Zbrodnia · 20 min czytania
Za drzwiami w piwnicy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Lało. Pierwszy raz od kilku dni naprawdę lało. Przez cały tydzień popadywało, ale dziś, w sobotę była ulewa. Od rana ludzie nie wystawiali nawet nosa z ciepłych domów. Wygrzewali się przed kominkami nie zwracając uwagi na pogodę na zewnątrz. Jason Johnson siedział w swoim pokoju czytając jakąś książkę. Myślami był gdzie indziej. W ogóle nie skupiał się na lekturze. Myślał, ale nawet nie wiedział o czym. Po prostu nie potrafił się skupić na tym co robi. Po jakimś czasie zrezygnował z czytania. Wstał z łóżka i rozejrzał się po pokoju. Lubił weekendy , ale nie wiedział czemu. Zwykle nie miał co robić i nudził się całe dwa dni. Podszedł do lustra i przyjrzał się swemu odbiciu. Wysoki, chudy piętnastolatek stał po drugiej stronie zwierciadła. Bujne, rude włosy przykrywały znaczną część czoła. Na twarzy miał kilka piegów. Poprawił trochę grzywkę i poszedł do salonu ciągnąc za sobą nogi. Dopiero teraz zorientował się, że w domu panuje cisza. - Gdzie jesteście?!- zawołał oczekując odpowiedzi rodziców. Nie doczekał się jej. Zamiast do salonu podążył do kuchni. Jak się spodziewał ujrzał na stole kartkę. Dowiedział się, że rodzice są na zakupach i nie chcieli mu przerywać czytania. Mają wrócić za dwie godziny. Wsłuchał się w cisze panującą w domu. Nie była całkowita. Usłyszał delikatne stukanie. Jakby jakieś niedomknięte drzwi co chwilę próbowały się domknąć. Znał ten dźwięk. Pamiętał go. Przez jakiś czas czuł jakby znajdował się od swego ciała lata świetlne. Nie całkiem świadom co robi zszedł do piwnicy. Duże pomieszczenie z wieloma drzwiami i schowkami było całkiem ciemne. Kiedy "wrócił" do siebie stał przed jednymi z nich. Ze szpar wydobywało się jasne światło. Spojrzał nie do końca świadom gdzie się znajduje. Nagle w głowie pojawiły się wspomnienia dotyczące tych wrót. Ujrzał małego chłopca. Dziecko płakało siedząc pod ścianą. Kiedy przekręcał klamkę drzwi nie otwierały się. Przez małe okienko chłopczyk słyszał szalejącą przez całe dwa dni burzę. Bał się strasznie... Po chwili Johnsonowi ukazał się ten sam chłopak, lecz trochę starszy. Schodził do piwnicy słysząc ten sam dźwięk co dziś. Za drzwiami coś było. Coś co wydzielało potężna światło. To coś chciało się uwolnić. Po chwili chłopczyk zemdlał przy drzwiach. Teraz ten sam Jason Johnson, mając piętnaście lat trzymał za trzęsącą się klamkę. Wiedział, że i tak nie uda mu się tam dostać. Wiedział, że stanie się to co wtedy. Nagle przewrócił się na podłogę. Uderzył twarzą w zimną posadzkę, lecz tego już nie czuł. Nie świadom co się z nim dzieje leżał obok wejścia do najbardziej tajemniczego pomieszczenia w domu.
