Romans · 51 min czytania
Z Tobą, bez Ciebie roz.15-23
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
15.
Znów to samo miejsce, ten budynek, te pokoje. Będziemy spać w dwóch oddzielnych, ale naprzeciw siebie. Widelec wszystko załatwił wcześniej. Musiał dogadać się z właścicielką kilka dni temu. Rozpakowuję swoje bagaże i wieszam ubrania w szafie. Widzę znajomy napis na drzwiach: „Chłapowo 2001” i nasze podpisy. Pamiętam dokładnie dzień, w którym je tu złożyliśmy. Wychodzę na balkon. Jak to możliwe, że cofnęłam czas? Przecież mówią, że tak się nie da, a jednak ja tego dokonałam. Jest lato, morze i Miłosz. Wtedy miałam to samo, a teraz on chce wrócić do tamtych wakacji. Zobaczę wszystko jego oczyma. Czyż nie o tym marzyłam? Przecież nie raz zastanawiałam się, co wtedy czuł, co myślał. Dziś się dowiem. Mogę zapytać go o każdą rzecz. Uśmiecham się pod nosem i mam ochotę tańczyć. Rozlega się pukanie do drzwi. Wchodzi Miłosz. - Masz ochotę coś zjeść? – pyta – Mamy tu wykupione obiady. - Ale ja płacę za siebie – zastrzegam – Nie chcę byś fundował mi ten wyjazd. - Rozumiem. Rozliczymy się wieczorem. Schodzimy do stołówki. W hotelu oprócz nas jest kilka par i dwa starsze małżeństwa. Siadamy przy oknie i zabieramy się za jedzenie. Dziobię widelcem w talerzu. Widelec widzi, że chcę zadać mu pytanie. -No dalej, śmiało – zachęca mnie – o co chcesz zapytać? -Zastanawia mnie jak to się stało, że….yyy… nie wiem, jak to ująć. No wiesz, ja miałam osiemnaście lat, ty czternaście. Co cię we mnie zainteresowało? Miłosz nie patrzy mi w oczy. -Młodsi chłopacy często interesują się starszymi dziewczynami. Zresztą ty zawsze zachowywałaś się, jakbyś miała tyle lat, co my. -Aha – jestem trochę rozczarowana jego odpowiedzią. -Nie zrozum mnie źle – chyba to zauważył – Nie umiem tego dokładnie wytłumaczyć. Po prostu coś mnie przyciągało w twoją stronę. To raczej ty mogłabyś mi zdradzić, dlaczego pozwoliłaś na rozwój tamtych wydarzeń. Przecież musiałaś zdawać sobie sprawę z różnicy wieku. Wiedziałaś, że ludzie tego nie zrozumieją. -Masz rację. Wiedziałam, ale potrzebowałam wtedy kogoś, kto nie oczekiwałby ode mnie zbyt wiele. Ty taki byłeś. Właśnie wiek powodował, że nie mogłeś mieć wobec mnie żadnych poważniejszych zamiarów. Podobało mi się to. Mogliśmy rozmawiać swobodnie, bo każde z nas wiedziało, że nic więcej z tego nie będzie. -Coś w tym jest. Ja przez pewien czas myślałem podobnie. Mogłem jawnie z tobą flirtować, bo każdy dobrze wiedział, że to są żarty. -Nigdy nie przypuszczałam, że tamten wyjazd tak wiele zmieni w moim życiu. -Ani ja. Jestem ciekawy czy jest jakieś wydarzenie, które najbardziej utkwiło ci w pamięci? Zamyśliłam się. -Jest takie jedno, o którym nigdy nie zapomnę – uśmiecham się – To ono pokazało mi, że chyba….