Fantasy · 7 min czytania
Z pamiętnika Sheiny... (5)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Z pamiętnika Sheiny... (5)
Miasto... (piąty miesiąc, pierwszy tydzień, pierwszy dzień)
„Doszłyśmy nad brzeg Duriny. Na tej wysokości jej biegu jest już potężną, zabójczą rzeką. Po drugiej stronie przycupnęło miasteczko. Nie dokładnie nad samym brzegiem – to by było istne samobójstwo. Miasto to żyje z transportu rzecznego. W okresie letnim, kiedy rzeka jest spokojniejsza i kiedy Luminar nie ma wpływu na wody powierzchniowe, podróż łodzią jest możliwa i względnie bezpieczna. My nie będziemy z niej korzystać. Jak również nie zatrzymamy się w samym mieście... Jak tylko dotarłam w pobliże niewielkich murów miasta coś poczułam... Coś znajomego. Nie mogłam sobie przypomnieć co. W dniu, w którym opuszczałam Sul’lasill obiecałam sobie trzymać się z dala od moich „przeczuć”. Nie mogłam tego wytłumaczyć Alin. Wyglądała na nieszczęśliwą i zawiedzioną, kiedy jej powiedziałam, że jednak nie spędzony nocy pod suchym dachem. Przez ostatnie dni cały czas padało. Przejęła to do wiadomości bez żadnych zastrzeżeń. Jeszcze wczoraj myślałam, że się tu rozstaniemy. Alin niespodziewanie zmieniła zdanie. Stwierdziła, że to miasto jest dla niej za duże. Wcale się nie dziwię. Wychowała się w małej społeczności. Taka ilość ludzi i zabudowań w jednym miejscu na pewno ją przeraża. Ale i też na pewno fascynuję i ciekawi. To było zresztą widać. Plus całej sytuacji polegał na tym, że w końcu zjemy coś innego niż królicze mięso. Alin okazała się też być pomysłową kucharką, co znacznie urozmaiciło mój dotychczasowy jadłospis. Ale nawet ona miała dość już królików. Podczas przygotowywania posiłków okazało się, że niedługo skończy się sól. Herbata, cukier, przyprawy również były na wyczerpaniu. Postanowiłam, że następnego dnia wyprawimy się jednak do miasta, by uzupełnić zapasy. Zawsze zaopatrywałam się na jedną osobę. Teraz jest nas dwie. W zamian zazwyczaj oferuje dorodne królicze futro, które ma swoją cenę. - Jak masz zamiar przeżyć zimę – zapytała mnie niespodziewanie. Jesień rozpoczynała się już niedługo. Myślałam o tym, żeby zatrzymać się w jakieś małej miejscowości. Albo przycupnąć gdzieś, w cieniu Gór Smoków. Tam zima trwa bardzo krótko. Jest również bardzo łagodna. Ale licząc czas nie zdążę dotrzeć tam przed nadejściem mrozów – by zrobić zapasy, zorganizować jakieś schronienie. Możliwe, że Oni mnie wtedy dogonią... Westchnęłam tylko. Ona nie musi się o to martwić. W tym czasie będzie wygrzewać się przy ognisku w nowym domu... Obozowisko rozbiłyśmy w dość ponurym miejscu. W ruinach. Kiedyś było to wspaniałe miasto. Leżało na obu brzegach Duriny. Nadszedł wtedy czas, zwany w historii jako Czwarte Przejście. Bezpardonowe starcie obrońców świata z Demonami. Świat ocalał, lecz wielu zginęło. Wiele miast pochłonęła walka. Cendr’en było jednym z nich. Teraz te ruiny są milcząca pamiątką tamtych wydarzeń. Zarośnięte, zaniedbane, zapomniane, teraz goszczą jedynych od kilkunastu wieków mieszkańców. Ale przynajmniej znalazłyśmy suche schronienie. Noc przebiegła spokojnie. A z samego rana wybrałyśmy się do miasta. Zawszę co do większych skupisk ludzkich mam mieszane uczucia. Nie ufam ludziom, a zwłaszcza tym w wielkich miastach. Ciągła pogoń za pieniądzem robi nie raz z nich potworów, gotowych na wszystko. A dwie, drobne dziewczynki to znakomity i prosty łup. Przestrzegłam przed tym Alin, jak również o tym, by się trzymała