Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 8 min czytania

Z pamiętnika Sheiny... (19)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pierwsza konfrontacja... (piąty miesiąc, piąty tydzień, piąty dzień)

„Evris, evral, evres... Neval nenet den sel… Usel estel vin el. Dis fil... den sen... Vill mehr...

Te słowa już od jakiegoś czasu mnie prześladują. Postanowiłam je w końcu zapisać. Nawet nie wiem czy poprawnie... Wiem tylko tyle, że to jeden z tych starożytnych martwych języków. Być może to ten najstarszy... Wcale bym się nie zdziwiła. Wszystko jest takie dziwne... Czułam się nieco niemrawo. Siedziałam na tarasie, skąpana w słońcu, przykryta kocem z bezwładną prawą ręką. I nieco w szoku. Jeszcze mi nie przeszło... Leżałam nieprzytomna przez kilka dni. Pamiętam tylko urywki, niewyraźne i zamazane. Następowały jeden za drugim, ale wiem, że dotyczyły różnych dni i pór dnia. Przytomniałam na chwile, żeby coś zjeść, czegoś się napić. Zmiany opatrunków też pamiętam. I rozmowy. Dwa przyciszone głosy. Nie pamiętam, o czym, ale wtedy wiedziałam kto z kim. Mimo wszystko po całkowitym przebudzeniu doznałam szoku... Przez długie godziny, jak mi się zdawało, wpatrywałam się w sufit. Już niemal od razu przekonałam się, że ruszać się z miejsca nie warto. Ból lewej ręki skutecznie przyszpilił mnie do łóżka. Nawet kręcenie głową było ryzykowne. Więc patrzyłam na sufit, zżerany przez korniki. Zaczęłam nawet liczyć słoje w drewnie. W końcu ktoś wszedł. Cicho zamknął za sobą drzwi. I tu nastąpił szok... - Wen vesel, Surlevall. Dzień dobry. Przywitał mnie pogodny i bardzo melodyjny głos. Jasna, przystojna twarz wręcz promieniowała optymizmem i pogodą ducha. Jasne długie włosy, jak zawsze, związane w luźny warkocz i jak zawsze kilka niesfornych kosmyków wymknęło się ze splotu. Szarozielone oczy i szpiczaste uszy tylko utwierdzały fakt, że ów osobnik był Wysokim elfem z Wielkiego Wschodniego Boru. I moim Opiekunem. Riviln podszedł do łóżka, klęknął obok przyglądając się bacznie. - Jak się czujesz? Ma irytujący zwyczaj nazywania mnie „Surlevall”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza wodę. Wiadomo z jakich powodów... Nie raz prosiłam go, żeby tego nie robił. Zawszę kwitował to pogodnym uśmiechem. - Proszę cię... - Nie wydajesz się być zachwycona z mojej obecności – ton był lekki, żartobliwy. Westchnęłam. - Proszę cię, powiedz mi, że jesteś tu sam... Jego uśmiech zmienił się, złagodniał. - Nie jestem. Od pewnego czasu razem cię szukamy. O czym zresztą wiesz. - Bardzo był zły? Od momentu mojej ucieczki rozmawialiśmy po raz pierwszy. Szczerze mówiąc zapomniałam już, jak bardzo brakowało mi tego pogodnego uśmiechu i łagodnego oblicza. Riviln był jedną z bardzo niewielu osób dokładnie orientujących się w sytuacji. Prawdziwy przyjaciel. Często zastanawiałam się, jak tych dwóch mogło się polubić. Mroczne elfy zieją nienawiścią do wszystkiego, co żyje na powierzchni, a w szczególności do Wysokich elfów, które przyczyniły się do ich wygnania pod powierzchnie. Ale Shae był bardzo nietypowym Drowem. - Był zły. A jeszcze bardziej, kiedy ostatnio nam uciekłaś. Teraz, przez te dni, chodził jak nieprzytomny – zaśmiał się cicho. – Wszyscy schodzili mu z drogi. Zwłaszcza Władająca. Gdy go zobaczyła to miała już na języku odpowiednie zaklęcie. Mało brakło, a by się pozabijali. To wywołało mój uśmiech. Władający od wieków prowadzili krucjaty przeciwko Mrocznym elfom. - Ale też bardzo pomogła w twoim leczeniu. - Jak mnie znaleźliście? W tym momencie spoważniał. Rzadko to się zdarzało. Wskazał na zabandażowane ramię. - Pamiętasz co ci powiedziałem o więzi pomiędzy Strażniczkami a Opiekunami? Może i pamiętałam, ale wtedy miałam mętlik w głowie. Ciężko mi się myślało. Nie byłam w stanie złapać odpowiedniej myśli. Wiem, że mi mówili, coś ważnego... - O tym, że odczuwamy ból naszej Strażniczki, tylko silniej? Naprowadził nas na ciebie. Akurat byliśmy w pobliżu. Ten ból spowodował, że straciłam przytomność... Jak oni to wytrzymali? Tak,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Z pamiętnika Sheiny... (19) — czytnik · opowiadania