Fantasy · 7 min czytania
Z pamiętnika Sheiny... (54)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„- Nie można powiedzieć, żebyś się czegoś nauczyła. Jak przyjdzie co do czego to jedynie słodkim spojrzeniem nie będziesz w stanie zbić z nóg żadnego demona. Uśmiechnął się złośliwie. - O ludziach nie wspominając. Kilkakrotnie przechodziło mi przez myśl, że Shae jest sadystą. W momencie, w którym teraz stał nade mną i uśmiechał się nieprzyjemnie, było to wyraźnie widać. Był zadowolony z faktu, że w bardzo krótkim odstępie czasu, po raz kolejny spowodował, że leżałam na ziemi bezbronna, że po raz kolejny rozłożył mnie na łopatki jednym ruchem. Nie wspominając o tym, że byłam poobijana i obolała to ucierpiała moja duma. Ale nic nie powiedziałam. I nic nie powiem. W każdym razie staram się z całej siły. W końcu to ja zaproponowałam, nawet domagałam się, żeby kto inny mnie uczył. W tym czasie sądziłam, że nawet Shae będzie lepszym nauczycielem niż Kadekatzu. To chyba nie był dobry pomysł… - Ile mam czekać? Zresztą – uśmiechnął się. – Ja mam czas. Zacisnęłam zęby, pozbierałam się z ziemi, odnalazłam swój treningowy miecz i stanęłam na przeciwko Niego. Po raz kolejny. Nie wiem który. Straciłam rachubę. Pojedynki miały jeden cel, bez osiągnięcia niego trening się nie skończy. Takie były Jego warunki, że On będzie ustalał co i jak. A ja mam się go słuchać. Ja. Jego. Ciężko mi nawet sobie wyobrazić, jaką musiał czerpać z tego przyjemność. Widział, że mi zależy na tym, żeby zmienić nauczyciela. I wykorzystał to, stawiając zaporowe warunki. A ja się oczywiści zgodziłam. Jedyną przyjemność, jaką z tego osiągnęłam była mina Kadekatzu. Oczywiście nie mogłam sobie odpuścić drobnej złośliwości z mojej strony. Mijając się w korytarzu z nim, stwierdził, że teraz kto inny będzie się nade mną znęcał, oraz to, że muszę być ogromnie zadowolona, że moje opiekunki się pojawiły. Tak, użył formy żeńskiej. Uśmiechnęłam się wtedy szczerze. - Przynajmniej mnie czegoś nauczą. Bez łamania palców i nasyłania krwiożerczy bestii. Nie odpowiedział. Poszedł w swoją stronę. I dobrze. Kwestia winy i zaniedbania podczas egzaminu była wciąż otwarta. Rada, która się zebrała, by rozpatrzyć ową sprawę stwierdziła jednoznacznie, że nie mogło być w całym zajściu mojej winy. Nikt nie komentował rewelacji Kadekatzu o mojej ucieczce z Sul’lasill. Też dobrze. Choć kto wie, co szeptano po kątach. - Podstawy, Sheina podstawy. Zwykle wystarczy raz powiedzieć, dwa razy dostać cięgi, by je przynajmniej zapamiętać. A co z tobą? Koncentracja. Nie spuszczanie przeciwnika z oczu. Próba wyczucia jego intencji, przewidzenia kolejnego ruchu. Już z samą koncentracją w Jego obecności miałam problem. On sam, samym sobą mnie rozpraszał. Nie, zdecydowanie nie był to dobry pomysł. Riviln nie chciał się zgodzić, więc w sumie nie miałam wyboru. Ja, jak zwykle miałam zaczynać. Chciałam zamarkować atak na lewe ramie i uderzyć w prawe. Ale Shae się zorientował i szybko się odsunął, a ja poleciałam w pustkę. Chciałam zaznaczyć, że on nie miał żadnej broni. A celem był tylko i wyłącznie bym dotknęła mieczem jakieś części jego ciała.…