Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 19 min czytania

Z pamiętnika Sheiny... (48)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Minithriell... (siódmy miesiąc, drugi tydzień, szósty dzień)

„Obudziłam się z krzykiem na ustach. Serce galopowało jak oszalałe. Przeczesałam ciemny pokój wzrokiem, doszukując się ruchomych ceni Zła. Lecz byłam sama. Ten fakt dopiero po chwili do mnie dotarł. Lecz uczucie panicznego strachu zniknęło znacznie później. Kiedy sobie uświadomiłam ostatecznie, że jestem nigdzie indziej jak w bezpiecznym pokoju, próbowałam sobie przypomnieć, co mi się śniło. Co mnie tak wystraszyło. Zobaczyłam tylko kompletną pustkę w swej pamięci. Sen przestał istnieć wraz ze swym końcem. Odechciało mi się spać. Zapaliłam świece na stoliku i zaczęłam wpatrywać się w płomień. Uczucie strachu i niepewności wyniesione ze snu opuszczało mnie bardzo powoli. Zbyt wolno. Wstałam ostatecznie z łóżka, podeszłam do otwartych drzwi balkonu. Była piękna, gwieździsta noc. Ciepły delikatny wiaterek wpadł do pokoju, niosąc ze sobą zapach wodospadu. Czułam znużenie i zmęczenie, ale bałam się zasnąć. Nocny spacer? Czemu nie. Lecz tym razem zdecydowanie postanowiłam skorzystać z drzwi. Nie specjalnie się starałam o zachowanie ciszy otwierając czy zamykając drzwi. Zresztą nie skrzypiały. Zeszłam nieśpiesznie na dół. Tam, ku mojemu zaskoczeniu Shae wraz z Rivilnem siedzieli przy pucharze znakomitego elfickiego wina, rozmawiając szeptem. Ledwo tylko ich dojrzałam przerzucili na mnie swoje zdziwione spojrzenia. - Idę się przejść – rzuciłam krótko. Czułam po prostu, że teraz to jest mi najbardziej potrzebne. - W środku nocy? Głos Rivilna, nieco przemęczony był wyraźnie zdziwiony. Zatrzymałam się przy stoliku, przy którym siedzieli. Uśmiechnęłam się lekko. - To nie ja tutaj powinnam iść spać. Elf odpowiedział lekkim uśmiechem. Riviln wrócił z wyprawy kilka godzin wcześniej. Dowiedziałam się jedynie, że zdołali z pomocą Władającej uśmiercić kilku Ożywieńców. Natomiast Selena i Alin znalazły sobie idealne miejsce na wspólne zamieszkanie. Uświadomiłam sobie, przechodząc przed drzwi gospody, że od dłuższego już czasu nie widziałam ani jednej ani drugiej. Przeczucie mówiło mi, że już niebawem opuszczę to miasto. Więc zanim to się stanie postanowiłam się zobaczyć z Alin. Choć nie byłam do końca przekonana, czy zostawiam ją w dobrych rękach, ale na chwilę obecną najlepszych. I, najprawdopodobniej już nigdy się nie zobaczymy. Dotarłam do miejsca, z którego rozciągał się przepiękny widok na wodospad. O dziwo było to to samo miejsce, w którym byłam razem z Shae. Na to wspomnienie przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Postanowiłam sobie, że nie będę myśleć za wiele na ten temat. Zbyt wiele dziwnych myśli przechodziło mi do głowy, jako powody takiego zachowania. Przeprosiny? Mroczny elf przeprasza? Przecież to się wzajemnie wyklucza. I jeszcze w taki sposób. Nie pasowało mi to po prostu. Wgłębianie się w przyczyny takiego zachowania wprowadzało tylko mętlik do moich myśli, które i tak były już wystarczająco zmącone. Wypatrzyłam pięknie rzeźbioną ławeczkę i z przyjemnością usiadłam na chłodnym drewnie. Przez chwile, nie myśląc zupełnie o niczym wpatrywałam się w świetlne refleksy, odbijające