* * *
Obudził się we własnym łóżku. Kiedy otworzył oczy ujrzał twarze rodziców nad głową. Na widok wpatrujących się w niego ślepi ojciec rzekł: - Obudziłeś się synku. Co się stało? Jak się czujesz?- pytał z wielką czułością, za wielką. - Nic. Po prostu zasłabłem. Każdemu się zdarza.- odparł ostrożnie Jason. - Kochanie. Czemu w piwnicy? Co tam robiłeś? Dlaczego nie zasnąłeś przy czytaniu?- matka zrobiła wielkie oczy, którymi wpatrywała się w chłopaka. - Nie wiem. Zszedłem, bo coś tam stukało...te drzwi. Ujrzałem światło. Nie wiedziałem co się dzieje. Jakby drzwi mnie wzywały. Złapałem za klamkę, po czym upadłem. Dalej nie pamiętam.- zamknął oczy jakby próbował przypomnieć sobie najwięcej szczegółów z tamtego zdarzenia. Pan i pani Johnson spojrzeli na siebie ze strachem. - Przez tę pogodę. Pewnie na zewnątrz była burza i światło się wydostawało zza drzwi. Były lekko otwarte więc próbując się domknąć stukały.- wyjaśniała mama Jasona. Mówiła jakby mowę znała od dawna. - Zemdlałeś prawdopodobnie dlatego, że po dłuższym leżeniu wstałeś tak nagle i zacząłeś chodzić. Obniżyło ci się ciśnienie tętnicze krwi. To wszystko. Nie martw się. Nic się nie stało.- dodała. - Choć nie wiem dokładnie o czym mówisz to pewnie masz rację. Tylko, ja tak nagle "odpłynąłem" i znalazłem się przed tymi drzwiami. Jakby jakaś dziwna moc wzywała mnie do piwnicy.- po ostatnim zdaniu zaśmiał się cicho. - Nie opowiadaj głupot.- warknął tata. - Na razie poleż. Zaraz dostaniesz gorącą herbatę. W mieście kupiliśmy ci nową książkę. Tą, o której ciągle czytasz w internecie. Dlatego wyszliśmy w tajemnicy. To miała być niespodzianka.- ojciec uśmiechnął się niepewnie po czym wyjął z reklamówki opasły tom. Podał synowi, który zadowolony układał poduszkę do czytania. Jason wziął w rękę "Lot nad wymiarem zero" i od razu wziął się za czytanie. Jego rodzice wyszli po cichu z pokoju rozmawiając szeptem. Kiedy byli poza obrębem słuchu syna podwyższyli trochę głośność rozmowy. - To wciąż tam jest. Znów go wzywało. On się tam kiedyś dostanie. Znów się uaktywniło. Nie uda nam się pilnować Jasona cały czas.- powiedziała pani Johnson do męża. - Spokojnie kochanie. Może to jeden raz. Spotkamy się z kim trzeba i o wszystko go dopytamy. - Dobrze. Tylko jeśli Jason zauważy, że tak o tym rozmawiamy zacznie coś podejrzewać. Gdyby się dowiedział to nic go nie zatrzyma. Udawajmy, że wszystko jest w porządku.- mama Jasona wzięła kubek z gorącą herbatą i poszła z nią do syna. - Mamo. Co jest w pomieszczeniu przed, którym zemdlałem?- spytał popijając łyk napoju. Wychodząca z pokoju kobieta odwróciła się w stronę synka. - Nic. Zwykły schowek na rupiecie.- odparła wymuszając fałszywy uśmiech. - Kiedy trzymałem za klamkę miałem jakieś dziwne wizje. Ujrzałem małego siebie siedzącego tam w środku. Płakałem i nie mogłem wyjść.- chłopak mówił do matki dociekliwym głosem. - Zatrzasnąłeś się tam kiedyś. Byłeś mały i nikt cię nie słyszał, ale po kilku minutach płaczu tatuś w końcu cię znalazł. Czasem przy takich zdarzeniach wracają wspomnienia, których wcześniej nie znaliśmy. - Miałem też drugą wizję. Trochę starszy, zemdlałem w tym samym miejscu. - Tak pamiętam. Chyba w tym punkcie nie pasuje ci ciśnienie... Ale ja ci już nie przeszkadzam. Czytaj sobie spokojnie. Ja idę przygotować ciasto czekoladowe. A i jeszcze coś. Lepiej nie wchodź do piwnicy. Widać dziwnie na ciebie działa. Zawsze mów jak coś będziesz stamtąd chciał. To dla twojego zdrowia, ale sam możesz postanowić jak jest lepiej dla ciebie.