Fantastyka · 9 min czytania
Z pamiętnika Sheiny... (37)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Z pamiętnika Sheiny... (37)
Bór... (siódmy miesiąc, drugi tydzień, pierwszy dzień)
„Riviln nie spał długo, ale po przebudzeniu wyglądał jak nowo narodzony. Zresztą zauważyłam, że tutaj wypoczywa się o wiele szybciej. Kilka dni wcześniej Lilei powiedział nam, żebyśmy nie wychodziły na zewnątrz po zmroku. Nie wspomniał dlaczego. Ale powiedział to dziś. Dzień jeszcze się nie obudził, kiedy zbieraliśmy się do drogi. Przez dłuższą chwilę oba elfy rozmawiały w samotności w niezrozumiałym dla mnie języku. Na koniec objęli się po przyjacielsku i wyszli do nas. - Musicie się trzymać bardzo blisko siebie. Las jeszcze śpi i nie lubi być zbudzony zbyt wcześnie. Lilei miał poważna minę. - A co to znaczy „nie lubi być zbudzony zbyt wcześnie”? Riviln się uśmiechnął. - Trzeba się tu urodzić, by to zrozumieć. - Prawda – dodał Lilei zamyślony. – Len’der Erann. Men der Ersell viedel na. - Len’der Erann… Wyszliśmy w budzący się las. Lilei odprowadził nas wzrokiem. - Do zobaczenia! Krzyknęłam, ale nie odpowiedział. Zastanawiałam się przez chwilę, czy jeszcze kiedyś się spotkamy. Miał taki nieobecny wzrok, kiedy mijaliśmy drzwi. I był dziwnie poważny. Zaczęło mnie zastanawiać o czym rozmawiał z Rivilnem. - Udamy się do najbliższego punku obserwacyjnego, to jest kilka godzin drogi stąd, pod warunkiem, że nie zdarzy się nic niezwykłego. - Czyli na przykład co? – to były pierwsze słowa jakie Selena wymówiła dzisiejszego dnia. Nie wyspała się. Zbyt przyzwyczaiła się do późniejszego wstawania. Zresztą Alin również wyglądała na półprzytomną. Szliśmy gęsiego, jeden za drugim. Riviln prowadził, ja szłam jako druga, Władająca zamykała pochód. Co jakiś czas przypominał nam, byśmy się nie rozdzielali. W nocy Wielki Wschodni Bór wyglądał zupełne inaczej niż za dnia. I bynajmniej nie sprawiał wrażenie uśpionego lasu. Wszędzie dookoła nas słychać było drobne szmery, delikatne dźwięki, czasem wydawało mi się, że słyszę cichy śmiech. Małe, różnokolorowe ogniki pojawiały się to tu to tam, przybliżając się i oddalając. Może miały nadzieję, że za nimi pójdziemy? Po pewnym czasie dotarliśmy do niewielkiego jeziorka. Musiałam się na chwilę zatrzymać. Nad taflą wody unosiły się jasnoniebieskie ogniki, właściwie to tańczyły nad wodą, oświetlając ją krótkimi rozbłyskami. Wyglądało to przecudnie. Jedne zanurzały się w wodzie, inne się z niej wyłaniały. A jeszcze inne znikały gdzieś wysoko nad wodą. To mi przyniosło na myśl pytanie. - Co by się stało, gdybyśmy się rozdzielili? Oprócz tego, że byśmy się pogubili? Riviln chwilę milczał. Odpowiedział dopiero wtedy, kiedy ruszyliśmy w dalsza drogę. - Są tu takie stworzenia, które nie tolerują obecności człowieka. W dzień to co innego, ale teraz… - spojrzał mi prosto w oczy. – Nawet teraz jesteśmy obserwowani. Jesteście bezpieczne tylko dlatego, że jesteście ze mną. - I tak jest tylko w nocy? Ładnie… Właśnie wtedy przyszło mi do głowy, co by to było, jakbyśmy nie znalazły przypadkiem chatki Lileia. Riviln chyba pomyślał o tym samym. - Dlatego się rozdzieliliśmy. Shae jest jeszcze bardziej niemiło widziany tutaj od was. - Na pewno by sobie poradził… Elf pokręcił przecząco głową. - Gdyby tak było nie martwił bym się, i byśmy nie wyruszyli tak wcześnie. - Ach! – sapnęła Selena. – To moje niewyspanie zawdzięczam temu… temu… - spojrzała na mnie. – Same kłopoty tylko. Cieszę się, że już niedługo się pożegnamy. - Też bardzo się cieszę. Selena wraz z Alin zostają w Nanaderkh’en. Już na stałe. Zastanawia mnie trochę, dlaczego Władająca nie chce wrócić do Karanelu, albo dlaczego nie może. Ale najprawdopodobniej nie zdradzi się z tym ani słowem. Cóż za ulga, że w końcu się jej pozbędę. - Więc dlaczego Shae nie zatrzyma się na krawędzi Boru? - Bo nie wie, że cię znalazłem. Westchnęłam. Coś mi tu nie pasowało. - On przecież zdaje sobie sprawę z tego, że tu dla niego jest niebezpiecznie. - Oczywiście, ale – znów na mnie spojrzał, miał poważną minę – przede wszystkim jest zobowiązany do chronienia ciebie. Jego bezpieczeństwo i życie jest na drugim miejscu… W tym momencie zrobiło mi się po prostu głupio. A może zaczęło to wszystko do mnie docierać. W końcu niby o tym wiedziałam, ale tak jakoś… - Wcale się o to nie prosiłam… Nie chce, by ktokolwiek przeze mnie cierpiał… Zapadła niezręczna cisza. Ja sobie nie zdawałam sprawy z tego, jak bardzo jest tu niebezpiecznie i niegościnnie dla Mrocznego elfa. Nie wiedząc czemu,