Fantastyka · 9 min czytania
Z pamiętnika Sheiny... (51)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Chwila prawdy... (dziewiąty miesiąc, trzeci tydzień, drugi dzień)
“Los jest ironiczny. Powtarzałam to wielokrotnie i będę wciąż powtarzać. A ludzie wokoło cały czas próbują mi wmówić, że mam wpływ na swoją przyszłoś i teraźniejszość. W chwilach takich, jak te, siedząc na drzewie od kilku godzin, nerwowo się rozglądam za Karikiem, bądź moimi towarzyszami, myślę, że to jest bzdura. Los sobie ze mnie zakpił. Nie pierwszy i nie po raz ostatni. I zaczynam mieć tego serdecznie dosyć! Tym razem nie musiałam błagać drzewa, by pozwolił mi się na nie wspiąć. Siedziałam tam, wciąż nasłuchując. Lecz las pozostawał cichy i niewzruszony. Po raz kolejny przypomniałam sobie zasadę: kiedy się zorientujesz, że się zgubiłaś, zostań tam. Zostałam i czekam. Kolejne godziny minęły, zrobiłam się po prostu głodna i spragniona. Siedzenie na drzewie prawie w bezruchu też nie jest przyjemne, na dłuższą metę. Prawdę mówiąc po prostu zaczęły cierpnąć mi kończyny. Uczucie jakby stado mrówek pędziło po stopach. Zeskoczyłam z drzewa, nadal się rozglądając powoli ruszyłam przed siebie. Wiedziałam, gdzie jest najbliższe źródełko. W ogóle mogłabym narysować mapę rozlewisk wodnych w okolicy. Wiedziałam też, że wilgoć w powietrzu się zwiększyła, a zbierające się chmury tylko potwierdzały moje przeczucia. Zbliżał się deszcz. Deszcz, który zatrze wszelkie ślady kogokolwiek. Tak czy inaczej, postanowiłam znaleźć coś do jedzenia. To, co udało mi się zabrać z obozowiska nie nadawało się do jedzenia. Łuk, strzały i... mapa. Nawet nie wiem, w jaki sposób znalazła się w mojej ręce. Przyglądałam się jej siedząc na drzewie i nie potrafiłam odczytać. Było na niej zaznaczone kilka znaków charakterystycznych, jak wzniesienia, albo charakterystycznie wyglądające drzewa, ale przecież mapa była zła. Nie mogłam się nią kierować. Zresztą i tak nie wiedziałam jak. Wyglądała zupełnie inaczej, niż mapy kreślone przez ludzi. Kiedy dotarłam do źródełka zaczęłam się zastanawiać nad tym, co dalej. Pamiętałam, że w pobliżu Warowni płynie całkiem spory strumyk. Musiałabym go znaleźć. I to jak najszybciej. Kiedy rozpocznie się ulewa moje zdolności, co do wyczuwania wody będą zawodne, póki ziemia nie przyschnie. Niestety żadnego strumyka nie było w pobliżu. Więc ruszyłam przed siebie. Byłam wręcz przekonana, że elfy poradzą sobie, odnajdą drogę powrotną. Z drugiej strony, miałam nadzieje, że wcześniej mnie znajdą. Być może spotkamy się w drodze powrotnej, kiedy znajdę już ten strumyk. Bór był cichy i spokojny. Można by śmiało powiedzieć: cisza przed burzą. Dosłownie i w przenośni. Chmury zasłoniły całkowicie niebo. Z każdą upływającą minutą nabierały coraz ciemniejszego koloru. W tym momencie nie myślałam już o znalezieniu strumyka, a bezpiecznego schronienia przed ulewą. Właściwie, dlaczego tak panikowałam. Co mogło by mi się stać? Przez wiele miesięcy tułałam się po różnych lasach, mając do czynienia z różnymi niebezpieczeństwami i zawsze sobie radziłam. Odkąd moim Opiekunowie się mną "zajęli", zaczęłam zbytnio polegać na innych. Niemal wpadać w panikę, jeśli kogoś nie było w pobliżu. Rozleniwiłam się! Radziłam sobie wtedy, kiedy przez nimi uciekałam poradzę sobie i teraz, zwłaszcza, że wiem więcej i więcej potrafię. Tak to już jakoś jest, że jak czujemy, że możemy na kimś polegać - rozleniwiamy się, zaczyna się nam wydawać, że sami sobie z niczym nie poradzimy. A to nie prawda. Nie mogę całe życie myśleć, że zawsze ktoś będzie stał przy mnie, pilnując moich pleców. Co ma być to będzie! Jeśli mam dziś zginąć w tym lesie, to się tak stanie. Jeśli mam walczyć sama to będę. I wygram. Mam łuk, mam strzały. Po ulewie coś może upoluję, na pewno spróbuję. Tak jak w przeszłości. Poradzę sobie. Nagle opadło mnie niesamowite zmęczenie. Efekt działanie Leganne zaczął się kończyć. Nie miałam ze sobą ani pół listka. W ciągu kilku minut zaczęło mi wirować w głowie. Nogi uginały się pod ciężarem ciała. Siły zaczęły mnie gwałtownie opuszczać. Stanęłam pod najbliższym drzewem i osunęłam się na ziemię. Zamknęłam oczy. Dziwne uczucie. Nie byłam w stanie nawet ruszyć ręką. Prawda, przez kilka ostatnich dni funkcjonowałam sprawnie, bez snu, tylko dzięki temu zielsku. Organizm potrzebuje wypoczynku. Snu. I teraz się