Podróże · 2 min czytania
Z PAMIETNIKA RACHITYKA: LETNIA WYPRAWA PO PASZTET.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Z PAMIĘTNIKA RACHITYKA – LETNIA WYPRAWA PO PASZTET.
Ogólny gnój. Bzyczą muchy i śmierdzi słońcem. Spasione cielska matron w słomkowych kapeluszach czekają na smarowanie walcem drogowym. Lato smakuje ciepłą orenżadą (u nas się mówi „orenżadą") i spoliczkowanym brudną szmatą blatem w delikatesach. Mokra pod pachami ekspedientka wydaje bochen błotnistego chleba, smarując go szczerze szczerbatym uśmiechem. Oddaję ociekający potem grymas i przez gęste od skwaru powietrze przebijam się do działu mięsnego, gdzie maja na mnie haka. Jednak tam przynajmniej jakoś chłodniej. W kieszeni tłuszczem mych rąk spływa dwudziestka – będzie na flipry. - Pasztet poproszę. Przystojna ekspedientka łypie okiem złowróżbnie. - Duży czy mały? Problem. Stara nie mówiła. - Mały. Będzie więcej na flipry. * Na zewnątrz z żarowego szczęścia można oszaleć. Spływam przez palący…