Historia · 8 min czytania
Z uśmiechem i kwiatkiem przeciw drutom kolczastym
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Najstarsze mądrości mówią, że człowieka kształtuje jego otoczenie. Ostrzegają: {i}kto z jakim przystaje, takim się staje{/i}, co z pewnością odnosić się powinno do szerokiej perspektywy czasowej, lecz nie zawsze, bowiem są takie momenty w historii, w których szczególną rolę odgrywa impulsywność. W tych chwilach umysł jednostki pracuje szalenie niesamodzielnie i jest podatny na różne sugestie. Oczywiście, wpływać na to musi długotrwały i mało widoczny na co dzień proces przygotowania tegoż umysłu do uznania niepodważalnej prawdy zasłyszanego tekstu, a także skłonności w ocenianiu "faktów", np.: wiara w rzeczy nadprzyrodzone, tendencja kreowania teorii spiskowych, czasem nadmierna ufność względem drugiego człowieka.
Postaram się przedstawić to zjawisko na podstawie dwóch przykładów, przykładów z historii, które dziś głównie bawią, są jednak odzwierciedleniem pewnej cechy ludzkiego umysłu, cechy powszechnej i aktywnej u każdego z nas- podatności na bodźce zewnętrzne.
30 październik 1938 roku, chłodny jesienny wieczór, dochodzi godzina ósma. W domach milionów Amerykanów pracują już odbiorniki radiowe, słuchacze jednak nie doczekują się standardowego programu, zamiast niego słyszą zapowiedź adaptacji powieści H. G. Wellesa. Adaptacja ta miała być dziełem młodego reżysera i dotyczyć dzieła "Wojna światów".
Zaczyna się wprowadzenie, reżyser mówi, jakby tłumacząc: {b}{i}Wiemy, że we wczesnych latach XX wieku, nasz świat był obserwowany przez inteligencje pozaziemskie, większe od człowieka, jednocześnie tak samo śmiertelne.{/b}{/i}
Część 22 / 2
Podziwiamy dziś kunszt tego 23-letniego człowieka, który zaaranżował tę audycję w taki sposób, że zdołał zmanipulować nią tysiące słuchaczy. Spanikowany speaker donosi nagle o ataku kosmitów, wymienia liczbę śmiertelnych ofiar, udaje się na miejsce zdarzenia, opowiada, co widzi. Wreszcie obwieszcza głosem pełnym sensacji wkroczenie wojska. Taktyczne przerwy, głucha cisza, zmiany tonacji głosu, zręczne wplecenie efektów muzycznych, statystyki uwiarygadniające całe słuchowisko i mistrzowsko odegrane poczucie realnego zagrożenia doprowadzają do niesamowitej reakcji części odbiorców. Przekonani o zbliżającej się katastrofie pakują najpotrzebniejsze rzeczy i opuszczają swoje domy w poszukiwaniu schronienia. Niektórzy uzbrajają się w maski gazowe, wielu trafia do szpitala z objawami lękowymi. Redakcje gazet codziennych, stacje radiowe i policja odbierają telefony od spanikowanych słuchaczy, kościoły momentalnie się zapełniają. Mówi się o przypadkach samobójstw, które jednak nigdy nie zostały potwierdzone, dają jednak obraz skali wydarzenia. Ludzie byli przerażeni.
Gdy radio ogłasza to, co wszak ogłaszało już wcześniej, że słuchowisko było jedynie adaptacją powieści, następuje ogromna fala krytyki za "okrutny żart", sam reżyser natomiast doczekuje się kilku pozwów sądowych.
Pomyśleć można, że panika, jaka narosła u słuchaczy była przesadzona i bezpodstawna. Nawet, jeśli ktoś nie usłyszał wzmianki o adaptacji powieści, nie powinien był przecież założyć z góry, że słucha reportażu, i że- chce czy nie- czeka go śmierć z rąk kosmity. Oczywiście, są ludzie podatni na takie teorie, zdawać by się mogło, że wręcz na nie czekają, ale to co się wydarzyło w Ameryce pod koniec lat 30 miało charakter masowy. Dlaczego?
Analiza antropologiczna (przeprowadzana już przez wielu specjalistów) pozwala nam odpowiedzieć na to pytanie. Otóż był to rok 1938. Rok przed wybuchem II wojny światowej. Wojna ta, jak wspominało wielu, wisiała w powietrzu, każdy miał poczucie zagrożenia. Poczucie to narastało, jak i narastało samo zagrożenie. Niepokój o dzień jutrzejszy kazał mieć oczy szeroko otwarte, narastająca w głowach tych ludzi presja, coraz częściej powtarzane pytania co się wydarzy? co z nami…