Romans · 33 min czytania
Z zapisków młodego reportera: Wywiad nr 22
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
Dla tych, którzy nie czytali Harry'ego Pottera: W roku 1981, kiedy najpotężniejszy zły czarnoksiężnik, Lord Voldemort, terroryzował cały magiczny świat, niektórzy czarodzieje próbowali z nim walczyć. Wśród nich byli: Lily i James Potter oraz ich najlepsi przyjaciele: Remus, Syriusz i Peter. Voldemort postanowił zabić Potterów, więc ci musieli się ukryć w bezpiecznym miejscu. Jedyną osobą, która mogła do nich dotrzeć, był Syriusz Black. Niedługo potem Voldemort pojawił się w domu Potterów, zabił jego i ją, próbował też zabić ich synka, małego Harry'ego, ale wówczas - został przez chłopca pokonany swoim własnym zaklęciem. Syriusza Blacka natomiast schwytano i skazano na dożywocie w Azkabanie za zdradę, zabicie Petera Pettigrew (który próbował go schwytać) i dwunastu mugoli (którzy znaleźli się w pobliżu). Nikt nie wiedział, że wszystko, o co oskarżali Blacka, uczynił Peter - który nie zginął, tylko się sprytnie ukrył... Patricia Violin, Robert Green, Emil Simieur, Robert McKinnon i Mark są moimi bohaterami. Resztę postaci stworzyła J.K. Rowling.
~*~
{b}Z zapisków młodego reportera: Wywiad nr 22{/b}
{i}Z: Patricią Violin Data: 25 kwietnia 1984 r. Gdzie: Londyn, kawiarnia Taśmy: 45-46 Zapis z taśm, wersja 1 - z wrażeniami{/i}
Było w niej coś niesamowitego, kiedy tak wpatrywała się we mnie swymi zielonkawymi, lekko skośnymi oczami. Rzęsy miała długie i ciemne, tak samo ciemne jak proste brwi widoczne spod asymetrycznej grzywki. Włosy rude, po lewej ścięte na chłopaka, po prawej na pazia, tak ogniście rude, że nikt nie ośmieliłby się nazwać ich kasztanowatymi.
Umówiłem się z nią na ten wywiad, ale nie bardzo wiedziałem, od czego zacząć rozmowę. Zwłaszcza że, prawdę mówiąc, wyobrażałem ją sobie nieco inaczej. Sądziłem, że będzie miała długie i miękkie loki, łagodne spojrzenie i sukienkę: żółtą, może białą. Na pewno nie spodziewałem się szerokich spodni w kolorze khaki i koszulki na ramiączkach podobnej barwy. Zwłaszcza zestawionych ze złotym wisiorkiem w kształcie ryby przeskakującej nad księżycem. To mi nie pasowało do przyjaciółki Lily Evans Potter.
- Pani nie jest romantyczką? - zadałem pierwsze pytanie.
Spojrzała na mnie znad splecionych dłoni.
- Ależ tak, jestem. Czasami.
Nie zdążyłem zapytać o formę romantyczności i czas, kiedy pospieszyła z wyjaśnieniami: - Lilka sprawiała, że wszyscy przy niej łagodnieli, ja również. Ale ani ona sama nie była tak święta, jak się powszechnie ją przedstawia, ani tym bardziej ja. Potrafiłam zajść komuś za skórę, naprawdę. Pan mi nie wierzy?
- Wierzę, wierzę - usłyszałem, że nie zabrzmiało to zbyt przekonująco, więc dodałem: - Tylko oczekiwałem kogoś innego, to znaczy... - Cholera! Przecież miałem już pewne doświadczenie, a plątałem się niczym sztubak. - Chciałem powiedzieć, że nastawiałem się na rozmowę z nieco łagodniejszą osobą.
- I chciał pan pytać o coś innego?
Pogratulowałem jej w duchu przenikliwości.
- Mniej więcej. Ale już dochodzę do siebie po tym szoku - uśmiechem dałem do zrozumienia, że tak naprawdę wcale mnie nie zaskoczyła tylko po prostu - zdziwiła. - To dobrze - odwzajemniła uśmiech.
- A zatem, panno Violin... - zacząłem ponownie, chcąc przejść do rzeczy, ona zaś natychmiast mi przerwała.
