Horror · 7 min czytania
z dużej wysokości
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Wiesz, miałem sen. Pewna dziewczyna zadzwoniła do mnie. Płakała tak głośno, że ledwie słyszałem. Spytała czy ją nadal kocham. Nie czekała na odpowiedź, mówiła do mnie. Wylewała całą swą miłość, swoje uczucie i pytała skromnie czy jeszcze pamiętam. A ja milczę, bo co mam mówić jak nic nie wiem. Analizując całe swoje życie, zastanawiając się jaka to historia kryje się pod jej imieniem, nie przypominam sobie tego głosu. To pewnie przez złośliwość rzeczy martwych, telefon zawsze zmienia. Mówiła szybko, czule, szeptała, błagała. Mówiła wróć. Ale ja wiem, że to kłamstwo. To jedno umiem rozpoznawać na odległość. Tak mówi dziwka kiedy wychodzisz z łóżka. Ale to był ten sen. Dziwię się, że to takie realne.Okazało się że siedzę tak jak teraz tu z tobą. Paląc papierosa słuchając tych próśb. Mówiła do ściany, zapomniałem przyłożyć telefonu do ucha. Nie chciałem słyszeć. Po prostu. Paliłem i myślałem o życiu jakie jest okrutne. Ta dziewczyna, wiesz. Okazało się że stała na szczycie wieżowca. Mówiła w innym języku. Prosiła bym wrócił, chociaż pomyliła numer. Nie znałem jej, nigdy. Bo przecież nigdy nie wyjechałem tak daleko. -I co z nią? -Nic, szum wiatru zagłuszył resztę. Chociaż i tak nie słyszałem sensu. Krzyczała, spadła, potem zebrał się tłum. Karetka nadjechała, oczywiście za późno. -A Ty? -Co ja? Ja paliłem dalej i słuchałem co mówi do mnie ściana w łazience, przecież ona to słyszała. Ja nie rozumiałem nic, chociaż zapłakałem nad jej losem. -Dziewczyny? -No ściany oczywiście. Ileż ona musi słyszeć takich historii jak ta. Słyszy, nic nie rozumie i bezwiednie powtarza. A ja kiedy przychodzę, muszę słuchać, żeby żyć. -Przecież masz wszystko, czego Ci trzeba jeszcze od życia? -Nic nie wiesz, ja żyję tylko tym co usłyszę. Dzięki temu wiem co się dzieję wokół mnie. -I wysłuchujesz tych szeptów, które mówią wróć do mnie, chociaż żadnej w życiu na dłużej nie miałeś? -I to jest piękne. Słucham, wzruszam się, czasem nawet łzę uronię... Ale gdy już to minie wiem , że to nie do mnie. I znowu jestem spokojny o kolejny dzień. -Jesteś potworem. -Tak, wiem. Dlatego moim rozmówcą jedynym jest ściana. I czasem Ty. -To nie był sen. Ty to przeżyłeś. I jej nie uratowałeś, chociaż nie mówiła w obcym języku, nie pomyliła numeru, bo nawet nie dzwoniła. Ja wiem jak było, stałem tam z Tobą. Pozwoliłeś by skoczyła. A teraz uciekasz przed wspomnieniem. Pojechałeś na drugi koniec świata, a tak naprawdę chciałeś skoczyć za nią. By chociaż wtedy wykrzyczeć jak bardzo ją kochasz. Ale stchórzyłeś. Jak zawsze. I już nigdy nie pokochasz. Nigdy. Będziesz sobie wmawiać, że rozmawiasz ze ścianą. Może nawet weźmiecie ślub. Ty już nie żyjesz. umarłeś z nią. Jesteś już nikim, wariatem, straceńcem. -Milcz, nie wiesz jak było. -Dokładnie wiem. I jak będziesz miał zamiar też skoczyć to zadzwoń. Moja ściana tego posłucha. Więc czekam. I w innych sprawach nie odzywaj się do mnie. Czekam na Twoją śmierć. Bo po co komu jakiś śmieć. Nic nie znaczący tchórz. No? Sam zawsze tak mówiłeś. "Bo kimże jest ten co na łzy swej kobiety patrzy niewzruszenie, albo i nawet jej drwiącym śmiechem w twarz wybuchnie?! Nikim. Lepiej niech sam skończy ze sobą bo przyjdę i mu pomogę." Tak mówiłeś. Niepoprawny romantyku. Za 3 grosze! W imię Twoich idei mam chęć Cię zabić. Ale nie. To byłaby nagroda. Sam się wykończ. Już jest blisko, twój koniec, bo upadek na sam dół już zaliczyłeś. Przepięknie, rzekłbyś…