Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

Z mniejszej perspektywy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Godzina 5.20. Reflektory pociągu z Tłuszcza, wjeżdżającego na dworzec Warszawa Śródmieście, oślepiają mnie. Muszę się odwrócić. Wraz z przyjazdem pociągu wszystko tu, na dworcu, budzi się do życia. Na peron wychodzą zaspani podróżni, niejednokrotnie idący z zamkniętymi jeszcze oczyma. Próbują przedłużyć choć o małą chwilę czas błogiego snu. Muszę wtedy zachować szczególną ostrożność. Tacy ludzie w ogóle nie patrzą pod nogi, tylko idą przed siebie - nikt z nich nie pomyśli, że niechcący mógłby mnie zdeptać. Dziesięć minut później przychodzi pani Stasia i otwiera kasę biletową. Ani się obejrzy, a już ma ręce pełne roboty. Ludzie przychodzą po bilety, jakby to były świeże bułeczki. Najgorzej jest koło siódmej. Wtedy nadjeżdża pociąg z Otwocka. Tłumy w nim zawsze są niemiłosierne! Wprawdzie nigdy nie byłem w Otwocku, ale sądząc po tym, jak dużo ludzi tu wysiada, myślę, że jest to bardzo duże miasto. Może nawet tak ogromne, jak Warszawa... Ludzie na ogół nie są do mnie przyjaźni nastawieni. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego. Przecież ja nigdy nie zrobiłem nikomu nic złego. Raz to nawet taki elegancko ubrany pan z teczką chciał mnie kopnąć i krzyczał "zabierzcie stąd tego szczura!". To było bardzo niemiłe. Nie jestem przecież jakimś tam brudnym i ohydnym szczurem, tylko wspaniałą myszą, czystej krwi do szóstego pokolenia wstecz. Zawsze bardzo dbam o siebie - w końcu bycie myszą do czegoś zobowiązuje. Uważam, żeby moje futerko było czyste, dość często ostrzę ząbki. Poruszam się z gracją, nie jem byle czego. Teraz już się nauczyłem, że kiedy przyjeżdża ten potworny otwocki pociąg najlepiej jest schować się do norki. Tam nic mi nie grozi. Moje mieszkanko jest bardzo przytulne, znaduje się na końcu peronu pierwszego. Mam specjalne posłanko z wykałaczek, które niegdyś ukradłem ze sklepiku pana Roberta. Oczywiście, gromadzę też zapasy. Znajdzie się u mnie zawsze parę okruszków chleba, ziarno kukurydzy, czy kawałek chipsa. Śmierć głodowa mi nie grozi, oj nie. Jednak najbardziej lubię moje mieszkanie za to, że nie jest ono ot tak sobie, zwykłą norą. My, myszy, mamy cały system tajemnych korytarzy, dzięki którym możemy po kryjomu przemieszczać się w najróżniejsze części dworca. Ludzie o naszych przejściach nie wiedzą, a zresztą, gdyby nawet wiedzieli, to i tak by się do nich nie zmieścili. A ja mogę bez żadnego trudu przejść ze swojej nory na drugi peron, do kasy pani Stasi, sklepiku pana Roberta, czy nawet powędrować kawałek wzdłuż torów. Raz dotarłem do takiego miejsca, gdzie nie było już peronu. Ale bardzo się wtedy przestraszyłem - było tam potwornie ciemno i nieprzyjemnie. Nigdy więcej nie zapuszczałem się tak daleko. Rzecz jasna, nie jestem jedyną myszą, mieszkającą na dworcu Warszawa Śródmieście.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Z mniejszej perspektywy — czytnik · opowiadania