Fantasy · 9 min czytania
Z pamiętnika Sheiny (59)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„Dzień, w którym świat zwalił mi się na głowę. Nie tak po prostu, ale z wielkim hukiem. Myślałam, że mam już to za sobą. Nigdy jeszcze w życiu nie chciałabym cofnąć czasu, jak dziś, jak teraz. Jak wczoraj i kilka dni temu. Ktokolwiek bawi się moim losem jest wyjątkowo okrutny. Zresztą, wszystko mi teraz jedno… Nasze obozowisko wyglądało jak pobojowisko. Wiele osób było rannych, na szczęście obyło się bez żadnych komplikacji. Walczący zapobiegli powstaniu Ożywieńców. By to powstało, potrzeba kilku dni. Podobno łatwo można poznać miejsca, w których się formują. Ale najważniejsze. Shae i jego plecy. Straszny widok. Jakby żywcem obdarty ze skóry. Wcale się nie dziwię, że przez kilka pierwszych dni po wydarzeniu był nieprzytomny. Nie mogłam na to patrzeć. Z drugiej strony mój wewnętrzny niepokój nie dawał mi spokoju i musiałam codziennie przychodzić by sprawdzić jak się czuje. Riviln mnie upomniał nawet, że robie to zbyt często. Od Uzdrowicielki wiedziałam jedynie, że jego stan się nie pogarsza. To wcale nie zmniejszyło mojego niepokoju. Czasem po prostu przychodziłam do jego pokoju by chwile posiedzieć, przyjrzeć mu się, pomyśleć. Najczęściej spał, czasem się budził i prosił o szklankę wody. Od czasu do czasu zmieniałam mu opatrunek na plecach. Wcale nie musiałam, ale mimo wszystko chciałam. W końcu to było przeze mnie. W większości czasu jednak siedziałam przy oknie, czasem mówiłam coś do siebie, czasem robiłam rzeczy, których nie powinnam… Rany goiły się bardzo powoli. Właściwie to musiała mu się odnowić niemal cała skóra na plecach. Po rodowych tatuażach został jedynie niewyraźna rozmazana smuga. Dochodził do siebie kilka dni. Wcale nie dał po sobie poznać, że przez ten cały czas mnie obserwował. Pewnego dnia po prostu wstał niespodziewanie, jakby nigdy nic. Skrzywił się jedynie. I w końcu spojrzał na mnie jak na intruza. - Może w końcu dosyć tej farsy? Głos miał cichy i nieprzyjemny. W ogóle nie miałam pojęcia o co mogło by mu chodzić. Nic nie odpowiedziałam, tylko wpatrywałam się w niego czekając na jakieś szczegóły. Doczekałam się… Podszedł do mnie powoli, dziwnie się przypatrując. Zastanawiałam się czy może jest zły dlatego, że przeze mnie jest w takim stanie. Ale w tym momencie miałam pustkę w umyśle. Jedynie obserwowałam jego twarz bez wyrazu i błyszczące oczy, w których coś się kryło. - Nic nie mówisz? Teraz nie masz mi nic do powiedzenia? – jego głos przybrał na sile Nachylił się lekko w moją stronę. Przeszły mnie ciarki. - O co ci chodzi? – zapytałam nieśmiało. - Powinieneś leżeć i wypoczywać. Nie odpowiedział. W końcu wstałam - To nie moja wina, że jesteś w takim stanie – wybuchłam, choć myślałam dokładnie na odwrót. – Nikt ci nie kazał… - Nie o to chodzi – uciął. - To o co? Uśmiechnął się lekko, posępnie, nieprzyjemnie. - Powinnaś bardziej nad sobą panować, księżniczko. A tym bardziej uważać na to, co robisz i co mówisz, myśląc, że nikt ciebie nie słyszy. W pierwszej chwili nie wiedziałam o co mu chodzi. Więc dalej bez słowa się na niego gapiłam. Wtedy on niespodziewanie chwycił mnie za brodę i zbliżył się na tyle, żeby szeptać mi prosto do ucha, jednocześnie patrząc mi prosto w oczy. - Czy ty naprawdę uważasz, ze ja sobie tutaj byłem cały czas nieprzytomny? Nie świadom tego co tu się dzieje? Jak często tu przychodziłaś? I co czasem do siebie szeptałaś? Czułam jak mi się robi gorąco, jak nogi odmawiają mi posłuszeństwa. - Co w tym złego, że się o ciebie martwię? Głos mi zadrżał. Zaczęłam panicznie myśleć jak szybko opuścić ten pokój. - A dlaczegóż to, że martwisz, księżniczko? Chciałam się wyrwać ale nie mogłam się ruszyć. Zagryzłam wargi. - Czyżby dlatego, że to przez ciebie tu leże? Ale przecież przed chwilą powiedziałaś, że to nie jest twoja wina. Coś kręcisz. - Mam ciebie przeprosić? – znów głoś mi zadrżał, mimo, że włożyłam wiele wysiłku w to, żeby brzmiał jak najpewniej. Chciałam po prostu odwrócić się na pięcie i wyjść z tego pokoju. Ale nie mogłam. Nogi wrosły mi w ziemie. Miałam wrażenie, że jak spróbuje zrobić krok to się przewrócę. Do tego doszło coś jeszcze… - I nie graj na moim poczuciu winy! Krzyknęłam z całej siły. Czułam, że lada chwila pęknę i się rozpłacze. Tak, całymi dniami siedząc u niego w pokoju, męczyłam się z wyrzutami sumienia i z pytaniami typu: „co by było gdyby…”. Co by było gdybym nie…