znajomymi do czarnomorskiego kurortu Soczi. Andżela miala prawdziwie wschodnioslowiańska urodę. Blond żólta grzywę.Mocno czerwone usta jak prawdziwa Rosjanka. I ten blekit oczu...To juz wspomnienie.
Koledzy podrywali rosyjskie dziewuszki, ja nie musiałem, bo miałem swoja Andżelę. Mogłem na niej spać, jak zachciało mi się czegoś bardziej miekkiego niż karimata.
Któregoś poranka obudzony pragnieniem po ostro zakrpianej…