Fantasy · 7 min czytania
Z pamiętnika Sheiny... (45)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Z pamiętnika Sheiny... (45)
... (siódmy miesiąc, drugi tydzień, czwarty dzień)
„Z balkonu rozciąga się przepiękny widok na cały wąwóz. W zachodzącym słońcu woda mieni się w bardziej przygaszonych kolorach. Lecz nadal drobne kropelki wody, unoszące się nad wodospadami odbijają świetlne refleksy. Póki nie zajdzie słońce. Część kanionu wygląda już tak, jakby zawitała do niego noc. Ale to wcale nie sprawiło, że te miejsca stały ciemne i niedostępne. Po kolei, jedna za drugą zapalały się lampki czy też pochodnie. Choć blask, jaki wytwarzały nie przypominał ognia. Raczej jak gdyby w szklanym naczyniu zamknięto ogromnego świetlika. Za dnia przechodziłam obok niejednej takiej lampy. I nic w środku nie było – pusta przestrzeń. Wyglądały jak krzewy, o żółtawych liściach, pomiędzy którym znajdywała się szklana kula. Ciekawa jestem, na jakiej zasadzie to działa. Zresztą zauważyłam, że większość rzeczy tutaj funkcjonuje w niewytłumaczalny dla mnie sposób. Na przykład w każdym pokoju jest malutki kącik, z lustrem i z taką samą kulą zawieszoną nad nim i z tajemniczym urządzeniem, z którego leciała woda. Niby nic dziwnego. Można by pomyśleć, że to taki rodzaj studni. Ale w każdym pokoju? Zresztą nigdzie nie widziałam żadnych pomp, które ową wodę mogłyby wtłoczyć. Pamiętam, jak kiedyś starsi mojej wioski zapragnęli mieć fontannę na środku placu targowego. Nie była zbyt duża czy tam okazała. Ale problem polegał na tym, że w tym akurat miejscu, w którym sobie wymyślili nie było żadnej wody. Nawet najbliższa studnia znajdywała się dosyć daleko. Było całkiem zabawnie móc obserwować, jak połowa miasteczka głowiła się nad tym, jak doprowadzać stale wodę do tej fontanny. No i w końcu wymyślili, ale oprócz pięknej ozdoby, na targowisko pojawiła się ogromna pompa, która też nie zawsze działała. Tutaj natomiast nie zauważyłam żadnych mechaniczny urządzeń. Po prostu przesuwa się lekko taką małą dzwignie i woda sama leci do czegoś w kształcie misy, przymocowanej do ściany. Bardzo ładnej zresztą, ze zdobieniami w postaci motywów roślinnych. Zresztą wszędzie było ich pełno, a cały pokój pachniał kwiatami. Byłam niezmiernie zadowolona, kiedy już mogłam się położyć i odpocząć. W tym miejscu, które w świecie ludzi nazwałabym gospodą lub zajazdem, zatrzymują się nieliczni podróżnicy, którzy w jakiś celach podążają w głąb krainy elfów. W większości są to kupcy lub też posłańcy. Nasze przybycie było czymś raczej niezwykłym. Zaraz po otwarciu bramy Neiwa, bo tak się nazywała elfica, która nas przywitała, powiadomiła nas, że nasze pokoje są już przygotowane, a ona osobiście nas do nich zaprowadzi. Owe miejsce znajduje się w ludzkiej, że tak powiem, części miasta. Elfy nie chciały nawet widzieć Mrocznego, a co dopiero gościć go pod swym dachem. Dlatego też niewielu z nich przyszło pod bramę. W większości byli to ludzie. Wpatrywali się w nas w takim dziwnym skupieniu. I nagle, jeden za drugim zaczęli się kłaniać w naszą stronę. Poczułam się bardzo nieswojo, zwłaszcza, że wszyscy patrzeli się na mnie! - Riviln, o co tu chodzi? – zapytałam szeptem, targając go za rękaw, jak małe dziecko, kiedy się czegoś wystraszy i koniecznie chce zwrócić na siebie uwagę. - To dla ciebie, Strażniczko – mruknął Shae. - Tutaj wszyscy wiedzą, kim jesteś i jakie dźwigasz brzemię – dodał Riviln. - Dokładnie. Nie ukryjesz się, ani też nie wymkniesz niepostrzeżenie – zakończył zgryźliwie Mroczny. - Super – skwitowałam. Wcale nie miałam zamiaru…