- rumienię się – No wiesz, że chyba mnie polubiłeś. -Zamieniam się w słuch. -Zostałam sama w ośrodku, a wy mieliście wtedy jakiś mecz. Poszłam na boisko, ale Arek, który od początku mnie nie akceptował, zachował się wobec mnie bardzo nieprzyjemnie. To było przykre i chyba nawet się wtedy popłakałam. Przyszedłeś do mnie do pokoju i zaproponowałeś grę w tysiąca we dwoje. Jako jedyny zainteresowałeś się moim stanem po tych chamskich tekstach ze strony twego kolegi. Reszta po prostu się śmiała. Widelec uśmiecha się pod nosem. -Straciłem wtedy ważny mecz, ale wiesz, co, warto było, skoro pamiętasz to wydarzenie do dziś. -Wciąż nie mogę uwierzyć, że tu jesteśmy – mówię szczerze – Gdyby ktoś mi powiedział, że coś takiego się wydarzy, zaśmiałbym mu się w twarz. Myślałam, że nie uda nam się więcej ze sobą porozmawiać, a co dopiero przeżyć jeszcze raz Chłapowo. Bartek nie byłby zadowolony, gdyby wiedział. -Nie powiesz mu? -Nie chcę mieć przed nim tajemnic, ale jaki facet mógłby zrozumieć tą sytuację? -Opowiadałaś mu o mnie, o nas? -Tak i właśnie, dlatego nie chcę żeby wiedział, że jesteśmy tu razem. To mogłoby wszystko skomplikować. -Rozumiem, że jesteś zdecydowana na ślub? -Miłosz, nie chcę o tym rozmawiać. To wszystko jest dla mnie wciąż niezrozumiałe i takie nierealne. Zgodziłam się pojechać, byśmy mogli opowiedzieć sobie o tym, co się kiedyś wydarzyło. Nie chcę się zastanawiać nad wyborami. Dokonałam już jednego. -Przepraszam, ale to niesprawiedliwe, że spotkaliśmy się na trzy miesiące przed twoim ślubem. Nie chcę by to, co powiem zabrzmiało, jak tekst z jakiegoś taniego filmu o miłości, ale wierzyłem, że los jeszcze kiedyś pozwoli nam się spotkać. No i proszę stało się. -To nie los, tylko Aśka moja przyjaciółka. Ubzdurała sobie, że muszę się z tobą zobaczyć i porozmawiać. -Aśka nie Aśka, jakie to ma znaczenie? Najważniejsze, że jesteśmy tu teraz razem. Och Miłosz nasza znajomość nigdy nie miała szans, na przetrwanie. Wtedy dzielący nas mur był większy niż nasze możliwości, teraz rozdziela nas inna osoba. Można powiedzieć, że od samego początku skazani zostaliśmy na rozłąkę. Byłam przygotowana na to, że nastąpi ona cztery lata temu, dziś nie wiem, jak pozbieram się, gdy już na zawsze znikniesz z mojego życia. Czy proces godzenia się z tą stratą będzie trwał tak długo, jak ten, który już przebyłam? Nie wierzę, że ślub z Bartkiem coś zmieni. Skoro przez cztery lata nie zapomniałam, czemu teraz mam zapomnieć? Wiem, wiem będę żoną, będę kochana, ale cząstka mnie oddana kiedyś tobie nie podlega zwrotowi.
16.
Nie mogę zasnąć. Myślę o tylu rzeczach i to chyba one odbierają mi sen. Wychodzę na balkon i próbuję zaczerpnąć świeżego powietrza. Siadam na wystawionym tam fotelu i tak, jak kiedyś wpatruję się w niebo. Tyle się przez te cztery lata zamieniło. Właściwie można powiedzieć, że na lepsze, bo w końcu nie będę szła przez życie sama. Przypominam sobie Łukasza i Seweryna. To byli pierwsi moi chłopacy. To prawda, że rozstałam się z nimi, nim na dobre zdążyliśmy ze sobą być, ale oni pojawili się za wcześnie. Kiedy poznałam Bartka byłam pod koniec drugiego roku, a moje kontakty z Widelcem zostały zerwane na dobre. To pozwoliło mi na ułożenie sobie życia w Poznaniu. A kiedy już cieszyłam się, że jest tak dobrze widmo z przeszłości powróciło, aby pokazać mi, że moje szczęście nie jest kompletne. Że choćbym nie wiadomo jak się starała nigdy nie osiągnę całkowitego spełnienia. Ktoś puka do