- Wszyscy mówią mi po imieniu.
Część 22 / 6
- Patricio - dorzuciłem płynnie, ale później znowu zrobiłem błąd - kiedy pani poznała Syriusza Blacka? Hm, czy to nie za duża bezpośredniość? Nie, wobec tamtej Patricii z wyobrażeń byłaby taka, wobec siedzącej naprzeciw mnie kobiety - bynajmniej.
- Usłyszałam o nim już wkrótce po znalezieniu się w Hogwarcie, grał wówczas w drugiej lidze quidditcha i był całkiem dobry - zaczęła; głos miała rzeczowy, spokojny, przyjemny. - Poza tym przyjaźnił się z Jamesem Potterem, najpopularniejszym zawodnikiem w szkole, więc siłą rzeczy musiałam dowiedzieć się o nim szybko. Już pierwszego września siedzące koło mnie dziewczyny odmieniały ich imiona przez wszystkie przypadki.
Kiedy się uśmiechała, na brodzie robił jej się malutki dołeczek. A uśmiechała się często.
- Słyszała...ś o nim tylko jako o graczu?
- Nie, oczywiście, że nie - roześmiała się. - Wariował z kolegami tak, że niemal codziennie było o nich głośno, potem jeszcze zaprzyjaźnił się z jego paczką mój kolega z klasy i przedstawił Lilce Jamesa. A może Jamesa Lilce? - zastanowiła się. - Nie, to Lily prosiła...
- Kolega?
- Emil. Simieur.
Kojarzyłem go trochę. Za mało. Większość osób, które go znały, albo nie chciały nic powiedzieć, albo nie żyły, co mnie bardzo irytowało - prawie tak jak niemożność znalezienia jego prac i osobistych notatek. Ocalała tylko książka i troszkę wspomnień; wiedziałem o nim głównie od jego kolegi, Marka Wilkisa.
- Ach, autor tej książki o eliksirach?
- Tak, miał na ich punkcie prawdziwego świra, pomagał całej naszej paczce odrabiać lekcje.
- Dawał wam spisywać?
- Nie, nie, tłumaczył. Dzięki niemu żadne z nas nie miało nigdy z tym przedmiotem zbyt poważnych problemów, żadnej poprawki. Czasami miewaliśmy nawet całkiem dobre oceny.
- Aha.
Wiele spodziewam się po następnych rozmowach z Patricią. Wtedy jednak mogłem tylko mieć nadzieję, że zgodzi się na następne - ta miała być o Syriuszu. I cud, że się zgodziła tak od razu... Temat wciąż był bolesny, wciąż nieprzyjemny. Mało kto miał siłę do niego wracać. I ja się w to wepchnąłem ze swoimi planami...
- Wspominała... wspominałaś, że przyjaźnił się z paczką Pottera. Czemu nie pomagał Syriuszowi, kiedy ten był w czwartej klasie?
- O, pokłócili się wówczas. To znaczy, pan wie, że Emil został wybrany do drużyny Ravenclawu?
Część 33 / 6
- Owszem. Ale niewiele ponadto.
- Syriusz wściekł się, bo Emil złapał, podczas swojego pierwszego meczu, znicza. Przed Jamesem. Widowiskowo. Syriusz nie mógł znieść myśli, że ktokolwiek mógł okazać się lepszy niż jego przyjaciel. Pół roku się do Emila nie odzywał. James interweniował, Remus interweniował, Peter chodził struty i milczał...
Peter Pettigrew, Remus Lupin... Zorientowałem się, że przy wymienieniu każdego imienia po raz pierwszy patrzyła na mnie pytająco, jakby chciała upewnić się, że wiem, o kim mówi. Wiedziałem - do Hogwartu wprawdzie nie uczęszczałem, ale nie przeszkodziło mi to przestudiować dostępnych mi danych o nim naprawdę uważnie. Chciałem bardzo kończyć tę właśnie szkołę... Hm. Byłbym może w jej klasie. A na pewno na jej roku.
Uświadomiłem sobie, że chyba powinienem się odezwać.
- Nie... interweniował?
- Nie - pokręciła głową. - Był na to zbyt nieśmiały. Ale to on cierpiał przez ten spór najbardziej, Lily mi mówiła.
