Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 45 min czytania

Z Tobą, bez Ciebie roz.1-14

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

1.

Pociąg ruszył. Na peronie machają mi jeszcze znajomi, ale za chwilę oni też wrócą do domu. Poznań żegna mnie deszczowo. Nad głową zachmurzone niebo i od czasu do czasu spadające na dół krople, dobrze, że w przedziale jest sucho. Do tego obok siedzi dwóch chłopaków, którzy wygrywają na gitarze bardziej znane kawałki. Patrzą na mnie i jeden uśmiecha się zaczepnie. Zakładam na uszy słuchawki, a w rękę biorę książkę. Śmiać mi się chcę, bo widzę, że chłopak dostrzega, co czytam. „Poradnik dla nowożeńców” tak brzmi tytuł. Chłopacy zmieniają obiekt zainteresowania, bo właśnie do przedziału weszły jakieś dwie dziewczyny. Już wiem, że do końca podróży będę miała spokój. Nagle widzę, że dostałam SMS. Odczytuję go. To Bartek. Pisze, że dojechał szczęśliwie na miejsce i teraz rozpakowuje walizki. Obiecuje, że zadzwoni później. Chowam telefon do torebki. Miesiąc temu minęły trzy lata. Czy to dużo? Dla jednych trzy lata to kawał czasu, dla innych tylko chwila w wieczności. A dla mnie? Dla mnie to 36 miesięcy 1095 dni, 26280 godzin spędzonych z Bartkiem. Teraz czas dzieli się tylko na ten z nim i ten bez niego. Nie ma już innego podziału. Właściwie za trzy miesiące będę musiała rozpocząć nowe odliczanie, bo dokładnie wtedy zostanę panią Rasiak. Bartek oświadczył mi się raczej normalnie. Nigdy nie był romantykiem, więc nie powinnam oczekiwać, że akurat w ten wieczór to się zmieni. Mimo tego, gdy założył mi na palec pierścionek, poczułam, że pod powiekami zbierają mi się łzy. Nie spodziewałam się, że zrobi to w naszą trzecią rocznicę. Zawsze powtarzał, że nie spieszy mu się do ślubu. Na moim palcu lśni teraz mały symbol jego miłości. Dowód, że chce być ze mną do końca życia. A ja nie wahałam się ani chwili. Przecież od dawna wiem, że już zawsze będziemy razem. Teraz wystarczy to tylko przypieczętować przysięgą. Data ślubu ustalona została na koniec września i wszystko byłoby wspaniale, gdybyśmy mogli przygotowywać ten piękny dzień wspólnie. Niestety tak nie będzie. Bartek dostał się na trzymiesięczną praktykę do Niemiec, a w jego zawodzie jest ona niezbędna. Pogodziłam się, że większość rzeczy będzie teraz na mojej głowie. Do pomocy mam oczywiście mamę, Aśkę i przyszłą teściową, a ponieważ ślub odbędzie się w mojej rodzinnej miejscowości wracam do domu Tak wiele mamy do zrobienia. Na razie zamówiliśmy salę, fotografa i przeszliśmy przez wszystkie nauki dla narzeczonych. Resztą muszę zająć się sama, ale jestem dobrej myśli. Gdy wróci Bartek wszystko będzie zapięte na ostatni guzik. Wtedy staniemy przed ołtarzem, łącząc się w jedno. Będziemy małżeństwem.

2.