drzwi. Podchodzę do nich na palcach. - Kto tam? - To ja, Miłosz. Otwieram i wpuszczam go do środka. -Widzę, że też nie możesz zasnąć. Może posiedzimy razem? – proponuje. -Właściwie, czemu nie – nie widzę w tym nic niestosownego. Widelec zajmuje miejsce na łóżku, a ja obok niego. Przez chwilę nic nie mówimy. -Jutro chcę cię zabrać do Wesołego Miasteczka. Co ty na to? – pyta on. -A kiedy pójdziemy na plażę? Boję się, żeby pogoda nie uległa pogorszeniu. -Nie zapowiadali, żadnych zmian. Śledzę ją już od jakiegoś czasu. Na razie wszędzie upały. No, ale oczywiście, jeśli masz ochotę, możemy odłożyć Wesołe Miasteczko na inny dzień. -Wiesz, ja na wakacje zawsze jeżdżę w góry, więc zapomniałam jak to jest, leżeć na plaży i o nic się nie martwić. W górach mamy zawsze taki napięty plan, że nie ma czasu na leniuchowanie. -Nie ma sprawy. Weźmiemy ręczniki, jedzenie i możemy zostać tam choćby cały dzień, aż nam się nie znudzi. -Przypomina mi się, jak po przyjeździe z Chłapowa chodziliśmy na basen. Uczyliście mnie pływać i tak mi się to spodobało, że potem codziennie tam wracałam. -Niestety mnie wtedy nie było – mówi jakby ze smutkiem Miłosz. -Wiem, chodziłeś z kumplami. Byłam zła na ciebie, że nigdy z nami nie siedzisz, tylko spędzasz czas z tamtymi, no, ale przecież nie mogłam ci tego powiedzieć. -Ty i tak mówiłaś więcej niż ja. Nigdy nie zapomnę tego wieczoru, gdy przyszłaś ze mną porozmawiać o jakiejś dla ciebie ważnej rzeczy. Zrobiliśmy wtedy okrążenie naokoło bloków, a ty powiedziałaś mi, że jestem dla ciebie kimś wyjątkowym. Nie masz pojęcia ile znaczyły dla mnie te słowa. -To, czemu powiedziałeś wtedy, że spodobała ci się jakaś dziewczyna? To nie było miłe zakończenie tego spaceru. Miłosz czerwieni się. -Ja zawsze muszę palnąć jakieś głupstwo. Byłem chyba zbyt skrępowany twoim wyznaniem i nie miałem pojęcia, co chcesz usłyszeć -No, na pewno nie tamto, ale wiesz, co mi się podobało? Że wiedziałeś dokładnie, o czym mówię. Przyznam, że nie spodziewałam się tego po tobie. Podziękowałam ci za to, że byłeś, obok, gdy świat walił mi się na głowę i byłam pewna, że nie będziesz wiedział, kiedy to było, a ty wymieniłeś mi dokładnie wszystkie wydarzenia. -Dwa z nich miały związek z twoją przyjaciółką, prawda? -Tak, dokładnie. Pamiętam uczucia, jakie mną wtedy targały. Nigdy się na nikim tak nie zawiodłam, jak na niej. No, ale dzięki temu zobaczyłam, że ci na mnie zależy. -Nie tylko ty to widziałaś. Większość moich znajomych mówiło, że jest coś między nami. -Podobnie było u mnie. Ale ja się tego nie wstydziłam. Nawet mój brat był w to wtajemniczony. Nagle Widelec wstaje z łóżka. Rozgląda się po pokoju, a ja razem z nim. - Szukasz czegoś? Ale on nie odpowiada. Podchodzi do szafy i wyjmuje z jej wnętrza magnetofon. -Wiedziałem, że gdzieś tu jest – podłącza go do prądu i nastawia płytę. Już wiem, że za chwilę poprosi mnie do tańca. Nie mylę się. -Mówiłem ci, że chcę to wszystko przeżyć jeszcze raz, ale nie sposób zliczyć naszych wspólnych tańców. Uśmiecham się do niego całą duszą. On wie, jak bardzo kocham taniec. Szkoda, że Bartek o tym nie pamięta. Miłosz wprowadza