- Hm, jeszcze jedno... Mówisz o nim wciąż jako o Syriuszu? Zawsze?
- Hm? - uniosła brew. Zawsze, kiedy pytała, unosiła jedną brew i przekrzywiała odrobineczkę głowę. Ciekawe, czy to wiedziała... - Ach... Że bez dystansu? Przecież to był przyjaciel. Kiedyś, ileś lat. Nie mogę ich wszystkich tak po prostu skreślić.
- Rzadkie podejście.
- Możliwe - ucięła. - Moje.
- A... Kiedy Syriuszowi przeszedł ten... gniew?
- Furia, furia, bez zbędnych eufemizmów. Autentycznie dostawał piany na ustach, kiedy o nim ktoś przy nim wspominał. Reagował na Emila jak na Snape'a, a nawet gorzej, bo nie mógł mu dokuczać.
Nagle zdałem sobie sprawę, że jej nos obsypany jest piegami. Przecież zwykle nie zwracam uwagi na takie sprawy...? Robert, ty tu przeprowadzasz wywiad, bardzo ważny wywiad niezbędny do napisania książki swojego życia! Myśl o niej jako o rozmówcy, nie o kobiecie. Zamrugałem parokrotnie oczami. Pomogło.
- Hm?
- Ze względu na Jamesa. Oni wciąż się lubili, rozmawiali. To tylko Syriusz tak się zachowywał. A przeszło mu na wiosnę chyba, przyjaciele wzięli go na poważną rozmowę. Potem mi mówił, że nigdy tak na niego nie nakrzyczeli jak wtedy - a żaden z nich nie podniósł głosu.
- Potem? Po rozmowie? Znałaś go wtedy?
Część 44 / 6
- Nie, wciąż tylko z opowieści i z widzenia. On mnie ledwie kojarzył jako koleżankę Lilki.
- A kiedy się poznaliście? w jaki sposób?
- Och, to był banał. Musiałam na następny dzień zrobić referat z transmutacji - zupełnie o nim nie pamiętałam wcześniej, teraz już nawet nie wiem, z jakiego powodu... Referat na raczej trudny i zupełnie mi obcy temat - nie ciekawił mnie w ogóle, nic o nim nie wiedziałam przedtem. Siedziałam w bibliotece, dookoła mnie na stoliku książki, większe na mniejszych, chwiało się to wszystko... - Opowiadaniu towarzyszyła intensywna gestykulacja. - Wtedy on, przechodząc w pośpiechu - zawsze się dokądś spieszył - potrącił któryś z tomów i go zrzucił, a za nim poleciała reszta. - Patricia mówiła teraz nieco szybciej i głośniej, nie dbała tak o płynność zdań. - Wściekłam się na niego, byłam już zupełnie załamana, napięcie straszne, a tu przechodzi jakiś palant i zrzuca wszystko, nakrzyczałam...
- Jak zareagował?
Uśmiechnęła się leciutko. - Stał ze spuszczoną głową i słuchał, mamrocząc przeprosiny.
- On? - Mimo wszystkich usłyszanych opowieści, Syriusz Black kojarzył mi się przede wszystkim z przeczytanym tamtego dnia, kiedy zaczęło się to całe zainteresowanie, artykułem. I zdaniem opisującym, jak kroczył powoli ulicą, prowadzony przez cały oddział sił specjalnych: wyprostowany, wręcz sztywny, z nieruchomą twarzą, wyprostowaną głową... Przed półgodziną zabił trzynastu ludzi, śmiał się nad ich ciałami jak wariat, a potem szedł taki hardy, pewien, że zrobił to, co było słuszne. Zachowanie w bibliotece mi nie pasowało, ale w nim zaskakiwało mnie wiele rzeczy... Głos Patricii odwrócił moją uwagę od tamtego obrazka.
- No, on, on. Zbiłam go z pantałyku chyba. A może zobaczył, że muszę się wykrzyczeć. Niestety, nie zrozumiała mnie bibliotekarka. Wyrzuciła z biblioteki. Oboje.
Wyobraziłem sobie dziewczynkę, pewnie jakiegoś rodzaju perfekcjonistkę, przekonaną, że tego nie napisze, zaciskającą zęby - i nagle wyproszoną z jedynego miejsca, w którym mogła pracować.