Aśka jest taka podekscytowana. Pomaga we wszystkim i widzę, że zazdrości mi wesela. Jej nie układa się w życiu osobistym. Niedawno rozstała się z chłopakiem i jeszcze się po tym nie pozbierała. Staram się, więc jak mogę, by nie dawać jej powodów do smutku. Ja sama jakoś nie umiem jeszcze w to wszystko uwierzyć. To stało się tak szybko. Najbardziej cieszy się chyba moja rodzina. Babcia bała się, że nie doczeka tego dnia i teraz wszystko kontroluje. Musi być idealnie. - Wiecie już, gdzie zamieszkacie po ślubie? – pyta Aśka. - Chyba wrócimy do Poznania. Wynajmiemy jakieś mieszkanie i będziemy szukać pracy – odpowiadam – Przynajmniej ja tak to widzę. - To znaczy, że znowu nie będziemy się widywać – Aśka jest zawiedziona – Nie będziesz miała czasu wracać do domu. - Nie przesadzaj – uśmiecham się – Dla ciebie zawsze znajdę czas, zresztą przecież ty też musisz się zastanowić nad tym, co dalej. Chyba nie chcesz pracować u Karpackiej. Nie podoba mi się jak cię traktuje – stwierdzam. - A mam jakiś wybór? U niej przynajmniej dostałam umowę, a gdzie indziej wszędzie na czarno. - Jak już się urządzimy w Poznaniu, pomyślę o tobie – obiecuję – Tam łatwiej o pracę. Aśka jest mniej optymistycznie nastawiona do tego pomysłu. - To jest takie duże miasto. Nie wiem czy się tam odnajdę. - Już ja cię dobrze cię znam, nie masz odwagi stąd wyjechać. A może czekasz jeszcze na Marka? – parzę na nią uważnie – Wydaje ci się, że wróci? - Nie – gwałtownie zaprzecza – Marek już mnie nie interesuje. Pogodziłam się z jego wyjazdem. – odwraca głowę. Wiem, że nie mówi prawdy. On stale jest w jej sercu. - Skoro tak mówisz – nie chcę poruszać tego tematu – Powiedz mi lepiej, który bukiet będzie bardziej pasował? Asia poznała Marka dwa lata temu na dyskotece. On starszy od niej o pięć lat, pracował przy ocieplaniu domów w jednej z firm budowlanych. Mieszkał w miejscowości obok z rodzicami i siostrą. Gdy mi go przedstawiła uważałam, że jest miły, ale gdy pół roku później spotkałam go na mieście z inną dziewczyną, zmieniłam zdanie. Asia nie wierzyła, że Marek umawia się jeszcze z kimś poza nią. Pokłóciłyśmy się wtedy bardzo poważnie i przez dwa miesiące nie miałam z nią kontaktu. Postanowiłam, nie wtrącać się w jej życie. Wiedziałam, że Marek nie był wobec niej szczery i że jeszcze kiedyś Aśka się sparzy. O dziwo zaczęło im się układać. Marek mówił już nawet o ślubie, a Asia nie chciała się ze mną o niego kłócić. W końcu ja też go zaakceptowałam. Podobno tamta dziewczyna nic dla niego nie znaczyła. Niestety kilka miesięcy temu okazało się, że Marek będzie miał z nią dziecko. Aśka bardzo to przeżyła. Nie chciała go więcej widzieć, ale biedna nie radziła sobie z tą sytuacją. Za bardzo się zaangażowała w ten związek. Teraz też widziałam, że wciąż o nim myśli. - Wiesz, że Żaneta dostała rolę w filmie? – przerywam to milczenie. – Wyjechała do Warszawy i dostała się do jakiejś niezależnej produkcji. Pisała mi wczoraj emalia. - To znaczy, że jej się udało? Zawsze powtarzała, że zdobędzie to, na czym jej zależy. - Masz rację. Cała Żaneta. - A co u Marzeny? - W sumie nic nowego. Dziecko ma już trzy latka i dobrze się chowa. Wojtek dba o swoje kobiety, jak tylko może. Mam od nich zaproszenie, ale na razie brakuje czasu, żeby pojechać. - Myślisz, że uda się utrzymać te twoje znajomości z czasów studiów? - Nie wiem, ale bardzo bym tego chciała – zamyśliłam się. – Minęło tyle czasu, a mnie się ciągle zdaje, jakbym była na drugim roku. Nie wiele się zmieniło w moim myśleniu. - No tak, ale teraz masz Bartka i nie długo zostaniesz jego żoną. - Masz rację. Nasz związek tyle przeszedł – stwierdzam – Mam nadzieję, że teraz już wszystko będzie z górki. Co do mojej historii z Bartkiem, to zaczęła się ona pod koniec drugiego roku. Właściwie poznaliśmy się w Rozlewni takim studenckim klubie. Jego współlokator spotykał się z moją koleżanką i oboje wpadli na pomysł, żeby nas ze sobą zeswatać. No, a potem wszystko jakoś się potoczyło. Na szczęście inaczej niż z Łukaszem i Sewerynem. Może to, dlatego, że wspomnienia przestały mnie prześladować. I że nauczyłam się nie wracać do minionych dni. - Musisz mieć najpiękniejszą sukienkę pod słońcem. Moim zdaniem powinnaś ją uszyć. Wtedy będzie dokładnie taka, o jakiej marzysz – stwierdza Aśka. – Trzeba będzie znaleźć ci jakąś krawcową. Zapytam mamę, czy nie może mi kogoś polecić. - Dobrze – zgadzam się – najlepiej będzie, jak zrobimy sobie listę tego, co trzeba zrobić – proponuję, – Inaczej zginę w gąszczu tych wszystkich ważnych spraw.