mnie w świat, o którym już zapomniałam, że istnieje. Mogę położyć głowę na jego ramieniu i odpłynąć. Ale staram się nie zatracić w tej nierealnej rzeczywistości, bo wiem, że nic nie twa wiecznie. Przecież z Bartkiem też to przeżywałam. Na początku nasz związek przesiąknięty był romantyzmem. Z czasem jednak coś się wypaliło. Może to wspólne mieszkanie zabiło w nas to szaleństwo? Może ta wkradająca się powoli rutyna codziennego życia, zabrała nam chęć do innego życia. Już się pogodziłam, że tak zostanie. Oczywiście są chwile wahania, ale rozsądek potrafi je przegonić. Wtulona w tą męską poduszkę zaczynam śnić. Czemu nie mogę mieć ich obu? Dlaczego muszę wybierać? Czy mam szansę na spełnienie u boku Bartka? Ale czy Miłosz nie jest tylko odłamkiem mojej młodości? Skąd mam pewność, że w szarym świecie, nasz związek byłby tak dopasowany, jak ten z Bartkiem? On jest na drugim roku studiów, ja swoje skończyłam, jak wyglądałaby nasza miłość na tle tych realiów? Zawsze będzie tyle różnic. Kiedyś wydawało mi się, że tamte są nie do pokonania, ale czy teraz nie byłoby podobnie? Ludzkie gadanie, nasze rozterki, trudne wybory i nieakceptowane decyzje. Czy miałabym tyle siły by walczyć z całym światem, czy też on przygniótłbym mnie swoim ciężarem? Czuję, jak Widelec całuje mnie po szyi. Odsuwam się i patrzę na niego zdziwiona. -Wiem, nie powinienem był, ale nie umiałem się powstrzymać – tłumaczy się – Przepraszam, to się nie powtórzy. -Już późno. Lepiej będzie jak pójdziesz – mówię. Nie chcę popełnić żadnego błędu. -Proszę pozwól mi zostać. Obiecuję, że będę spać na drugim łóżku. Chcę być, obok, bo już niedługo czas mi ciebie zabierze – patrzy na mnie tak, że nie wiem, co odpowiedzieć. -Dobrze, ale nie rób nic, co mogłoby być nieodwracalne. Zasypiamy, oboje wpatrzeni w swój profil, myśląc być może o tym samym. On chce mieć przy sobie mnie, a ja jego.
17.
Część 22 / 2
Jest godzina dziesiąta. Wychodzimy z hotelu ubrani w dres i trampki. Miłosz niesie pod pachą piłkę, a ja czuję radość, gdy znajdujemy się na boisku. On dobrze wie, co było dla mnie kiedyś takie ważne. To wieczorne mecze na znajdującej się za garażami łące. Chłopacy zbili dwie bramki, skosili trawę i wystarczyło. Nie wyobrażałam sobie dnia bez piłki nożnej. Nigdy nie zapomnę tych wrażeń. Nie ważne, że na moich nogach roiło się od siniaków, nie ważne, że dwa razy wybiłam sobie małego palca, ważne, że byłam szczęśliwa. Graliśmy zawsze w podobnym składzie. Dwie dziewczyny i około piętnastu chłopaków, czasem nawet więcej. Ja oczywiście stawiana byłam na obronie lub w bramce, ale starałam się jak mogłam, by nie wpuścić żadnego gola. Czasem się udawało, bo chłopacy z przeciwnej drużyny nie chcieli, abym za mocno oberwała i starali się nie strzelać za mocno. Dzięki tym meczom bardzo się zżyliśmy. Z nikim innym nie było mi tak dobrze, Nigdzie nie czułam się tak wspaniale. I choć miało to też swoje złe strony, odsuwałam od siebie te niechciane myśli. -Wiesz, nigdy nie umiałem się zdecydować, czy wolę być w drużynie z tobą, czy w przeciwnej – mówi Miłosz. -Skąd ja to znam – śmieję się – Miałam podobny