Fantasy · 6 min czytania
Z pamiętnika Sheiny... (49)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Bezsenność... (dziewiąty miesiąc, drugi tydzień, siódmy dzień)
„Frustracja. To chyba dobre określenie. Irytacja. Też całkiem dobrze pasuje. Gniew, wściekłość. Ale coraz bardziej rezygnacja. Sądziłam, że to dobry pomysł by nauczyć się podstaw samoobrony w najlepszym miejscu, w Evehre’ester. Stąd pochodzą najlepiej wprawieni w walce z najbardziej wymagającymi przeciwnikami. Ale ja się do tego nie nadaję. Nawet po to, by się uczyć podstaw. A podstawy to sprawne ciało, szybki refleks, błyskotliwość w podejmowaniu decyzji. A tym czasem… już po raz trzeci w tym miesiącu mam połamane palce. Przedwczoraj znów mi się dostało. Nie wiem, za co… Jakie to szczęście, że moje ciało tak szybko się regeneruje. Jestem w stanie już teraz utrzymać pióro w ręce. Aż do następnego razu, kiedy znów przyjdzie mi trenować z tym sadystą. Czyli najdalej pojutrze. Nie chcę… Miejsce jest przepiękne, schowane w lesie. Nikt niepowołany nigdy nie będzie w stanie go znaleźć. Kwatery znajdują się na drzewach, wysoko nad powierzchnią ziemi. Nie jest to zbyt przyjemne dla tych wszystkich, którzy mają lęk wysokości. Zresztą, nikt nie powinien mieć tu żadnych lęków. A jednak… boję się. Boję się zasnąć, boję się każdego nowego dnia i nadchodzącej po nim nocy. Boję się koszmarów, które nawiedzają moje sny prawie codziennie. Czuję, jak wysysają ze mnie energię, siłę, pewność siebie. To już będzie trzecia noc, której nie prześpię. Jak tylko zamknę oczy widzę obrazy, które po ich otwarciu nie chcą zniknąć. Najstraszniejsze, najmroczniejsze. Podświadomość mieszając przeszłość z obecnymi lękami i wątpliwościami stworzyła potwora. Ale w tych snach jest coś jeszcze. Przyszłość, którą widziałam raz jeden jedyny. Straszną przyszłość… Skąd wiem, że to nie jest tylko wytwór mojej chorej wyobraźni? Wiem, niestety wiem… Z zadziwiającą łatwością przychodziło mi nie zasypianie. Po prostu gapiłam się cały czas w sufit, lub w niebo za oknem, wsłuchuję się w szum liści, albo inne drobne hałasy wydawane przez mieszkańców Evehre’ester. Tak było pierwszej nocy. Następny dzień minął dość szybko. Nic się nie wydarzyło, jedynie czułam lekkie ogłupienie; niektóre zdarzenia docierały do mnie z opóźnieniem. Nie raz zdarzało mi się nie przespać jednej nocy, więc nie było to dla mnie nic nowego. Lecz pod koniec dnia niemal ścięło mnie z nóg. Przyszło zmęczenie, ale jednak nie aż tak duże, by zmusiło mnie do zaśnięcia. Druga noc upłynęła pod znakiem walki z samą sobą, ze zmęczeniem i chęcią odrobiny snu. Gdyby nie pamięć, o koszmarach być może bym zasnęła. Dlaczego muszą mnie nawiedzać te…