Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 5 min czytania

Z pamiętnika Sheiny... (13)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

List... (piąty miesiąc, trzeci tydzień, czwarty dzień)

„Noc... Błyskawice już dawno opuściły niebo. Szmer deszczu również ucichł kilka godzin temu. Udało nam się znaleźć w miarę suche miejsce. Oznaczało to, że nie lało nam się na głowę. Ogólnie byłyśmy tak przemoczone, że wszystko było nam jedno. Deszcz nie należał do najcieplejszych. I wiało. Pomyślałam, że jeżeli szybko nie znajdziemy jakiegoś schronienia to zachorujemy. Ja nie mogę sobie na to pozwolić... Alin i tak już kiepsko wyglądała. Półprzytomna, reagowała z opóźnieniem. Wciąż była w szoku. Zresztą ja też. Nadal nie miałam pojęcia, co to były za stwory... Nasze „suche” miejsce okazało się być wiekowym drzewem. Jego konary, długie i grube, słaniały się ku ziemi, tworząc coś w rodzaju namiotu. Samo drzewo było olbrzymie, a więc miejsca, gdzie się schroniłyśmy, było całkiem sporo. I było sucho. Tylko sporadyczne krople przedzierały się wśród gęstwiny liści. Na początku starałam się znaleźć jakiś krzemień i trochę suchego drewna. Drewno się znalazło. I nawet trochę suchych liści na rozpałkę. Gorzej było z krzemieniem. Kiedy skończyła się burza, a chmury nadal przesłaniały niebo, zrobiło się niewiarygodnie ciemno. Nie mogłam niczego znaleźć. I tak spędziłyśmy całą noc pod drzewem, przemoknięte do suchej nitki. W końcu zaczęło świtać. Chmury się przerzedziły. Niebo zabarwiło się na czerwono i purpurowo. Alin dała radę zasnąć. Jej sine usta nie wskazywały niczego dobrego. Trzeba będzie wrócić... Po nasze rzeczy. Rozpalić ogień. W chacie zostało trochę suchego drewna i krzesiwo. I jedzenie. O ile stwory tego wszystkiego nie zabrały. Kiedy podróżowałam sama wszystko było o wiele prostsze. Co nie znaczy, że byłam w podobnej sytuacji. Ale teraz byłam odpowiedzialna nie tylko za siebie... Alin już się trzęsła. Będzie chora. To pewne. Trzeba będzie zaryzykować... Postanowiłam poczekać, aż się trochę rozjaśni. Teraz problemem okazało się znalezienie drogi powrotnej. Wiedziałam, z jakiego kierunku przybiegłyśmy. Nie byłam jednak pewna co do tego, czy podczas biegu nie skręcałam. Kiedy słońce już wzeszło obudziłam Alin. Była rozpalona i bardzo osłabiona. Postanowiłam, że pójdę sama. Jakby przyszło do biegu nie poradziła by sobie. Udało mi się tym razem znaleźć parę dorodnych krzemieni i rozpalić małe ognisko. Jak najszybciej ruszyłam. W dzień…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%