Opowiadania.pl · 6 min czytania
Z PAMIETNIKA RACHITYKA: POCIĄG.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Z PAMIĘTNIKA RACHITYKA: POCIĄG.
Znowu komicznie zasłaniając zeszycik siedzę w pociągu i próbuję coś stworzyć. Zawsze jest to coś nieokreślonego, po prostu Dzieło - nie inaczej jest i tym razem. Zaopatrzyłem się nawet w przyjemny długopis, żeby mi się fajnie pisało, ale z pisania jak zwykle gówno, gdyż Dzieło znów nie nadeszło. Wyjrzałem przez okno - a nóż znajdę tam jakiś pomysł. Co zobaczyłem? - Betonowy plac, jakieś sto na pięćdziesiąt z kałużą pośrodku. wśród tej beznadziejnej szarej geometrii, brudnobrązowa kałuża wyglądała jak gwóźdź do mojej trumny. "Beton" - myślę - "beznadzieja". Żeby chociaż w naturze coś się działo. O - przejechał pan na Wigrach 3. z twarzy podobny zupełnie do nikogo. Na jednym z końców placu (pociąg stoi w polu od pięciu minut, plac nawet nie wiem ile, oba nie wiadomo po co) stoi drzewo. Jak to nasze drzewa - bez liści i samotne. Słońce, którego nie widać próbuje je oświetlać, tworząc banalnie sztampowy efekt. O, ruszamy. Zaczyna przesuwać się przed oczyma panoramiczny kalejdoskop burych brązów i pogniecionych szarości, na tle mdłego blueboxu nieba. Tym razem nawet sarenek na łysych polach nie ma. O - cembrowina! Co może oznaczać szara, naga cembrowina pośród szczerego pola? Wiadomość dostępna tylko wtajemniczonym rolnikom - fizjonomicznym bliźniakom cembrowiny. I znowu stoimy w polu. Chwilę tylko, żeby jeszcze trudniej było odnaleźć sens postoju... Przyroda nie wydaje się dziś pomocna w stworzeniu Dzieła. Odwracam głowę od ekranu okna (jak w brazylijskim serialu - kiedy znów tam spojrzę, zobaczę dokładnie to samo co wcześniej) i ukradkiem spoglądam na współpasażerów. Parka. On i Ona, ona w ciąży. Co robi parka w pociągu - zgłębia komórkę i jej niezmierzone pokłady intelektualnej rozrywki. Szepczą coś do siebie czasem. Jaką historię mogą ze sobą nieść? On - nienajgorszy, wyżelowany, krótko ścięty - ot, jakich wielu. Ona z twarzy raczej hydra i na dodatek w okularach, które upodabniają ją do żaby Moniki, koleżanki Kulfona. Czy poznali się na wiejskiej dyskotece, ona spragniona jakiegokolwiek uczucia, on - jakiegokolwiek otworu - kto wie?? A może pod ich czaszkami kryją się zwoje mądrości niedostępne nikomu wcześniej? A może oni są kosmitami? Wszystkie możliwości to jakiś pomysł, ale wszystkie jakieś takie mizerne... A może ona nosi w łonie małego, rogatego karła, którego nazwą Garbaty Jaha, a pomiot ów stanie się najbardziej krwiożerczą bestią na wschód od Olsztyna?? - Niezłe, ale dziś piątek, a na dodatek Wielki Piątek, nie czas na mięsne historie... Obok parki kolesie. Jeden właśnie poszedł zajarać. Z woja jadą, ale jacyś tacy ucywilizowani. Zjedli se chrupki truskawkowe i siedzą, siąpiąc browary i oszczędzając słowa. Może już dzisiejszy limit wyrobiony... Korytarzem przetoczyła się pstrokata kulka Sokisty. O, i druga. Groźne mają miny. Drżą wszyscy niewinni i śmieją się złodzieje. A może i nie,