dylemat. Jak byłeś ze mną mogliśmy razem cieszyć się ze zwycięstwa, a gdy przeciwko, zawsze grałeś na ataku, więc stałeś niedaleko. -A dziś zagramy jeden na jeden. Kto pierwszy strzeli gola będzie miał prawo wybory nagrody. Roześmiałam się. Nie było wątpliwości, czego on sobie zażyczy. - O ty spryciarzu. Nie źle to sobie wymyśliłeś. Miłosz udaje, że nie wie, o czym mówię. - Rozumiem, że się zgadzasz. Skoro tak zaczynamy – kładzie piłkę na trawie – dziewczyny mają pierwszeństwo – kopie ją w moim kierunku. Dobrze wiem, że przegram, ale postanawiam nie dać się tak łatwo. Bronię się, jak mogę, a Miłosz wcale nie radzi sobie zbyt dobrze. Dwoi się i troi, ale nie udaje mu się strzelić gola w pierwszych dwudziestu minutach. Niestety ja też nic nie potrafię zdziałać. Za każdym razem, gdy zbliżam się do bramki on w zaskakująco łatwy sposób odbiera mi piłkę. W końcu nie jestem już w stanie mu przeszkodzić i przegrywam. Widzę jego zadowoloną minę. - No dalej, pochwal się, co wymyśliłeś za życzenie. Już pewnie dawno masz je w głowie. Widelec uśmiecha się tylko zagadkowo. - Dowiesz się w swoim czasie – mówi – chodź, idziemy na lody. -A co zapraszasz mnie? -Zapraszam. Jemy największe o smaku śmietankowo – malinowym i idziemy na plażę. A tam jest tłoczno. Ludzie leżą plackiem na piasku i pozwalają słońcu zmieniać swój wizerunek. Opalenizna zawsze była w modzie. Rozkładamy się jak tylko możemy najdalej ludzi. Miłosz siłą zaciąga mnie do morza. Wbiegamy do niego z rozpędu. Woda chlapie na boki, a my nurkujemy i wypływamy kawałek dalej. Śmiejmy się i pływamy to w jedną to w drugą stronę. W końcu po prawie pół godzinie wychodzimy na plażę. Gdy leżymy już na ręcznikach mówię. -Nie przypuszczałam, że jeszcze kiedykolwiek zagram w piłkę. Wprawdzie nie był to taki mecz, jak kiedyś, ale uczucia te same. Chyba masz rację, dobrze mnie znasz. -Kiedyś chciałem zebrać starą ekipę, ale nie udało się. Ludzie się rozeszli. -Wiesz, że moja rodzina nie rozumiała tej mojej fascynacji piłką nożną? Mama nie raz mi mówiła, że zachowuję się niestosownie, jak na swój wiek. Płakałam wieczorami, bo nie radziłam sobie z tą sytuacją. -Domyślam się. To musiało być dziwne. Osiemnastoletnia dziewczyna spotyka się z młodszymi od siebie o cztery lata- śmieje się Miłosz. -Nawet mi nie przypominaj. Jak to jest? Czekasz na coś tak mocno, tak bardzo wierzysz i kiedy w końcu to dostajesz, musisz walczyć z całym światem by to utrzymać. -Ale ty się nie dałaś i to jest najważniejsze – gładzi mnie po policzku. -To wszystko tak szybko się skończyło. Dorośliście i każdy poszedł w swoją stronę. Zamyśliłam się. -Ej, bo mi tu wpadniesz w jakiś melancholijny nastrój, a na to nie mamy czasu. Zamiast tego możemy pójść wieczorem na to Wesołe Miasteczko, o którym ci wspominałem -Właściwie, czemu nie. Tylko już nie wsiądę na Tajfuna. Mam po nim złe doświadczenia – przypominam sobie. -A ja po Rock and rollu. Nie źle mnie wtedy wytrzęsło. -A teraz, co będziemy robić? -Jeszcze raz do wody – zrywa się z miejsca. -Nie, ja już nie chcę!! - bronię się, ale Miłosz ciągnie mnie za nogę i po chwili znów pływamy w morzu.
18.