3.

Dziś wybieramy się z Asią do miasta po zaproszenia. Trzeba będzie je wszystkie wypisać i jak najszybciej wysłać. Lista osób na wesele już dawno zrobiona, teraz pozostało tylko adresowanie kopert i wypisywanie informacji, gdzie odbędzie się ślub i wesele. Asia pomoże mi także zrobić bileciki na stół, bo przecież trzeba jakoś usadzić gości. Na progu jej domu wita mnie jej mama. - Asia jest w swoim pokoju – mówi – słyszałam, że wychodzisz za mąż. Gratuluję. Babcia pewnie jest szczęśliwa. - Dziękuję. Tak, ona bardzo się bała, że nie doczeka mojego wesela. - Długo już jesteście z Bartkiem razem? - Ponad trzy lata - No to najwyższy czas. Niektórzy mówią, że nie można być ze sobą zbyt długo, bo potem ludzie się rozchodzą. Uśmiecham się nic nie odpowiadając. Lepiej pójdę po Asię, bo czeka nas dziś trochę chodzenia. Zastaję ją w pokoju na dywanie. Widzę, że trzyma w ręku zdjęcie Marka. To nie wygląda dobrze. - Cześć – mówię – Jesteś gotowa do wyjścia? - Marek dzwonił – mówi ona bez zbędnych wstępów – Mówił, że nie zamierza brać ślubu z tamtą dziewczyną. Dziecko uzna, ale bez miłości nie zamierza się żenić. Wiem już, co będzie dalej. - Powiedział, że kocha tylko mnie i to się nie zmieni. Prosił o drugą szansę. - A ty oczywiście powiedziałaś nie? - Myślisz, że potrafię mu to powiedzieć? Chcę by wrócił. Byśmy znów byli razem. - Asia…. – zaczynam - Wiem, wiem – przerywa mi – To nie ma sensu. Będzie miał dziecko z tamtą. Tylko, że ja wciąż go kocham. Nie umiem się pogodzić z myślą, że nigdy nie będziemy razem. Że to się skończyło na zawsze. Może jednak powinnam dać mu tę szansę? Skąd wiesz, że on się nie zmienił? Może teraz będzie inaczej. Załamuje ręce, ale nie chcę Asi ranić. Ona jest teraz w nie najlepszym okresie swego życia i moje słowa mogłyby wyrządzić jej wielką krzywdę. Nie mogę radzić w takiej sytuacji. - Byłam przy nim taka szczęśliwa – mówi Aśka i widzę, że oczy jej się szklą – Chyba do teraz nie wierzę, że mnie wtedy zdradził. Wciąż mi się wydaje, że to okaże się kłamstwem. Że tamta dziewczyna wszystko zmyśliła. No, ale tak nie będzie i każdego dnia sobie to wmawiam. - Widziałaś się z nim od tamtego czasu? – pytam. - Był tu dwa razy, ale nie chciałam rozmawiać. Po co mi jego tłumaczenia? Przecież one nie cofną czasu, a mogą tylko bardziej mi zaszkodzić. Chyba najlepiej jest, gdy go nie widzę. - Pewnie masz rację. - Przepraszam cię, że wprowadzam taki smętny nastrój. Nie powinnam. Ty musisz się teraz cieszyć. Niedługo będziesz mężatką – Asia wstaje z podłogi i chowa trzymane w dłoni zdjęcie. – Miałyśmy iść do miasta, prawda? No to chyba musimy się zbierać. - Jeśli chcesz możemy to przełożyć. - Nie ma mowy. Każdy dzień jest teraz na wagę złota. Przecież ludzie muszą się wcześniej dowiedzieć o ślubie, prawda? Uśmiecham się. Może uda mi się znaleźć kogoś dla Asi. Nie będę bawiła się w swatkę, ale nie zaszkodzi, jeśli z kimś ją zapoznam.

