Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

dom-ogrod · 7 min czytania

Z życia pomidora

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nie wiem, skąd wziąłem się na tym świecie. Od kiedy pamiętam, leżałem w ciemnej, ciasnej paczce z moim licznym rodzeństwem. Gdy nadszedł czas siewów, do sklepu ogrodniczego, w którym byliśmy zameldowani, przyszedł starszy pan (nie widziałem go, ale poznałem płeć i przybliżony wiek po głosie). Długo radził się sprzedawcy, co ma wziąć. Po naradach poprosił o cebulę i marchew. Zastanawiał się też nad kupnem czosnku, ale odstąpił od tego pomysłu. Usłyszałem brzęk pieniędzy. Klient wybrał wszystko, co było mu potrzebne i zamierzał płacić. Jednak przewracanie palcami w monetach na chwilę ustało. Czyżby...? - Pomidorki! Jaka dobra odmiana! Biorę, panie Jurku! - w tym samym momencie poczułem ostre turbulencje. Jak dobrze, że akurat ta paczka była wystawiona jako pierwsza. Przede mną i moimi braćmi całkiem inne życie! Wraz z nowym właścicielem pojechaliśmy do jego domu. Wywnioskowałem, że jechaliśmy w koszyczku na rowerze (co jakiś czas podskakiwaliśmy, a nasz pan wydawał wtedy dziwne odgłosy). Dotarliśmy. Ogrodnik mieszkał chyba sam, bo z nikim się nie witał, ani nie rozmawiał. Znowu wstrząsy. Mężczyzna nie lubił marnować czasu. Od razu zabrał się do pracy. Otworzył paczkę, w której byliśmy (jak przyjemnie zobaczyć światło!) i przesypał nas do miski, żeby łatwiej było siać. Wreszcie zobaczyłem jak wygląda ten świat, o którym tyle słyszałem od klientów pana Jurka. Wcale nie był taki, zły, szary i smutny. Przeciwnie. Mienił się tysiącami kolorów na kwietnikach, pachniał kwiatami. Fakt faktem, była to wiosna... Miska wylądowała na ziemi. Uważnie się jej przyjrzałem. Wypielona, obsypana nawozem... tak, tu mogłem się rozwijać. Po kolei wędrowaliśmy w glebę. Krótko było mi dane cieszyć się słońcem i światem, ale niedługo będę miał tego pod dostatkiem. Ależ było wygodnie! Ziemia wydawała się delikatną pościelą, wykonaną z najwyższej jakości jedwabiu. Codziennie dostawałem sporą dawkę wody. Moi bracia, z którymi chwilowo nie miałem kontaktu, zapewne też byli zachwyceni. Cóż, za takie luksusy trzeba się jakoś odwdzięczyć. Powoli zacząłem rosnąć. Z każdym dniem byłem coraz większy, w końcu przebiłem łodyżkami powłokę ziemi. Rozejrzałem się wokoło. Ha, byłem pierwszy! Inni tkwili jeszcze pod ziemią. Z czasem przekształciłem się w kwiat, następnie w owoc. Jedyne, co mi pozostało to dojrzewać. W końcu moi towarzysze zaczęli wzrastać. Jednak czułem, że to ja jestem najdorodniejszy. Co prawda, nie miałem lustra, które potwierdziłoby to przypuszczenie, ale gdy starszy pan przychodził do szklarni zobaczyć, jak się rozwijamy, najwięcej mówił do mnie. - Jesteś już taki czerwoniutki, niedługo będziesz mógł już spełnić swoją życiową misję – gładził moją skórkę. Marzyłem, by moja misja była zaszczytna. Chciałem zostać wykorzystany do ketchupu bądź soku pomidorowego. To przedłużyło by nieznacznie mój żywot. Zostałem zerwany u szczytu dojrzałości, razem z trzema innymi pomidorami, które imponowały rozmiarami. Wylądowaliśmy w koszyczku, który znajdował się na mikrofalówce w kuchni…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%