-Czy przez ten cały czas, choć trochę o mnie myślałaś? – pyta on patrząc w niebo. -A jak ci się wydaje? -Myślę, że nie. Byłaś przecież z, Bartkiem, więc, po, co miałabyś wracać do tego, co było. -Zaskoczę cię, wracałam – mówię poważnie – I robiłam to za każdym razem, gdy przyjeżdżałam do domu. Może nie powinnam tego mówić, ale spacery pod twoje okno stały się po jakimś czasie tradycją. Chyba miałam nadzieję, że spotkam cię gdzieś przez przypadek. -Trzeba było wejść do środka. -Jasne. I co miałabym ci powiedzieć? „Cześć, masz chwilkę? Może pogadamy?” Miłosz przecież wiesz, że to by się nie udało. Nie odpowiada. - Ja o tobie nie myślałem – wyznaje - obiecałem sobie, że po twoim wyjeździe przestanę się nad tym zastanawiać. Chciałem w nowej szkole zacząć od nowa. - Rozumiem. - Ale jakoś nie układało mi się w sprawach sercowych - Miłosz rumieni się - zresztą dzisiejsze dziewczyny są inne. Stale porównywałem je do ciebie i to automatycznie je dyskwalifikowało. - To nie dobrze. Przecież musiałeś zdawać sobie sprawę, że wraz z moim wyjazdem wszystko się skończyło. - Zdawałem, ale widocznie pewne rzeczy są silniejsze. - Popatrz – mówię – Słońce zaraz zanurzy się w wodzie. Teraz czas na jego kąpiel. Miłosz śmieje się. - Ostatnim razem, jak byliśmy na zachodzie słońca mieliśmy problemy, pamiętasz? - Tak, ksiądz był wtedy na nas zły. - Chodź uwiecznimy tę chwilę – mówi on wyjmując aparat. – Nie mamy wspólnych zdjęć. - Mamy, jedno – przypominam mu. – Do dziś noszę je przy sobie. Może nie powinnam być z nim taka szczera? Może to źle, że wyznaję mu swoje uczucia i myśli? Ale z drugiej strony to ostatnia taka możliwość. Miłosz przygotowuje aparat i każe mi stanąć na tle zachodu. Wpatruję się w niego jak urzeczona. Słońce broczy i brudzi tą krwią wodę w morzu. Zalewa purpurą całą jej powierzchnię aż po horyzont. -Teraz odbiorę sobie swoją nagrodę. Patrzę na niego zaskoczona. -Chcę cię pocałować. -Miłosz wiesz, że nie mogę się na to zgodzić. -Nie bój się, to będzie taki sam pocałunek, jak kiedyś. Zwykłe muśnięcie. Chcę mieć dowód, że istniał. Powiedzmy, że będzie to przyjacielski buziak. Za takiego chyba by się twój narzeczony nie obraził, co nie? Nie odpowiadam, bo Widelec nie chciałby wiedzieć, co na ten temat myśli Bartek. - Dobrze – zgadzam się - ale ma być zupełnie tak samo, jak na moich dziewiętnastych urodzinach. Miłosz uśmiecha się zadowolony. Stajemy obok, patrząc sobie w oczy. Nie będę mogła wziąć ze sobą tego zdjęcia. Muszę zrobić własne, tam głęboko w duszy. On dotyka mojego policzka. Zamykam oczy, bo tak jest łatwiej. Nie chcę przecież rzucić mu się na szyję. Po chwili cofam się w czasie do tamtego dnia, gdy nasze usta poznały się pierwszy raz. Te spotkanie też nie będzie długie. Nie zdążą się nawet sobą nacieszyć, a już będą musiały się rozstać. Aparat robi zdjęcie. Była chwila, już jej nie ma.
19.
