Fantasy · 5 min czytania
Z pamiętnika Sheiny... (9)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Z pamiętnika Sheiny... (9)
Daishuu... (piąty miesiąc, drugi tydzień, siódmy dzień)
„Dlaczego uciekłam...? Kiedy opuszczałam Sul’lasill byłam przekonana o tym, że doskonale wiem... że podjęłam słuszną i jedyną decyzję, jaką wtedy można było podjąć. A teraz...? Mam wątpliwości... Dlaczego...? Czy chce tam wrócić...? Nie... Nie chcę!!! Nie wrócę... nie ma mowy! Ja się na nic nie zgodziłam. Nikt mnie o nic nie pytał. To nie moja sprawa!! Czy jestem samolubna? Wiele razy słyszałam to stwierdzenie. Wiele razy od Niego... Szczególnie Jego słowa mnie bolały... Czy On mnie nie rozumiał? Riviln powiedział kiedyś, że to czysta ironia, że Shae tak powiedział... Zwłaszcza On... To ma coś wspólnego z jego przeszłością... Pewnie kiedyś się dowiem... Pamięć pierwszego dnia mojej ucieczki zatarł się już. Pamiętam, że było bardzo wcześnie rano. Bardzo zimno i wilgotno. Bryza od wodospadów sprawiała, że było jeszcze zimniej. Bez żadnej broni, bez żadnego przeszkolenia, jak radzić sobie w buszu ruszyłam przed siebie. Byle jak najdalej i jak najszybciej. Nie minęły dwa dni, kiedy zjadłam wszystkie swoje zapasy żywności. Przez kilka dni chodziłam głodna. To był koniec zimy. Nie było pożywienia w lasach. Niektóre zwierzęta nadal spały snem zimowym. Chciałam wrócić. Właściwie to zawróciłam. Ale już po kilku godzinach dodarło do mnie, że się zgubiłam. Minął kolejny dzień. Skończyła mi się woda... Wtedy nie czułam tego, tak wyraźnie jak teraz. Nie byłam w stanie rozpoznać, gdzie szukać źródła, czy małego oczka wodnego. Szukałam na oślep. To był piąty lub szósty dzień ucieczki. Chodziłam z głową wpatrzoną w ziemię, wypatrując potencjalnego „pożywienia”. Obojętne było mi, czy się ruszało, czy już nie... Pod koniec dnia dotarł do mnie przecudny zapach – pieczonego mięsa. Jak zahipnotyzowana szłam w tamtym kierunku, nie myśląc o tym, co zastanę na miejscu. Byłam tak bardzo głodna, że o niczym innym nie myślałam, tylko o jedzeniu. Zobaczyłam odległe ognisko w oddali i... zemdlałam. Kiedy się ocknęłam leżałam przy ognisku, okryta kocem. Po drugiej stronie ktoś siedział. Nie widziałam jego twarzy, ale on od razu zauważył, że się obudziłam. Uśmiechnął się. - Witam. Głos miał spokojny, melodyjny, charakterystyczny dla jednej rasy. - Mam na imię Daishuu, a ty? - Sheina... Ale mój wzrok utkną już wtedy na kawałku pieczeni nad ogniem. Roześmiał się. - Widzę, że jesteś głodna. Nie czekając na odpowiedź podał mi kawałek wraz z chlebem i kubkiem wody.