Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Aktualności · 8 min czytania

Z podwórka własnego, ale Polski całej

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W roku 1989 jako jeden z pierwszych założyłem w swoim dużym zakładzie pracy(LPBM w Lublinie) Komitet Organizacyjny NSZZ Solidarność. Po niemałych perypetiach doprowadziłem do wyborów członków Komisji NSZZ ”S”, w której przyszło mi stanąć na jej czele jako przewodniczący. Już na początku swojej działalności, a po czerwcowych kontraktowych wyborach do parlamentu, spostrzegłem iż w moim przedsiębiorstwie, jak i innych dużych zakładach pracy zaczęły powstawać liczne pasożytujące na tych zakładach spółki korzystające z własności przedsiębiorstw w postaci narzędzi i sprzętu technicznego. Owe spółki zwane działalnością gospodarczą zakładane były przez ówczesnych jeszcze działających legalnie zwierzchnich funkcjonariuszy peerelowskiego aparatu partyjnego. W zakładzie pracy, na licznych budowach zaczęła panoszyć się swoista anarchia, pracownicy w godzinach pracy przygotowywali front robót do prac w spółce. Jednak najczęściej zbijali bąki oszczędzając swe siły na pracę po godzinach, nawet na tych samych stanowiskach, ale za większe pieniądze w spółce. O tym zjawisku monitowałem dyrektora, który z naiwnością odpowiadał, że są na to fundusze należne tylko spółkom i za tą samą wykonaną pracę nie można wypłacić tak dużych sum pieniężnych jak w spółce. By nauczyć dobrych zasad demokracji, organizowałem cotygodniowe zebrania dla siedemnastoosobowej Komisji „S”, większość z nich przychodziła na te spotkania z lekka podchmielona. Jakby nie było, ludzie ze ścisłego grona K NSZZ „S” powinni być lojalni wobec swojego co nie bądź związku, ale oni patrząc krótkowzrocznie woleli komunistyczną forsę. Stalin też pokazywał dzieciom, że mogą od niego dostawać cukierki, a od Boga nie. Zaniepokojony rozwijającą się w szybkim tempie sytuacją w zakładach pracy, namacalnym spostrzeżeniem zechciałem podzielić się z przew. Zarządu Regionu Środkowo Wschodniego NSZZ „S” Stanisławem Węglarzem, ale mój co nieco kolega kombatant nie dostrzegał w tym żadnego zagrożenia, skwitował mój monit na interwencję bardzo krótko; „niech oni zajmą się zakładaniem i prowadzeniem spółek, a my spokojnie przejmiemy władzę w kraju”(myślę iż była to odgórna dyrektywa związku) W1989roku przy okazji II Walnego Zebrania Delegatów NSZZ „Solidarność” Regionu Środkowo Wschodniego odbyły się wybory na Przewodniczącego Zarządu Regionu. Jako kandydat na to stanowisko przedstawiłem zebranym szczegółowy program wyborczy, mój kontrkandydat Stanisław W. nie przedstawiając żadnego programu, jedynie snuł opowieść o przeżyciach na internowaniu. Przecież zebrani delegaci to najlepsi z najlepszych, a jednak to on zebrał owacje. W takim bądź razie, czy można się dziwić jak tacy niekompetentni zasiedli w parlamentarnych ławach i kto zajmuje rządowe stanowiska? Ja już na podstawie mojego wyborczego przeżycia mogę ocenić jak dokonuje wyboru prosty, niezwiązany z polityką człowiek, gdy stare wyjadacze podziemia ulegają emocjom. Wydarzenia potoczyły się szybko i gładko, po półrocznym sprawowaniu władzy na stanowisku przewodniczącego, w moim zakładzie pracy spostrzegłem iż ponownie stałem się osamotnionym, jak podczas trwania stanu wojennego, z tym małym wyjątkiem, iż nie ścigany, ale wyszydzany. Toteż by nie piastować stanowiska dla stanowiska, doprowadziłem do ponownych wyborów Komisji i przewodniczącego związku. Ze związku nie rezygnowałem toteż zgłosiłem swój akces w wyborach. Zainteresowanie związkiem stało się mierne, ponowne przeprowadzenie wyborów było o wiele trudniejsze, spontaniczność została połknięta przez chęć ekonomicznego zysku, a w ponownych wyborach nie otrzymałem nawet jednego

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Z podwórka własnego, ale Polski całej — czytnik · opowiadania