Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Sport · 17 min czytania

Z pozdrowieniami dla PZPN

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Skinhead, skinhead styl twardy bądź i piwo pij” Surowa generacja- „skinhead styl”

Siedział na kanapie w swoim niewielkim pokoju w jednej z śródmiejskich kamienic. Rodzice byli w pracy, zaś on planował wieczorny wypad na piwo z kolegami, a następnie koncert jednej z jego ulubionych kapeli. Mocno zawiązał swoje kochane czarne lśniące glany i wstał żeby zobaczyć się w lustrze. Poprawił kołnierzyk koszulki zarzucił na siebie granatową kurtkę z podszyciem w czerwona szkocką kratę i wyszedł z pokoju. Po drodze wziął jeszcze tylko portfel, opuścił dom i skierował się w kierunku kufloteki. Czekali już na niego wszyscy: Młody, Siwy, Tomek, Szczepan- wszyscy to koledzy z podwórka. 15 lat to wiek kiedy szkoła się nie liczyła. Woleli picia piwa, które ciężko było zdobyć w tych czasach, ganianie się z milicją i rozróby- bijatyki z punkami, hippisami itp. - Siemka Perry. Niestety nici z dzisiejszego konceru. Podobno milicja wpadła do „Piwnicy i zawinęła cały zespół.- odpowiedział Młody drapiąc się po łysej czaszce - Kurwa. To co teraz będziemy robić?- spytał zmartwiony. Czekał na ten dzień już od kilku tygodni - No najpierw załatwiamy picie potem pobujamy się po mieście na pewno się coś wydarzy. Tylko trzeba uważać na „Gestapo”- powiedział z szyderczym uśmiechem Siwy Młodzi skinheadzi wyszli z baru i udali się do jedynego sklepu gdzie zwykle udawało im się kupić niezbędne trunki.

Przechodzili lekko już na rauszu koło Dworca Łódź Kaliska kiedy z jadącego pociągu poleciały w ich kierunku kamienie. - WKS!!! WKS!!!- usłyszeli z okien jadącej maszyny. Na początku lekko przestraszeni schowali się za koszem na śmieci. Na szczęście nikt nie został trafiony pociskiem, więc po chwili zastanowienia odpowiedzieli pasażerom pociągu. Pociąg zatrzymał się. Mnóstwo szkła leżało już na peronach. Z wagonów wyskoczyło około 60 mężczyzn uzbrojonych w kije, łańcuchy. Chłopcy zauważyli w śród nich kilku skinów. Jednak w tym wypadku nie miało to żadnego znaczenia. -Spadamy!!- krzyczeli na zmianę Jedyne gdzie mogli się schronić to pobliski stadion. -WKS!! –słyszeli za plecami gdy wbiegali na stadion przy Al. Unii Lubelskiej. Obrócili się i zobaczyli jak niedawno tak pewni siebie napastnicy ratują się przed bandą kibiców ŁKSu. Jednak gonitwa nie trwała długo bo na miejscu znalazły się oddziały ZOMO i rozgoniły towarzystwo wyłapując co wolniejszych osobników. - Zostajemy?- spytał Szczepan spoglądając na kolegów i na stadion - Czemu nie.- powiedzieli wszyscy zgodnie. Gdy milicja uspokoiła się trochę podszedł do nich nieco starszy od nich koleś. Czarna kurtka lotnicza, Levi’sy, czerwone szelki, wysokie wojskowe buty, rozbita głowa. -To wy w 5 rzuciliście się na pociąg wypchany wrocławianami?? - Tak to my. Ale to oni pierwsi- odpowiedział lekko zmieszany Perry. - Młody. Nie tłumacz się. Akcja była dobra. Pogoniliśmy te kurwy. Po meczu pewnie jeszcze będzie starcie. Ale chyba pierwszy raz was tu widzę. Mówią mi Korba. Młodzi przedstawili się po kolegi podając rękę kibicowi. Rozpoczął się mecz. Chłopcom bardzo się spodobało. Szybko podłapali stadionowe przyśpiewki. Kilak razy „pozdrawiali” klub ze stolicy. Pod koniec meczu kilku kibiców odpaliło race. Cały sektor uniósł prawą rękę do góry - Sieg heil! Rudolf Hess. Łodzki K.S. SS !!- niosło się po stadionie - Jude Jude Jude!! Cała Łódź- dochodziło z sektora gości Podziałało jak zapalnik. Kilkudziesięciu dwudziestoparolatków doleciało do płotu. Siatka nie była zbyt mocna więc po kilku szarpnięciach wybiegli na boisku - Rządni krwi. ŁKS- krzyczeli rozjuszeni chuligani - Oficjalni chuligani WKS- niosło się po stadionie, gdy ekipa przyjezdnych sforsowała swój płot. Szczepan, Perry i reszta uśmiechnięci biegli przed siebie.

Starcie trwało kilka minut. Kibice Śląska salwowali się ucieczką ze stadionu. Kibice z Łodzi zdobyli ich fanę. Szczepan stracił dwa zęby. Reszta chłopców wyszła z burdy bez szwanku. - No młodzi. Nie spodziewałem się tego po was- chwalił ich Korba wycierając krew z nosa. – Mam nadzieję, że wybieracie się do Warszawy za tydzień?- dodał Chłopcy spojrzeli po sobie. Odpowiedź była już im znana.