4.

Jestem wściekła i zrozpaczona. Mam ochotę coś zniszczyć, krzyczeć i tupać nogami, ale zamiast tego, jak zwykle potrafię tylko wylewać łzy w poduszkę. Niestety to nie wiele pomaga. Wczoraj dzwonił Bartek. Tak się ucieszyłam, gdy usłyszałam jego głos w słuchawce, ale on miał mi do przekazania złą wiadomość. Otóż okazało się, że musi wpisać do formularza termin powrotu do kraju, a praktyka nie będzie trwała trzy miesiące, tylko trochę dłużej. W związku z tym zapytał, czy nie moglibyśmy przesunąć terminu ślubu. W pierwszej chwili myślałam, że to żart, ale nie, on mówił poważnie. Nawrzeszczałam na niego i rzuciłam słuchawką. Jak on może prosić mnie o takie rzeczy, kiedy mamy ustalone terminy, zamówioną salę i kiedy ja jestem w trakcie przygotowań? Bartek twierdzi, że ślub nie ucieknie, a taką praktykę ma tylko raz w życiu. Nie rozumiem go. Przecież to on mnie namawiał, żeby wszystko przyspieszyć. On chciał, aby ślub odbył się we wrześniu, a teraz, gdy ja szyję suknię, on chce wszystko przełożyć? Bardzo się na nim zawiodłam. Po co wszystko przyspieszał, skoro teraz wesele jest mu nie na rękę? Jestem skołowana i nie wiem, co dalej. Muszę to wszystko przemyśleć. Gdy tylko Bartek dowiedział się o tym stażu przestał się interesować tym, co wkoło. Wciąż powtarzał, jaka to dla niego szansa i ile możemy zyskać. Temat tych praktyk był tematem numer jeden, ale ja to rozumiałam. Teraz jednak już nie będzie tak łatwo mnie przekonać. Chodzi, bowiem o coś ważniejszego i nie zamierzam zrobić tak, jak on tego chce. Albo wróci na ślub, albo może o nim zapomnieć.

5.

Zaproszenia leżą na stole. Patrzę na nie i mam ochotę wrzucić do śmieci. Teraz i tak nie mogę ich wypisywać, bo przecież nic nie wiadomo. Jaką datę ślubu miałabym wpisać? To dobrze, że nie zdążyłyśmy ich jeszcze z Asią zaadresować, bo zniszczyłoby się tyle kopert. Właściwie, co mnie obchodzą koperty? Teraz nic nie powinno mnie obchodzić, zupełnie tak samo, jak Bartka. Mogę zająć się czymś zupełnie innym. Wakacje są przecież długie, zdążę wyplewić ogródek, wysprzątać cały dom, odwiedzę starych znajomych, w każdym razie na pewno nie będę się nudziła. Asia ma na ten temat inne zdanie. Może Bartek jeszcze to przemyśli i wszystko zostanie po staremu? Nie mogę się tym tak denerwować, mówi. Szkoda, że to nie jest wcale takie proste. Widzę ile znaczy dla niego własne wesele, i wcale mi się to nie podoba. Moje koleżanki nie miały takich problemów. U nich wszystko przebiegało zgodnie z planem. Dlaczego właśnie u mnie musi się tak psuć? Asia każe mi iść do krawcowej. Podobno umówiła mnie z jakąś. Tylko, po co? Co z tego, że wiem już, jaką chciałabym suknię? Szycie nie ucieknie. Asia upiera się, że ona też szyje u tej kobiety swoją i że powiedziała o mnie. Zresztą krawcowa nie ma własnego zakładu. Asia wie o niej od mamy i chce dać jej jeszcze jakieś zlecenie, bo podobno cienko u nich z pieniędzmi. Czy ja wiem? Tylko, co mnie obchodzi jakaś tam krawcowa i jej problemy? Mam własne. Asia jest jednak taka uparta, że nie umiem jej odmówić. Pójdziemy jutro.