się w spadającej wodzie. Za parę dni księżyc będzie w pełni. - Kłopoty ze snem? Gdzieś z boku odezwał się ciepły aksamitny głos. - Tak – odpowiedziałam bez namysłu. Głos był mi nieznany, jak i jego właścicielka, którą okazała się złotowłosa elfica, stojąca dokładnie naprzeciwko mnie. W świetle księżyca jej włosy lśniły miękkim blaskiem, oczy iskrzyły się soczystą zielenią. Wyglądała trochę jak zjawa. Wiatr muskał jej zwiewne szaty, w które były wplecione drobinki kryształu. Wyglądało to tak, jak by cały materiał iskrzył tysiącami gwiazdek, o lekko przytłumionym blasku. - Mogę usiąść? - Oczywiście. Dookoła niej wyczułam delikatną woń kwiatów, których na pewno nie znałam. Przez chwile milczała, wpatrując się w księżyc. Trochę głupio mi było. Bezczelnie gapiłam się na nią, zastanawiając się czy oby na pewno nie jest zjawą, albo lepiej; wytworem mojego zmęczenia. - Dopiero niedawno dowiedziałam się, że jesteś w Nanaderkh’en. Uznałam, że to doskonała okazja, by ciebie choć trochę poznać i porozmawiać. Spojrzała na mnie, prosto w oczy i się lekko uśmiechnęła. Wiedziałam wtedy, że powinnam od razu wiedzieć, z kim rozmawiam, ale miałam pustkę w głowie. Milczałam, czekając na dalsze słowa. - Masz kłopoty ze snem? Koszmary? - Tak… Zająknęłam się lekko, zaskoczona. Kim jest ta kobieta? - To minie z czasem. Choć też zależy, czego dotyczą twoje sny. Znów spojrzała w księżyc. - Nie pamiętam nic z tego, co mi się śniło. Zaśmiała się cicho. - Przepraszam, nie przedstawiłam się. Choć miałam nadzieję, że mnie poznasz. Wstała. - Minithriell Abigeil, Strażniczka Kamienia Pieczęci Ziemi. Dwornie się skłoniła, po czym znów cicho się zaśmiała i usiadła. Zaśmiała się głośniej, kiedy zobaczyła moją minę. - Nie wiem co powiedzieć… Było mi głupio, i to bardzo. Nie miałam zielonego pojęcia jak się zachować! Wstać i też się przedstawić? Ukłonić się? Obok mnie siedziała jedna ze Strażniczek!! - Na pewno masz parę pytań. Chętnie ci na nie odpowiem, jeśli będę w stanie. Jej pogodna i wzbudzająca zaufanie twarz, oraz spokojny, kojący głos zachęcał do rozmowy. Z głębi mnie wyrwało się jedno, jedyne pytanie, które zadawałam sobie codziennie, po kilka razy. - Dlaczego ja…? Minithrell zrobiła głębszy wdech, jakby szykując się na dłuższa rozmowę. - Nie jesteś zadowolona z roli, jaka ci przypadła w udziale w tym świecie? - Czy nie jestem zadowolona? – pokręciłam energicznie głową. – Cała moja rodzina i znajomi nie żyją. Zostałam sama. Z jakiś powodów banda nieumarłych próbuje mi cały czas odrąbać głowę, gdzie się nie ruszę dostaje baty. I nic z tego nie rozumiem! Jak można być z tego zadowolonym?! W miarę, jak potok słów wylewał się ze mnie, rosła we mnie irytacja i złość. Ostatnie zdanie wykrzyczałam. Widząc poważną twarz Strażniczki spuściłam głowę. - Przepraszam… - Wiem co się stało. Znam twoją historię. Westchnęła. - Popełniono kilka błędów, których skutków teraz doświadczasz. Mogę jedynie powiedzieć, że jest mi przykro, że tak to wszystko się potoczyło, i że tak to odbierasz, ale też nie dziwię się temu w ogóle. - Jakich błędów? - Pamiętasz w jaki sposób dokonał się twój wybór. - Tak, problem w tym, że ja niczego nie wybierałam. - Właśnie. Dawniej Strażniczkę wybierano świadomie. Kandydatki wiedziały, jakie zadanie ich ewentualnie