Wieczór jest taki ciepły. Idziemy plażą trzymając się za ręce. Pokazuję mu światła latarni w oddali, pytając czy jutro, tak jak kiedyś pójdziemy w jej kierunku. Miłosz mówi, że tak. Woda omywa nasze stopy i wyrzuca na brzeg muszle. Wkoło nikogo nie ma. Jesteśmy sami. Wiem, że miejsce, do którego idziemy będzie znajome. Widelec zaplanował każdy szczegół tego wyjazdu i chce odtworzyć wszystkie chwile, które spędziliśmy kiedyś razem, a jednak osobno. - To tutaj – zatrzymujemy się – pamiętasz ten kamień? Robię poważną minę i staram się wygrzebać go sobie z pamięci. - Chyba tak – ryzykuję – Czy to nie tu wrzucaliśmy wianki do wody? Miłosz kiwa głową. - Dokładnie. Twój popłynął pierwszy. Przepowiednia się spełnia, pierwsza wychodzisz za mąż - Tu się rozbijamy – mówi Miłosz i kładzie na piasku koc. - Rozpalimy ognisko? - A chcesz? - Byłoby miło. Nigdy nie spędzałam w ten sposób nocy – mówię. - To akurat jedna z rzeczy, której wcześniej nie robiliśmy, ale nie mogłem jej pominąć. Rano musimy przecież zobaczyć wschód słońca. Ostatni nie był udany. - Czemu? - Bo staliśmy daleko od siebie i nie przeżyliśmy go wspólnie. Zaciskam powieki, by łzy mi spod nich nie uciekły. On mówi takie piękne rzeczy, a ja nie jestem pewna, czy powinnam ich słuchać. Kładziemy się na kocu i wsłuchujemy w szum morza. Niebo utkane siatką z gwiazd wydaje się, że wisi tak nisko. Patrzę w nie i liczę gwiazdy. Od ich ilości aż kręci mi się w głowie. Nagle spostrzegam jedną, która oderwała się od sklepienia i leci w dół. -Zobacz spadająca gwiazda – mówię. -A tam druga – Miłosz pokazuję swoją – Masz życzenie? -Mam. -Ja też. Każdy myśli o czymś innym. Ja chcę być zawsze tak szczęśliwa jak teraz, a on? -O czym pomyślałaś? – pyta. -A ty? -Nie odpowiada się pytaniem na pytanie. Ty pierwsza. -A skąd wiesz, że jak powiem, to ono się spełni? -Może będę mógł pomóc gwiazdom w jego realizacji, kto wie. Patrzę na niego uważnie i wiem już, że życie bez szaleństwa będzie dla mnie nie do zniesienia. -Dobrze – godzę się w końcu – Chciałabym być zawsze taka szczęśliwa, jak teraz. Chyba nie byłam oryginalna. A ty, o czym pomyślałeś? -Że nie chcę byś odeszła. Nastała cisza. -Mieliśmy o tym nie mówić – odezwałam się – łamiesz obietnicę. -Przepraszam, ale musisz wiedzieć, co czuję. Tyle czasu nosiłem to wszystko w sobie. Jeśli ci nie powiem, chyba eksploduję. -Miłosz… -A ty nie chcesz usłyszeć? Nie wierzę. Ma rację, chcę. Tyle lat o tym myślałam, ale teraz to nie czas i miejsce na wyznania. - Masz jeszcze ten mój pierścionek? – pyta on. - Mam. Nosiłam go długi czas. - Miałem nadzieję, że jak się kiedyś spotkamy zobaczę go na twoim palcu, ale to była tylko nadzieja. Wiem, że nie mogłaś nosić go wiecznie. - Mogłam, ale Bartek go nie lubił. - Wiedział? - Tak. Widelec szuka mojej dłoni. Podaję mu ją. -A ja mam nadal wszystkie twoje kartki. Dwie Walentynki, no i tą najważniejszą, urodzinową. -Nie wiem, co mnie podkusiło, aby ci je dać – śmieję się. -Dobrze się stało. -No ja nie dostałam od ciebie ani jednej. -To wszystko przez moich kumpli. Wiesz, jacy byli. Śmiali się ze mnie, że podkochuję się w starszej dziewczynie. Nie chciałem, by wiedzieli, że to prawda -Oo, przecież nie raz łączyli nas w parę i jakoś ci to nie przeszkadzało. Jak mówiłam, że będę nosiła twoje nazwisko to tylko się śmiałeś i kazałeś mi powtórzyć jak będzie brzmiało. A jak mówiłam, że śnił mi się nasz ślub, to, co? Nie