6.

Wciąż nie umiem się uspokoić. Nie myślałam, że będzie mi tak trudno zapanować nad emocjami. Że trzy minuty i jedno spojrzenie są w stanie tyle zdziałać. Że w tak krótkim czasie człowiek może doświadczyć tylu uczuć. Przecież nic nie powiedział, nic nie zrobił tylko patrzył, a jednak ta chwila trwa do teraz. Zamykam oczy i widzę jego twarz. Ale nie pamiętam jej wyrazu. Nie umiem powiedzieć, co się na niej malowało. Wiem, tylko, że ta twarz jest mi bardzo bliska i mimo iż nie widziałam jej tak długo, jej obraz był we mnie. Pamiętałam każdy szczegół. Kolor oczu, kształt ust, bliznę na brwi, wszystko, każdy centymetr. To, co, że teraz jest starszy, w jego oczach jest wciąż ten sam ognik. Mały chochlik, który nie pozwolił mi zapomnieć. Tak wiem, powinnam zacząć od początku. Opowiedzieć, jak, gdzie, kiedy, tylko, po co, skoro ja wciąż pamiętam tylko tamten wzrok? Nie liczyło się ani jak, ani gdzie, ani kiedy. Liczyło się, tylko, że my. On i ja. Wpatrzeni, znieruchomieli, zaskoczeni. Świat stanął, aby chwilę potem zawirować. Nie widziałam pokoju, ścian, kanapy. Widziałam tylko te oczy, a w nich znajomego chochlika. A on zupełnie jak kiedyś wykorzystał ten moment, by znów mnie usidlić. Przecież nie ma we mnie już tamtych uczuć? Przecież je zabili, a na ich szczątkach wyrosły inne, skierowane w drugą stronę. W stronę mojego przyszłego męża. Może to tylko sentyment? Może chwila powrotu do przeszłości, ale na pewno nic poważniejszego. Co z tego, że kochałam? To było dawno i czasem myślałam nawet, że nigdy naprawdę się nie wydarzyło. Ogarnia mnie chaos. Chyba powinnam to uporządkować. Zacząć od początku, chociaż wiem, że to i tak nie odda dokładnie moich uczuć. Zgodziłam się iść do krawcowej. Dużo kosztowało to moją przyjaciółkę, ale w końcu dałam za wygraną. Widziałam blok w kierunku, którego szłyśmy i nic. Znałam klatkę, do której weszłyśmy i nic. Ale gdy stanęłam przed drzwiami, na których wisiała tabliczka z nazwiskiem Widlecka, zabrakło mi tchu. Automatycznie wykonałam krok do tyłu, ale akurat wtedy one otworzyły się. Krawcowa to jego mama. Nie przypuszczałam, że właśnie do niej zaprowadzi mnie Asia. Przecież ona wie. Weszłam do środka, uśmiechając się sztucznie. - „Jest, nie ma go, jest, nie ma go” – zgadywałam w myślach. One rozmawiały, a ja modliłam się. - „Niech go nie ma.” - To może twoja koleżanka poczeka chwilkę, a my zrobimy przymiarkę – usłyszałam – potem porozmawiamy o twojej sukni. Możesz tu wejść – jego mama wskazała mi pokój i lekko popchnęła w tamtym kierunku. Nie chciałam wchodzić do środka, ale ta kobieca ciekawość wiedziała, kiedy się odezwać. Jego pokój nie był znajomy. W zasadzie byłam tam tylko raz i to dawno temu. Rozejrzałam się dookoła, by dowiedzieć się czegoś więcej o Miłoszu. Przecież nic o nim nie wiem. Co robi, czy się jeszcze uczy? W pokoju porządek, wszystko równo ułożone, prawie jakby nie mieszkał tam chłopak. Komputer, półki z płytami, kufle od piwa, kilka kwiatków i jakieś książki. Zwykły młodzieżowy pokój. Ale nigdzie nie znalazłam swojej obecności. Nic nie kojarzyło się z moją osobą. Nagle poczułam, jak moje ręce otwierają szufladę i zaczynają przeglądać jej zawartość. Jedna, druga, potem jakaś mała szafka. Co ty robisz? Przecież zaraz ktoś może wejść. Nagle jest. Znalazłam. W oku kręci się łza. Wyjmuję znajome zdjęcie, jedyne, jakie wspólnie mamy. On opiera na nim głowę o moje ramię. Nagle słyszę trzask. Zamykam szufladę. Zdążyłam. Chwila ciszy. Otwierają się drzwi. I tyle. Reszta już nie istnieje.