w przyszłości będzie czekać. Wiedziały, z czym się wiąże rola Strażniczki, jeszcze zanim wybrały się do jednego z Wykutych Miast. Były tego świadome i zgadzały się na to – pokręciła głową. – Wtedy nie było kłopotu ze znalezieniem odpowiedniej osoby. Spojrzała w księżyc, jej głos nabrał siły. - Ale wszystko się zmieniło. Dziesiąte przejście. Od tej pory Kirserathill, Strażniczka Kamienia Pieczęci Ognia, nałożyła zakaz werbowania kandydatek na Strażniczki z rasy ludzi. Więc zostałyśmy we trzy, ja, Kirse i Anya. Sądząc, że Pieczęć Wiatru jest w jakiś sposób przeklęta, nie szukano od tamtej pory kandydatki na Strażniczkę Kamienia Pieczęci Wiatru. - Nic nie wiem na ten temat… - Ach, tak? – spojrzała na mnie zaskoczona. – Naina pochodziła z rasy ludzi. Sądzimy po prostu, że ludzki organizm nie jest w stanie na dłuższą metę wytrzymać przeciążeń, związanych z byciem Strażniczką. - Ale co się stało?? - Powiedzmy, że Naina… - urwała i skierowała wzrok w ziemię. - … oszalała. Spojrzała na mnie. W jej oczach był smutek. - To były złe czasy. Bratobójcza walka. Wolałabym wiele na ten temat nie mówić ci w tej chwili. Zwiesiłam głowę. - Ja tez pochodzę z rasy ludzi. Mnie też czeka szaleństwo? Minithriell przez chwile milczała. - Tego nikt nie wie. Naina nie była jedyną Strażniczką wywodzącą się z twojej rasy, ale jedyną, którą spotkał ten los. Być może wpływ na to miało coś zupełnie innego, niż pochodzenie. Potrząsnęła głową i uśmiechnęła się ciepło. - Nie masz się czego obawiać. Jak na razie wszystko jest w porządku. Lecz od tamtej pory ty jesteś jedyna Strażniczką z rasy ludzi. Co stało się przez pół przypadek. - Fajny mi pół przypadek – warknęłam. – Nikt się mnie nie pytał o zdanie, nikt mi nic nie powiedział! - Marien nie była do końca pewna, dlaczego Ishaimel ciebie zaatakował. Nie miała jedynie wątpliwości, że celem ataku byłaś konkretnie ty. Zagadkowe jest również to, dlaczego w ostateczności odpuścił. - A jakiż to inny mógłby być powód?? Wymordował mi całą rodzinę! Jaki mógłby być inny powód?! - Mogłaś być demonem. Zatkało mnie. Przez chwilę nic nie byłam w stanie z siebie wydusić. - Kiedy jeden z nich zostaje zabity, po trzystu latach znów pojawia się na świecie. A że demony nie mają swojej powłoki cielesnej, muszą opanować duszę i ciało człowieka. Taka osoba rodzi się już napiętnowana i nic nie jest w stanie zatrzymać tego procesu. Wiesz o tym prawda? Powoli przecząco pokręciłam głową, będą w coraz większym szoku. - To jest niewiarygodne. Takie podstawy powinnaś wiedzieć! Ech… - westchnęła. – Będę musiała zdaje się porozmawiać z twoimi Opiekunami. - Może paść na każdego człowieka, na byle kogo? Elfica pokiwała potakująco głową. - Człowiek już się rodzi ze złem w sobie. Lecz demon potrzebuje kilkunastu lat by opanować jego wolę, ciało i na koniec duszę. Czasem, by przyśpieszyć proces, pobratymcy atakują takie nienarodzone monstrum, jeśli mogę tak powiedzieć. - Rozumiem. Dlatego Marien miała wątpliwości. - Nie tylko ona. Fakt, że Ishaimel was nie dobił skłaniał do tego właśnie wniosku. Zamknęłam powieki. Przed oczyma stanął mi obraz, moment w którym zobaczyłam z dala Sul’lasill. I to dziwne uczucie,

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Z pamiętnika Sheiny... (48) — czytnik · opowiadania