protestowałeś. -O jaka pamiętliwa. Co jeszcze mi wypomnisz? – drażni się ze mną. -A co chcesz wiedzieć? Pytaj, zobaczymy czy masz taką dobrą pamięć. -Dobrze. Zaraz się okaże, kto z nas zna więcej szczegółów – zamyślił się. Ze mną nie wygra. Przecież nie raz czytałam pamiętnik z tamtego okresu. -Czy kiedykolwiek cię pocałowałem? -Oooo – jestem oburzona – mogłeś zadać trudniejsze pytanie. Tak – odpowiadam -No, ale proszę całym zdaniem - Miłosz nie jest zadowolony z mojej odpowiedzi. -Tak, to było na moich urodzinach. Bawiliśmy się w ratownika, a ja wszystko ukartowałam – przyznaję. – Justyna wskazywała na chłopaków, i umówiłyśmy się, że za trzecim razem wskaże na ciebie. Wtedy miałam powiedzieć stop. To nie było trudne. -A więc to tak. Chciałaś zdemoralizować niepełnoletniego. Nie wiedziałam, że zaplanowałaś nawet takie rzeczy. Zaczynam się śmiać. - Na ciebie nie miałam, co liczyć. Musiałam wziąć sprawy w swoje ręce. Ale tylko pierwszy pocałunek był ustawiony. Następne były przypadkiem. Zresztą, co to były za pocałunki. Zwykle muśniecie po wardze. -No chyba nie oczekiwałaś, że się na ciebie rzucę przy innych. Znowu zapominasz ile miałem wtedy lat. -No, dobrze już dobrze. -A ile było tych buziaków? Liczę w myślach. -Hm, pięć albo sześć. -Ha, mam cię nie pamiętasz. -O jaki mądrala. Dobrze, to w takim razie, powiedz mi, kiedy śpiewałeś mi piosenkę Ich Troje? -To też nie jest trudne pytanie. Dyskoteka, mój taniec na gazecie z twoją przyjaciółką i twój zepsuty humor. Siedziałaś pod drzwiami i nie chciałaś wejść do sali. Widziałem w twoich oczach łzy wściekłości. Miałaś jej za złe, że mnie wtedy poprosiła, a ona chyba znała twój słaby punkt. -To była jedna z najgorszych rzeczy, jaka mi się przytrafiła z jej strony – na samo wspomnienie zdenerwowałam się – zrobiła to celowo, bo dobrze wiedziała, gdzie zaboli najbardziej. Miłosz nie odpowiada. To, co powiedziałam nie jest dla niego nowością. Już w tamtej chwili wiedział, co czułam. -Pamiętasz, co ci wtedy śpiewałem? -„A wszystko to, bo ciebie kocham i nie wiem, jak bez ciebie mógłbym żyć” – nucę – popłakałam się wtedy ze szczęścia i ze śmiechu, bo tak strasznie fałszowałeś. Bóg nie obdarzył cię głosem. -Ale poskutkowało, odzyskałaś humor. -No wiesz, po takim występie nie było innej możliwości. Dobra teraz moja kolej. Potrafisz opisać swoją reakcję, gdy dałam ci prezent na urodzinowy? Chyba trafiłam, bo Miłosz nie wie, co odpowiedzieć. -Bardzo mi się podobał. -Nie, nie. Masz dokładnie odtworzyć tamtą sytuację. -No dobra, przyznaję, że nie pamiętam. -Czyli wygrywam – podsumowuję. -A ty potrafisz? -Oczywiście. Chwyciłeś mnie za rękę, ukłoniłeś się i powiedziałeś, że słonik będzie stał na honorowym miejscu. Dodałeś, że podoba ci się prezent, choć to była taka drobnostka. Ja zupełnie nie wiedziałam, co ci kupić. -Nigdy później nie dostałem nic, co by mnie tak ucieszyło. Patrzę na niego w milczeniu. On też wpatruje się w moje oczy. Nasze dłonie leżą splecione na kocu. Przysuwam się bliżej, bo zrobiło mi się zimno. Miłosz kładzie mi na ramieniu drugi koc. Leżymy teraz w ciszy, prawie dotykając się nosami i patrzymy na siebie. Nie chcę nic mówić i on niech też nie przerywa tej ciszy. Niech teraz rozmawiają nasze dusze. Niech powiedzą sobie to, czego nam nie można. To, co od dawna oboje nosimy w sercu, ale co nie powinno wyjść z naszych ust. A ten uścisk dłoni, niech będzie jedynym potwierdzeniem