7.

Zamykam oczy. Chcę sobie przypomnieć, jak to było. Tylko, od czego zacząć? Jest tego tak dużo. W tamtym świecie nawet najdrobniejszy gest, był dla mnie ważny. Wszystko miało inny, wymowniejszy sens. Musiałam nauczyć się w tych zwykłych sytuacjach dostrzegać ich wyjątkowość. Dla innych one miały nic nie znaczyć, dla mnie powinny być odbiciem tego, co istniało głęboko w sercu. Cudownie jest wiedzieć, że jest ktoś, kto wie, o czym myślisz. Kto czuje mrowienie w palcach stóp, gdy twoje dłonie przez przypadek zetkną się z jego dłońmi. Nasza historia zaczęła się nad morzem, ale tak naprawdę jej większa część była już tu, na miejscu. Kiedy teraz chcę odtworzyć wszystkie te chwile, w których dzięki niemu świat nabierał kolorów, nie potrafię. Jedyne, co jest we mnie niezmienne, gdy myślę o tamtym okresie mego życie, to moje uczucia. Byłam wtedy taka szczęśliwa. Po co pamiętać coś innego? To powinno wystarczyć. Wspomnienia wymieniają się ze sobą miejscami i tańczą w mojej głowie. Widzę różne miejsca, różne sytuacje, siebie, jego i pod powiekami znów czuję łzy. Nie ma. Nic już nie zostało z tamtych dni. Odeszły. Umarły. Miłosz dał mi kiedyś pierścionek. To był prezent na moje urodziny. Srebrne węże splecione w kształt dwóch serc. Nosiłam go długo, aż jego miejsce zajął pierścionek zaręczynowy od Bartka. Obracam go teraz na palcu. Kocham Bartka. Czasem mi się nawet zdaje, że za mocno. I chcę być jego żoną. To nic, że nie jest moją drugą połówką. Gdyby nią był rozumielibyśmy się bez słów, a tak nie jest, ale ja nie wierzę już w ten mit. Teoria jabłka, przestała na mnie działać. Zrozumiałam, że związek wymaga czegoś więcej niż samego uczucia. Wymaga kompromisów, poświęceń a przede wszystkim wzajemnego zrozumienia. Że aby z kimś być, nie wystarczy go tylko kochać. To za mało. Przez te trzy lata dotarliśmy się z Bartkiem i teraz nie wyobrażam sobie życia bez niego. Czy Bartek wie o Miłoszu? Tak, opowiadałam mu, choć muszę przyznać, że pominęłam kilka szczegółów, między innymi o tym jak wędrowałam koło jego bloku, za każdym razem, gdy wracałam do domu. Uznałam, że Bartek nie musi o tym wiedzieć. Po co? Żeby zaczął się nad tym zastanawiać? Nie ma, nad czym. Każdy z nas ma już inne życie i ono nigdy więcej się ze sobą już nie splecie. Tak myślałam, a tu nagle. Ale co z tego? Wychodzę za mąż, za człowieka, którego bardzo kocham. Nie zamierzam niczego zmieniać, bo jestem szczęśliwa. Dorosłam. Czasem mi się wydaje, że Miłosz był dla mnie przez ten cały czas, uosobieniem mojej młodości. Ciągle chciałam żyć tak, jak wtedy, ale przecież to nie możliwe. Lata lecą, a każdy rok przynosi ze sobą coś nowego. Nie można się cofnąć, można tylko iść do przodu.

