Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 10 min czytania

Z pamiętnika podróżnika

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Piątek 13 stycznia Zaczęło się od pomysłu. Trzech przypałów z Tucholi postanowiło pojechać pozwiedzać wielkie miasto – Bydgoszcz. Wsiedli do jedynego pociągu jadącego w tym kierunku i po dwóch godzinach siedzenia w ciasnej toalecie, w której się schowali przed konduktorem, wysiedli na peronie w Bydgoszczy. Hans prowadził grupę, gdyż jako jedynemu wydawało mu się, że wie gdzie iść. Przechodząc przez podziemny tunel, Maliniak zapytał: - Czy my jedziemy teraz metrem? - Skąd ten pomysł? – zapytał Manuel - Na ziemi leżała stara gazeta, która się nazywała metro. - To lepiej szybciej wychodźmy, bo jeszcze ktoś nas złapie na tym, że nie mamy biletów – rozkazał Hans. Wyszli schodami na górę. Oczom ich ukazał się straszny widok. W jednym miejscu było więcej zakrętów na ulicy niż w samej Tucholi. W dodatku było tam jakieś siedemnaście razy więcej sygnalizacji świetlnych. - To dokąd teraz? – pyta Maliniak Hans zaczął niuchać nosem, potem usiadł po turecku na środku chodnika i zaczął medytować. Po godzinie u jego stóp leżała niezła kupka drobnych. Hans wstał i powiedział: - Na drugą stronę. Stanęli na krawędzi chodnika, ale cały czas jeździły samochody i ich nie przepuszczały. - Może powinniśmy przejść tam, po tych białych kreskach? – rzekł Manuel. - No co ty?! – oburzył się Hans – Maliniak, wybacz – i popchnął go na ulicę. Rozległ się pisk opon oraz odgłosy zderzających się samochodów. - Przechodzimy – stwierdził Hans. Po drugiej stronie stwierdzili, że takiego sklepu monopolowego jeszcze nie widzieli. Nazywał się jakoś dziwnie, nie polsko. Nawet nie umieli tego przeczytać. Weszli do środka. Stwierdzili, że suszy ich nieziemsko i muszą czymś przepłukać gardło. Hans podszedł do stoiska z alkoholami i poprosił o Leśny Dzban. Sprzedawca miał wątpliwości co do pełnoletniości klienta, ale Hans uświadomił go, że ukończył osiemnastkę jak miał dwanaście lat. Dwadzieścia minut później, przy pewnej ławce w parku, stosunkowo mało obsranej przez ptaki, przybyło parę opakowań po Leśnym Dzbanie. - No, od razu lepiej – stwierdził Hans - ojnojojkpo – powiedział Manuel - Rozumiem. To lepiej idźmy poszukać noclegu Wziął towarzysza pod ramię i poszli w stronę wielkiego mrugającego napisu REAL. Weszli do środka. Mieli mały problem z ochroną, ale szybko wysiedli. Za to Manuel poczuł się jeszcze gorzej. Tylko Hans wydawał się szczęśliwszy. - Cieniasy… To tylko 40% wódka. Kicha, że wyszło po pół litra na łeb.. – mruknął. Weszli na salę. Hans wziął słoik z ogórkami, otworzył i jednym haustem wypił połowę. Potem podał Manuelowi mówiąc: - masz, pomoże - ymynyh gme? - Jasne. To stary sprawdzony sposób. A tak na przyszłość, nie mów tutaj po talibańsku, bo cię za terrorystę wezmą. Hans zerknął na klepsydrę i stwierdził, że już się powoli zaczyna późno robić. Popatrzył na Manuela. Ten zrobił bardzo dziwną minę, jakby nad czymś bardzo mocno rozmyślał, po czym wywrócił oczami i zemdlał. - Cholera! Spać mu się zachciało – mruknął pod nosem Hans. Wziął kolegę za obie nogi i zaciągnął to stoiska z kartoflami. Zakopał go tak, żeby ochrona go nie znalazła, a sam poszedł pozwiedzać jeszcze trochę ten sklep. Gdy mijał regał ze środkami chemicznymi, zobaczył śmieszną reklamę. Zobaczył płyn, na którym było przekreślone zdjęcie Maliniaka. Napis na butelce głosił – zabija wszelkie bakterie, wirusy i grzyby. Hans wziął butelkę i wsadził do kieszeni. „Się przyda” pomyślał. Nagle dopadła go senność. Rozejrzał się dookoła, ale niegdzie nie znalazł dogodnego miejsca do snu. Poszedł dalej. Gdy przechodził koło wielkiej lodówki z rybami, stwierdził że to nawet dobre miejsce. Zagrzebał się w mrożonkach. Wyciągnął piersiówkę i wypił wszystko co w niej miał. Tak na wszelki wypadek, żeby mu za zimno nie było.

Sobota 14 stycznia Hansa obudziła pewna staruszka, która przeraźliwie krzyknęła gdy zobaczyła jego rękę w zamrażarce. Hans szybko się wygrzebał i poszedł poszukać swojego towarzysza. Znalazł go w dziale z telewizorami. Manuel siedział przed jednym z nich i oglądał „domowe przedszkole”. - O! domowe przedszkole! – krzyknął Hans i usiadł obok niego. Po godzinie, gdy program dobiegł końca, wstali z zamiarem opuszczenia budynku. Gdy przechodzili obok kasy, w korytarzy wybuchła jakaś zadyma. Podeszli bliżej. Zobaczyli, że przez okno próbuje się dostać Maliniak ze śladami opon na twarzy, jednak okno nie chce się zbić od jego uderzeń głową. Pokazali mu, że jakieś trzy kroki obok są samo-rozsuwane drzwi. Maliniak wszedł przez nie i stanął jak wryty. - Chłopaki, patrzcie! Tu są samo wchodzące się schody! –krzyknął na cały korytarz. Hans i Manuel szybko zbiegli normalnymi schodami obok tych ruchomych i przystanęli. Przyznali Maliniakowi…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%