- Uuu. Współczuję. Referat...
- Wyszliśmy, a wówczas się rozbeczałam. Na korytarzu, przy nim. A potem... No, cóż. Miał chusteczkę, zawsze ją nosił ze sobą, zapytał na jaki temat był ten referat. Powiedziałam mu, co to jest, on się zaśmiał i zapytał, czy mam gruby notes, bo on może mi z głowy podać materiał do aż trzech referatów na ten temat.
- Utalentowany chłopak.
- Uwielbiał transmutację. I popisywanie się. A poza tym, był po prostu uczynny, o animagach rzeczywiście wiedział sporo... No i gdy tak na niego nakrzyczałam, uznał pewnie, że to jego wina...
- Niech zgadnę: dostałaś z referatu świetną ocenę i mu podziękowałaś?
Tym razem jej uśmiech był jakby przepraszający.
- Obawiam się, że jestem zbyt przewidywalna...
- W tym przypadku widocznie tak. A co się stało później? Od razu zaczęliście się spotykać?
Część 55 / 6
- O, nie! Ten referat mieliśmy na początku trzeciej klasy, a zaczęliśmy "chodzić ze sobą" gdzieś w maju, tuż przed jego SUM-ami. Osiągnęłam tylko to, że zapamiętał, jak mam na imię.
- James wiedział to wcześniej...
- Myśli pan, że od Lilki? Ee, nie, nie wiedział... Tyle dobrego, że mnie właśnie pamiętał jako jej przyjaciółkę, rozpoznawał z twarzy; nic więcej... Nie zależało mu wówczas na niej tak, żeby mnie zapamiętać. A Syriusz to już w ogóle...
Chętnie zapytałbym ją o Lilkę, ale rozmowa o Syriuszu to wręcz uniemożliwiała. Zaborczy facet.
Cholera, tych wywiadów po prostu MUSI być więcej!
- Podobno znał wszystkie dziewczyny w Hogwarcie.
- O, nie! Tylko tak się przechwalał. Prawdą jest jednak, że kiedy w końcu, jakoś w grudniu, ja się w nim zakochałam, kilka moich bliższych i dalszych koleżanek też wariowało na jego punkcie. I wszystkie byłyśmy przekonane - jednocześnie! - że to my mamy do niego największe prawo, jak i że wszystkie inne znają go lepiej. Dzieci z nas były straszne...
Zakręciło mi się w głowie. Dziewczyn nie rozumiałem tak naprawdę nigdy.
- Jaki on wówczas był? z wyglądu, z charakteru, z zachowania?
- Ooo, słodki! - rozjaśniła się. Hm, mówić o masowym mordercy, że jest lub był słodki? - Pan widział jego zdjęcia?
- Tylko to z aresztowania... - mruknąłem, orientując się nagle, że ona wciąż mówi do mnie per "pan". Ach! zapomniałem poprosić, żeby i mnie mówiła po imieniu. Cóż, teraz już za późno.
- Uważa pan, że ładnie wyszedł?
Spojrzałem na nią zdumiony. Zdjęcie człowieka złapanego na gorącym uczynku, dookoła kilkunastu ludzi z brygady, za kilkanaście dni zamkną go w Azkabanie, a ona pyta, czy ładnie wyszedł? Patrzyła na mnie kpiąco. Co za osoba, doprawdy! Czy ona sobie żartuje, coś próbuje przed sobą samą ukryć? A może przed innymi? W tym momencie bardzo mnie zaintrygowała.
- Poza tym przerażeniem i ludźmi wokół niego - odparłem. - Miał wówczas czerwoną koszulę, prawda?
- Tak, bardzo lubił ten kolor. Czerwony, złoty, niebieski. Wszystkie ich odcienie. Wyraziste, jaskrawe, ciepłe. No i czarny, oczywiście. Jego wizytówka. Ale najlepiej pamiętam go w czerwieni - uśmiechnęła się do swojego wspomnienia. Często się uśmiechała.
- Można powiedzieć, że ja również... z tego zdjęcia właśnie.