8.

Stoję przed drzwiami. Jestem spokojna, opanowana, a serce równym rytmem. Tak powinno być też za pierwszym razem, kiedy tu byłam. Po prostu wejdę, załatwię to, co mam do załatwienia i wyjdę. Naciskam na dzwonek i czekam. W progu staje Widelec. - Cześć – mówię – ja do twojej mamy. - Cześć. Mówiła mi, że przyjdziesz, ale będziesz musiała chwilę zaczekać, bo mama nie wróciła jeszcze z pracy. Coś jej wypadło. - Aha - no i koniec mojego spokoju – dobrze. - Napijesz się czegoś? Jaki on oficjalny. Nie rozmawialiśmy cztery lata i już zapomniałam, jak to się robi. - Może herbaty – mówię. Ostatnio nie zamieniliśmy nawet jednego zdania. Patrzyliśmy tylko na siebie w milczeniu, które przerwała Asia. A swoją drogą jej też się dostało. Zrobiła to celowo, bo jak powiedziała, powinnam pozamykać za sobą wszystkie niezamknięte drzwi. Nie można wejść na nową drogę życia, z takim balastem. Ale ja bym tego tak nie nazwała. Siadam na łóżku i zastanawiam się, co by tu powiedzieć. Widzę, że Miłosz nie jest skrępowany. Kiedyś by był. Stale wszystko porównuję do tego, jak było. No, ale co w tym dziwnego? Cztery lata to długo. Właściwie można powiedzieć, że nie znam tego człowieka. Nic nie wiem na temat jego marzeń, pragnień, ideałów. Czas na pewno je zweryfikował. - Proszę – dostaję zamówioną herbatę. Nastaje cisza. Obserwuję jego profil i wyszukuję w myślach pytania, które mogłabym mu zadać. On jednak odzywa się pierwszy. - Na długo przyjechałaś? - Na całe wakacje. - A potem? Wracasz do Poznania? - Jeszcze nie wiem. Raczej tak, ale istnieje jeszcze inna możliwość. Zastanawiam się nad wyjazdem do Anglii. - Zapomniałem, że skończyłaś już studia. - Ten czas tak szybko minął – uśmiecham się niewyraźnie. - Tak – potwierdza. - A ty, jakie masz plany na wakacje? – mówię, żeby kontynuować ten wątek. - Będę pracował na budowie, jak co roku. Marzy mi się też jakiś wyjazd, ale nie wiem jeszcze dokładnie gdzie. - To są moje ostatnie wakacje – mówię – potem już czeka na mnie praca. - I nowe życie – patrzy na mnie uważnie. Nie wiem, co ma na myśli, ale on kończy zaczęte zdanie. - Mama mówiła, że szyjesz u niej sukienkę na swoje wesele. Gratulacje. Byłam tak zaskoczona tym, co powiedział, że nie wiedziałam, co odpowiedzieć. - Na każdego kiedyś przychodzi pora – bąknęłam coś bez sensu. Było tak strasznie sztywno. Miałam wrażenie, że zaraz zaczniemy rozmawiać o pogodzie. Zresztą tak chyba byłoby lepiej. Potwierdzając wiadomość o ślubie czułam się tak, jakbym zdradziła swoją przeszłość. Kiedy na pierwszym roku wracałam do domu, robiłam to głównie dla niego. Niestety wszystko, co piękne, kiedyś się kończy, szczególnie zaś wtedy, gdy ludzi dzieli wiek. Dostałam na urodziny kartkę, na której były napisane słowa jakiegoś poety: - „Dla prawdziwego rozumienia się serc nie istnieją różnice wieku.” Patrzyłam na nią zawsze wtedy, gdy ogarniały mnie wątpliwości. A jednak nie udało się ochronić naszego uczucia. Tak, to prawda, Widelec nigdy nie powiedział, że jestem dla niego…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Z Tobą, bez Ciebie roz.1-14 — czytnik · opowiadania