Fantasy · 9 min czytania
Z pamiętnika Sheiny... (23)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Z pamiętnika Sheiny... (23)
Dni pełne niespodzianek ... (szósty miesiąc, trzeci tydzień, pierwszy dzień)
„Jestem taka zmęczona... Minął kolejny męczący dzień pełen treningu i wzajemnego przekomarzania się. Mam dość. Chce odpocząć w samotności i się stąd już wyrwać... sama. Ale gdziekolwiek się nie ruszę Oni pójdą za mną. Nie ufają mi. Sądzą, że znowu gdzieś ucieknę. Mają rację... Ale nie dziś i nie jutro. Chcę odpocząć...
Ogólnie rzecz biorąc ostatnie dni były pełne niespodzianek. Zaraz po tym, jak zaczęłam zaznajamiać się z mieczem wyszła na jaw prawda o moim łuku. Zawszę starałam sobie wygospodarować czas tak, żebym miała siły na trenowanie strzelania. I jak zawszę, kiedy gdzieś się sama udaje, poszedł za mną ogon, który miał irytujący zwyczaj przyglądania mi się, jak strzelam. I odpowiedniego komentowania tego. W ten dzień miałam jakiegoś szczególnego pecha i nie za często trafiałam w cel, nie mówiąc już o samym jego środku. - Rozpraszasz mnie Shae... - Staram się jak mogę. Westchnęłam. - Przynajmniej mógłbyś nie komentować, jak już musisz tu stać. - A ty myślisz, że w ogniu walki będziesz miała cisze i spokój? I może jeszcze czas na zastanowienie się czy trafić czy może nie? A może jeszcze potrzebujesz czasu na wyrzuty sumienia? I na przypudrowanie nosa. Już zaczęło się we mnie gotować... - Nie bądź taki dowcipny i przymknij się z łaski swojej... - Nie ma mowy. Wiesz jak bardzo lubię z tobą rozmawiać – i się uśmiechnął, zdecydowanie zbyt złośliwie. Odsapnęłam. To nie sposób. Muszę nauczyć się go ignorować. Nałożyłam kolejny pocisk i naciągnęłam cięciwę. Nadal sprawiało mi to trochę kłopotów, lecz z dnia na dzień było coraz lepiej. Wycelowałam i wypuściłam strzałę. Ręka mi się zatrzęsła i pocisk poszybował gdzieś na prawo od drzewa, w które celowałam. Spodziewałam się teraz jakiejś kolejnej złośliwej docinki, ale nie. Aż zdziwiona odwróciłam się w jego kierunku. I tu niespodzianka; On już za mną stał. - Wyprostuj się – mruknął. – Robisz dwa błędy. Naciągnij łuk. Patrz przed siebie. Zrobiłam to, co powiedział. Szczerze zdziwiona jego spokojnym głosem, w którym nie było ani nutki złośliwości. - Tu powinnaś mieć wyprostowane – po czym chwycił mnie za łokieć prawej ręki i uniósł do góry. – Musi być linia prosta; bark z ramieniem. I łokieć lewej ręki całkowicie wyprostowany. Nachylił mi się nad uchem. Dziwnie się poczułam. - W ten sposób masz większą kontrolę nad strzałą. Teraz spróbuj. Strzeliłam. W sam środek. I o dziwo poszło mi znacznie lżej. Spojrzałam na niego. Ale bynajmniej nie spodziewałam się jakieś pochwały, czy czegoś w tym stylu. Podczas ćwiczeń z mieczem nigdy nie przyznał, że coś dobrze zrobiłam; nigdy nie pochwalił. Wręcz przeciwnie. Zaraz mi udowadniał, że tak naprawdę nic nie umiem. - Swoją droga skąd masz taką broń? Mogę? Zazwyczaj Shae się nie pytał, czy coś może czy nie. Po prostu robił. Ale jeżeli chodzi o broń to istniała taka niepisana zasada, która nakazywała zapytać właściciela, zanim wzięło się do ręki nie swoją broń. Podałam mu łuk. Kiedy go chwycił zrobił dziwną minę. Potem się lekko uśmiechnął. Inaczej, z takim zamyśleniem. A może mi się wydawało. Napiął, wycelował, wystrzelił. - Wspaniała broń – mruknął. – Wiesz co to jest? - Nie. - To Kainze’ghen. Nie zdziw się, jak będziesz musiała go oddać. Nie chciałam go oddawać. Ale w pewnym sensie nie należał do mnie. I być może jeszcze nie urodził się ten, którego by ta broń zaakceptowała. Jak na razie był zwykłym łukiem. Tego samego jeszcze dnia toczyła się dyskusja na temat, czy zostawić łuk w moich rękach, czy może zawieść go do najbliższego obozu Walczących. O dziwo Shae przekonywał wszystkich, że lepiej będzie jak ja go będę miała. W razie czego będzie wiadomo gdzie go będzie można znaleźć, jak będzie szukany. Poza tym, jak On to stwierdził, nikt nie zrobi w tej chwili z niego większego użytku niż ja. Nie do końca rozumiałam, co miał na myśli. Dopiero kiedy zobaczyłam, jak Daishuu i Serel próbowali z niego strzelać. Mieli z tym poważny problem. Nie mogli do końca napiąć cięciwy. Byli niezwykle zdziwieni, że mi to tak łatwo idzie. Chociaż nie widziałam, żeby Shae miał z tym problem. - Natura Kainze’ghenów jest bardzo kapryśna - stwierdził.
Inna niespodzianka wywołała niemałe spięcie pomiędzy Vienem, Shae a Seleną. Następnego dnia po…