Część 66 / 6
- To proszę sobie wyobrazić trochę młodszego, radosnego, opalonego, bez tych sińców pod oczami. Zawsze szeroki, lekko kpiący uśmiech. Włosy miał krótsze, ale wówczas mu falowały, układały tak trochę uroczo, a trochę zawadiacko. No i był niepospolicie przystojny; w zasadzie nieregularne rysy, trochę za duży nos, zbyt nietypowa linia twarzy. Ale miał w sobie sporo uroku... no i pomysły. Dużo pomysłów, nie zawsze takich zabawnych, jak by się mogło wydawać, ale wówczas bawiły, a wiesz, jak się rodzi legenda...
Skinąłem głową. Każda następna generacja wszystko wyolbrzymiała, granice gdzieś się zacierały. Zwykły wymagający nauczyciel urastał do krwiożerczej bestii, kawalarz do najzabawniejszego ucznia wszechczasów... Późniejsi pamiętają, że kiedyś było lepiej, że teraz nie ma nikogo ciekawego - i sami przechodzą do historii.
- Ale zawsze coś robił - kontynuowała Patricia, przywracając mnie rzeczywistości. Teraz, kiedy opowiadała, dzieliła się wspomnieniami, patrzyła nie na mnie, lecz na stół, jakby tam szukając informacji. - Był bystry, wyszczekany, dowcipny. Umiał słuchać, patrzeć rozumiejąco, nie rozgadywał powierzonych mu sekretów nawet przyjaciołom... Wiem, bo kiedyś coś mu powiedziałam, słyszał o tym ode mnie tylko on i Lilka, a James o niczym nie wiedział. A to nie było ważne. Hm... - umilkła na moment. - Chciało się go znać. Wiele rzeczy robił na pokaz, ale to były też takie rzeczy, których w Hogwarcie nie robił żaden chłopak poza nim... Wie pan, o takich rzeczach czyta się na ogół w powieściach dziewiętnastowiecznych i wzdycha, ze zazdrości głównej bohaterce, bo teraz takich facetów nie ma, wyginęli...
Aha, pomyślałem. Więc to jednak jest romantyczka.
- Co jeszcze... Bardzo lubił dzieci. I w ogóle młodszych od siebie. Rozmawiał z nimi, nie wywyższał się, nie narzucał im zbyt często swojego autorytetu starszego kolegi. Potrafił się bawić z nimi, według ich zasad. Byłby pewnie świetnym ojcem.
- Ideał?
- O, nie. Zarozumiały, nadmiernie pewny siebie, a przynajmniej zawsze robił takie wrażenie, lekkomyślny aż do głupoty, ze skłonnościami do brawury... Raz wykazał się takim debilizmem, ze szkoda gadać, bo i tak by nikt nie uwierzył - a w dodatku dotyczyło to osób żyjących do tej pory - dodała zanim zdążyłem poprosić, żeby jednak o tym opowiedziała.
- Wtedy koledzy też z nim porozmawiali?
- Z tego, co wiem, to nie. Nikt mu nic nie powiedział. Zachowywali się normalnie i to gryzło go naprawdę długo, chociaż usiłował po swojemu ze wszystkiego kpić.
- Mówiłaś o żartach... Że niektóre nie były takie śmieszne. A jakie one były?
- Hm... Podać ci konkretny przykład?
- Owszem.
Namyślała się przez krótką chwilkę. - Pewnego razu jego klasa weszła do pracowni zaklęć przed Flitwickiem. To był szósty rok, uczyli się różnych zaklęć lewitacji. Syriusz namówił wszystkich, żeby wyszli za okno i stanęli na wyczarowanym wcześniej gzymsie. Flitwick co drugą lekcję sprawdzał listę od końca...
- Hm?
- U niego ten, kto się spóźnił, a przyszedł przed wyczytaniem jego nazwiska, nie tracił punktów - wyjaśniła. Nie wiedziałem tego wcześniej. - Wszedł do sali, a w niej były tylko dziewczyny. Wyczytał jakąś na Zet, obecna. Wyczytał Wildera - a Philip wszedł w tym samym momencie przez okno do sali, skłonił się, powiedział "obecny, dzień dobry, panie psorze" i usiadł. I tak po kolei, według listy, wchodził każdy, tak się ustawili w rządku tuż przy zewnętrznej