„Piłka w grze to cały nasz świat nie potrzebujemy niczyich rad. Jedyne co mamy to gniew i duma. Nas nie przestraszą głupki w mundurach. Na bruku ulic dźwięk naszych kroków, lubimy zaułki tonące w mroku” The Analogs- „Futbol”

Przez cały tydzień nie rozmawiali o niczym innym. Ich nowa pasja absorbowała ich cały czas. Malowali na murach, śpiewali piosenki. W środę wybrali się nawet pociągiem do pobliskiego Sieradza i zdobyli kilka ręcznie robionych szalików tamtejszej Warty. W sobotę wszyscy spotkali się na placu wolności i wspólnie pomaszerowali w kierunku stacji kolejowej. - Oi Oi ŁKS- krzyczeli na całe gardła. - Zatrzymajcie się. Wszyscy jesteście zatrzymani za zakłócanie spokoju. Chłopcy nie zastanawiali się długo. Rzucili się do ucieczki. Niestety tylko Perremu i Szczepanowi udało się umknąć milicji. - Wypuszczą ich za kilka godzin. Nie martw się Szczepan. Chodź lepiej na stacje bo pojadą bez nas. Na szczęście Szczepana nie trzeba było długo namawiać. Na Kaliskiej czekało już około 30 kibiców. Większość to byli ci sami, którzy tydzień temu brali udział w bijatyce. Głównie z przedziału 20-30 lat. W większości skini- takie czasy. Korba przywitał chłopców i dał im kilka butelek piw. Pociąg wyruszył ze stacji około godziny 12. Towarzystwo było już mocno pijane. Szczepan i Perry siedzieli w przedziale z Korbą i kilkoma innymi chuliganami. Jak się okazało byli z Limanki i należeli do głównej bandy ŁKSu. W ich przedziale na „frytkownicach” leżały pozwijane fany klubowe, ponieważ tu były najbezpieczniejsze. Droga przebiegała spokojnie. Rozmowy dotyczyły futbolu, imprez. Rozmawiali o tym co dzieje się na scenie ruchu kibicowskiego: kto kogo gdzie pobił, w ilu i jak pokazali się na meczach na obcym terenie itp. Wszyscy byli podekscytowani. Mówiło się że Legia na pewno zaczai się na nich gdzieś po drodze. Chłopcy byli zaniepokojeni. W końcu Legia to największa potęga. Nikt nie mógł się z nią równać co dopiero kilkudziesięciu pijanych gości w tym kilku niedoświadczonych szczyli. Korba pokazał sprzęt zbunkrowany w plecakach: struny od gitar, łańcuchy od rowerów, i szprychy od kół. - Dojedziemy ich jeśli tylko nie spanikujemy.- powiedział pewnie. Po 2 godzinach monotonnej jazdy towarzystwo zaczęło się już nudzić. Patrzyli tępo w przesuwający się krajobraz. Dojechali do Warszawy. Niestety Gestapo nie pozwoliła im wyjść ze stacji. Cały mecz przestali okrążeni przez milicje na Dworcu Powiśle. . - No i jebane psy zepsuły nam cały wyjazd- mówili zbulwersowani- nie dość, że jedziemy 4 godziny pociągiem, płacimy za bilety, jesteśmy narażenie na napady innych kibiców to jeszcze nie pozwalają nam iść na mecz. Niech lepiej się wezmą za sędziów i tych nieporadnych działaczy. My z tego całego syfu jesteśmy najnormalniejsi- ŁKS przegrał. Wsiedli w pociąg powrotny. Podróż była równie nudna jak stanie na dworcu.

„Trzeba iść pożegnać gości dziś to im należy się (…) Czas wyrównać porachunki i pokazać kto jest kim chodź nikt wcale ni jest winny dziś z tym nikt z nas się nie liczy z tym. Klub już spełnił swoją rolę wygrywając znowu mecz, teraz na nas przyszła kolej, zwyciężymy dzisiaj też” Konkwista88- „My kibice”

-CWKS!!!- usłyszeli po godzinie podróży. Doskoczyli do okien. Na polanie stało około 60 legionistów. Ktoś zdjął pasek od spodni i przełożył go przez czerwonych uchwyt hamulca ręcznego. Pociąg stanął piszcząc przy tym niemiłosiernie - Wy lepiej zostańcie i pilnujcie przedziału- krzyknął Korba zawijając na ręku łańcuch i wybiegł z pociągu.

Chłopcy zostali sami w przedziale. Zapadła cisza przerywana okrzykami i dźwiękiem tłuczonego szkła. Czuli strach. Po kilkudziesięciu sekundach kawałki szyby wpadły do pomieszczenia. Przez okno ktoś wskoczył. Drzwiami wpadło jeszcze kilku. -Gdzie flagi?- krzyczeli obijając gęby młodocianym, jednak ci nie dawali za wygraną. We dwójkę bronili klubowych barw. Nie mieli szans. Leżeli na podłodze przedziału podczas gdy 5 fanów warszawskiej Legii „skakało im po głowach”. Na szczęście odsiecz przyszła szybciej niż się spodziewali. Kibole eLki musieli kapitulować.

* * *

Grudzień. Szczepan wracał od rodziny z Białegostoku. Stał na korytarzu wagonu i patrzył w białą przestrzeń. W nieogrzewanym pociągu było niewiele cieplej niż na zewnątrz. Zapiął kurtkę i zaczął ocierać dłonie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%