- rzekła matka kończąc rozmowę. Użyła swoich zdolności pedagogicznych odciągając syna od tajemniczego schowka. Chłopak odłożył książkę na stoliczek nocny. Wziął łyk herbaty i zatopił się w myślach na temat dziwnego zdarzenia jakie mu się dziś przydarzyło. - Muszę odwiedzić to miejsce. Tak z czystej ciekawości, ale muszę. Chyba mi nie zaszkodzi...- powiedział do siebie cicho po czym wrócił do czytania oczekując nocy. W czasie kiedy ich syn czytał, państwo Johnson siedzieli w salonie oglądając wiadomości. Pan Johnson, mężczyzna o imieniu Robert miał około czterdziestu lat. Jak syn jego głowę zdobiły rude włosy. Lecz nie tak wyraźne. Krótko przystrzyżone nie rzucały się w oczy jak czupryna Jasona. Na szpiczastym nosie Robert Johnson miał nisko osadzone okulary. Nie wyróżniał się niczym szczególnym. Jego żona, Julia to niska, nieco pulchna kobieta z krótkimi do ramion włosami. Czarne pasemka mieniły się z żółtymi pasami. Kobieta porażała inteligencją i zawsze znała na wszystko odpowiedź. Siedząc na kanapie żadne z nich, tak naprawdę nie skupiało uwagi na tym co leciało w telewizji. Po chwili zamyślenia rozmowę zaczął w końcu Robert: - Zadzwonię do niego jutro. Poproszę o przyjście nieco przed piętnastą. By zdążył przed Jasonem. Dopytamy go o wszystko, dla Jasona będzie to nasz znajomy. Sprawdzi pomieszczenie i powie nam, ze wszystko jest w porządku.- poklepał Julie po ramieniu. Spojrzała na niego z lekkim strachem. - Tylko, żeby wszystko było dobrze... Pamiętasz co wtedy się działo. Złe rzeczy... Oby wszystko było w porządku.- powtórzyła słowa męża rozpromieniając się trochę. - Właśnie tak będzie.- odparł Robert wpatrując się ponownie w prezentera wiadomości.
* * *
Rodzice chłopaka po kolei przyszli powiedzieć mu dobranoc. Po jakimś czasie wszystkie światła w domu zgasły i Jason udając, że śpi leżał w oczekiwaniu. Minęły może trzy kwadranse. Wstał po cichu siadając na łóżku. Po całym dniu leżenia kręciło mu się trochę w głowie. Kiedy przestało, wstał i delikatnym krokiem wyszedł z pokoju. Dom znał tak dobrze, że nie potrzebne mu było żadne światło. Szedł na oślep, i nie sprawiało mu różnicy czy widzi czy nie. Idąc powoli doszedł do kuchni. Tam napił się wody, by w razie nakrycia mieć wytłumaczenie. Kilka minut później schodził po zimnych schodach do jeszcze zimniejszej piwnicy. Znów zaczęło kręcić mu się w głowie. Bał się, że drugi raz dziś urwie mu się taśma. Na szczęście zawroty głowy minęły. Dotykając poręczy wszedł do pachnącego starociami pomieszczenia. Teraz zapalił spokojnie światło. Patrząc na piwnice czuł coś dziwnego. To było coś na pograniczu strachu i szacunku. Nie rozumiał jak można mieć szacunek dla głupich ścian pod ziemią, ale czuł to coś. Spojrzał na drzwi. Najzwyklejsze jak może się wydawać. Ciekawe co się tam kryje, myślał Jason idąc ostrożnie do wrót. Bał się, że znów zemdleje. Nic takiego nie czuł. Z schowka za nimi nie wydobywało się także żadne światło. Złapał za klamkę i przekręcił ją popychając je delikatnie. Zaskrzypiały przeraźliwie jakby nikt nie otwierał ich od dawna. I tak było. Chłopak szukał włącznika zwisającej z sufitu żarówki, ale nie mógł znaleźć. Komórkę oświetlało światło księżyca, dostające się do niej przez okno. Był to zwykły, stary schowek. Kilka półek ze słojami po prawej, dwie beczki po lewej. Nic specjalnego. Jason czuł jednak coś. Jakąś wielką siłę ukrytą w tym małym pomieszczeniu. Nagle z rozmyślań wyrwał go przeraźliwy…